Przełożył Bogdan Burliga
Biblioteka Antyczna
Wrocław 2016
(wersja bez wstępu, ze skróconymi przypisami: data, wydażenie, ew. postać; wersja pełna w PDF)
KSIĘGA PIERWSZA
Ponieważ przystąpiłem do przekazania wiedzy o sztuce wojennej jako jedna z grona osób, które się nią zajmują, i oddawszy się temu na tyle, na ile znaczenie miała nasza staranność, poradziłem sobie z tym, jak się wydaje, jestem zatem zdania, że doprowadzona do tego miejsca praca wymaga uzupełnienia, aby łatwo dostępnymi komentarzami opatrzeć pełne inwencji dokonania wodzów, które Grecy objęli wspólną nazwą podstępów wojennych [στρατηγήματα [strategémata]]. Bowiem w ten oto sposób dowódcy zaznajomią się tak z przykładami planów, jak i umiejętności przewidywania, co z kolei stanie się pożywką dla rozwijania ich własnych talentów w wymyślaniu i wprowadzaniu w życie podobnych forteli. Ponadto będzie chodziło również o to, aby o rezultaty własnej pomysłowości nie drżał z obawy ten, kto porówna je z doświadczeniami już potwierdzonymi.
Bardzo dobrze wiem i przyznaję, że tę część zagadnień uwzględnili również w swoich pracach twórcy dzieł historycznych oraz że cokolwiek tylko wydarzyło się znamienitego, przekazali w taki czy inny sposób autorzy pouczających przykładów, mniemam jednak, że ludzie zajęci powinni być instruowani szybko. Wiele czasu zajmuje bowiem wyszukiwanie poszczególnych przypadków, rozsianych po ogromnym zbiorze wszelakich historii, a ci, którzy wypisywali sławne epizody, samym już bogactwem materiału wprawiali czytelnika w zakłopotanie. Nasz pomysł opiera się na staraniu, aby – ilekroć rzecz będzie tego wymagać – podawać tylko to, co niejako domaga się odpowiedzi na zadane pytanie. Dokonawszy zatem przeglądu kategorii forteli, przygotowałem najwłaściwsze przykłady niczym plany wojenne. Aby zaś – sklasyfikowane stosownie do bogactwa wydarzeń – zostały jak najbardziej stosownie rozmieszczone, podzieliliśmy je na trzy księgi. W pierwszej znajdą się przykłady, które dotyczą bitwy jeszcze nierozpoczętej; w drugiej te, które odnoszą się do samej bitwy i zawarcia pokoju; trzecia zawierać będzie podstępy wojenne [στρατηγήματα [strategémata]] dotyczące przeprowadzania i kończenia oblężeń. Takim oto kategoriom forteli przydzieliłem następnie odpowiadające im rodzaje podstępów.
Nie bez powodu upraszam o wyrozumiałość dla tej pracy – niech nie gani mnie za niedbałość ten, kto znajdzie jakiś przykład przez nas pominięty. Któż bowiem byłby w stanie przejrzeć wszystkie zabytki piśmiennictwa, jakie przekazano w obu językach? Dlatego i ja pozwoliłem sobie wiele rzeczy pominąć. O tym, że nie uczyniłem tego bez powodu, dowiedzą się ci, co czytali księgi innych autorów to właśnie obiecujących. Wtedy bardzo łatwo przyjdzie dodać uzupełnienia pod każdym rodzajem. Skoro przystąpiłem do tego dzieła, jak i do pozostałych, raczej ku pożytkowi innych, niż by zyskać poklask dla siebie, chcę wierzyć, iż nie zganią mnie, ale wesprą ci, którzy coś do niego dorzucą.
Jeśli znajdą się tacy, dla których zwoje te staną się drogie sercu, niech pamiętają, by dokonywać rozróżnienia między bardzo podobnymi do siebie z natury ‘zagadnieniami dotyczącymi strategii’ [στρατηγικῶν [strategikón]] a ‘podstępami wojennymi’ [στρατηγηγμάτων [strategemáton]]. Wszak wszystko to, co w sposób przewidywalny, przynoszący korzyść, błyskotliwy i konsekwentny realizuje się za sprawą dowódcy, będzie uważane za należące do zagadnień dotyczących strategii [στρατηγικά [strategiká]], a to, co podpada pod specjalny ich rodzaj – do podstępów wojennych [στρατηγήματα [strategémata]]. Istotna wartość tych drugich, opierająca się na umiejętności i inwencji, przynosi korzyść zarówno, gdy wroga trzeba się strzec, jak i go atakować. Ponieważ w tej dziedzinie doszło do efektownych rozstrzygnięć również za sprawą wypowiedzianych słów, zamieściliśmy przykłady tak czynów, jak i powiedzeń.
Oto rodzaje zagadnień, które pouczą dowódcę o krokach, jakie należy podjąć przed bitwą:
- o ukrywaniu zamiarów
- o zasięganiu informacji na temat planów wroga
- o określeniu charakteru wojny
- o przeprowadzaniu wojska przez miejsca niedogodne dla wroga
- o wydostawaniu się z miejsc wielce niedogodnie położonych
- o zasadzkach urządzanych podczas marszu
- jak wywołać wrażenie, że nie brak nam tego, czego nie mamy, lub jak powetować sobie zastosowanie tego
- o rozpraszaniu nieprzyjaciół
- o tłumieniu buntu żołnierzy
- jak zakazać nieodpowiedniego do pory roku żądania stoczenia bitwy
- jak pobudzać wojsko do walki
- o rozpraszaniu obaw, które w żołnierzach obudziły niepomyślne znaki
o ukrywaniu zamiarów
Marek Porcjusz Katon sądził, że te państwa w Hiszpanii, które już zwyciężył, za jakiś czas ponownie przystąpią do wojny, pokładając ufność w murach. Napisał zatem do każdego z nich, aby zniszczyły obwarowania, grożąc wojną, jeśli natychmiast się nie podporządkują, i rozkazał dostarczyć listy do wszystkich miast tego samego dnia. Każde z miast bez wyjątku uwierzyło, że rozkaz został wydany tylko jemu. Gdyby wyszło na jaw, iż to samo obwieszczono wszystkim, spisek mógł sprawić, że stawiłyby opór.
Kiedy Himilkon, wódz Punijczyków, zamierzał z pomocą floty niespodziewanie zaatakować Sycylię, nie ujawnił, dokąd wyrusza, lecz przekazał wszystkim sternikom zapieczętowane tabliczki, na których napisano, do jakiej części wyspy chciał się udać; zalecił jednak, by nikt ich nie czytał, chyba że wskutek gwałtownej burzy morskiej zostanie zepchnięty z kursu okrętu pretorskiego.
Gajusz Leliusz, wysłany jako legat do Syfaksa, powiódł ze sobą jako zwiadowców jakichś trybunów i centurionów pod pozorem, że to służba i pachołkowie. Jednego z nich, Lucjusza Statoriusza, którego – jako że częściej bywał w tymże obozie – pewien wrogi żołnierz zdawał się rozpoznawać, okładał kijem niczym niewolnika, by nie udało się ujawnić jego statusu.
Tarkwiniusz Pyszny, ojciec, uznał, iż trzeba wymordować naczelników gabińskich, ponieważ jednak nie chciał się z tym zdradzić przed kimkolwiek, nic nie odpowiedział posłowi, którego wysłał do niego syn, lecz kiedy przypadkiem spacerował po ogrodzie, pościnał tylko witką wystające makówki. Wróciwszy bez odpowiedzi, posłaniec oznajmił młodemu Tarkwiniuszowi, jakie zachowanie ojca zobaczył – ten zrozumiał, że to samo należy zgotować wystającym ponad przeciętność obywatelom.
Ponieważ Gajusz Cezar nabrał podejrzeń co do lojalności Egipcjan, pod pozorem zapewnienia bezpieczeństwa zajął się wizytacją miasta i jego zabezpieczeń, a jednocześnie nieobyczajnymi ucztami, chciał bowiem, by powstało wrażenie, iż jest oczarowany urokiem miejsc oraz ulega aleksandryjskim zwyczajom i stylowi życia. Pośród tej gry pozorów przygotował oddziały pomocnicze i zajął Egipt.
Wentydiusz w trakcie wojny partyjskiej przeciw królowi Pakorusowi, dobrze wiedząc, że niejaki Farneusz, z pochodzenia Cyrrestyjczyk, z tych, co to wydawali się sprzymierzeńcami, donosi Partom o wszystkim, co się u niego działo, obrócił wiarołomstwo barbarzyńcy na swoją korzyść. Oto zaczął udawać, że obawia się, by nie zdarzyło się to, czego najbardziej sobie życzył, a tego, czego się lękał, rzekomo życzył sobie, by nastąpiło. I tak zatroskany, aby Partowie nie przekroczyli Eufratu, zanim nie dotrą doń legiony, które miał w Kappadocji, za Taurusem, usilnie pracował nad zdrajcą, aby – wskutek zwykłej wiarołomności – przekonał Partów do przerzucenia wojska szlakiem przez Zeugmę, którędy wiedzie najkrótsza droga, a i Eufrat biegnie tam głębokim korytem. Twierdził bowiem stanowczo, że jeśli pójdą tamtą drogą, wykorzysta sposobność, jaką dają góry, do ostrzału łuczników, że jednak obawia się wszystkiego, gdyby puścili się dołem przez rozległą równinę. Wiedzeni tym zapewnieniem barbarzyńcy poprowadzili armię okrężną drogą, biegnącą dołem. I kiedy szeroko rozciągające się brzegi rzeki łączą ze sobą mostem wymagającym z tej racji przy budowie więcej wysiłku oraz trudzą się ze sprzętem, mitrężą ponad czterdzieści dni. Wentydiusz wykorzystał ten okres, aby ściągnąć siły, i otrzymawszy je na trzy dni przed nadejściem Parta, uformował szyk bitewny, zwyciężył i zabił Pakorusa.
Mitrydates, kiedy Pompejusz otoczył go zewsząd, odłożył ucieczkę na najbliższy dzień. Dla zatajenia tego zamiaru wypuścił się w poszukiwaniu furażu [paszy dla koni] na znacznie rozleglejszy obszar i aż pod szańce usypane blisko wroga, aby zaś odwrócić podejrzenia, zaplanował także rozmowy z wieloma wrogami na dzień następny, rozkazał ponadto rozpalić ogniska na obszarze całego obozu znacznie bliżej siebie. Następnie, podczas drugiej nocnej straży, wyprowadził oddział, przechodząc tuż obok samego obozu wrogów.
Kiedy imperator Cezar Domicjan August Germański postanowił ujarzmić pozostających pod bronią Germanów, a wiedział dobrze, iż rozpoczną wojnę z tym większym rozmachem, jeśli dowiedzą się wcześniej o przybyciu tak wielkiego wodza, swe nadejście przysłonił koniecznością ściągnięcia podatków w prowincjach galijskich. W tych warunkach, podejmując niespodziewanie na szeroką skalę działania wojenne, poskromił dzikość niezliczonych plemion i przyszedł z pomocą prowincjom.
Klaudiusz Neron, nie ufając siłom, jakie miał pod swymi rozkazami, śpieszył, by dołączyć do swego kolegi Liwiusza Salinatora, któremu powierzono prowadzenie wojny, gdyż należało usunąć z rzeczpospolitej Hazdrubala i jego wojska, zanim połączy się z bratem Hannibalem. Ponieważ jednak nie chciał, by Hannibal – naprzeciw którego stał obozem – zauważył jego wymarsz, wybrał dziesięć tysięcy najdzielniejszych żołnierzy i przykazał pozostawionym na miejscu legatom, by funkcjonowały takie same posterunki i straże oraz paliło się tyle samo ognisk, żeby zachować ten sam wygląd obozu: rzecz w tym, aby Hannibal niczego nie podejrzewał i nie odważył się uderzyć na garstkę tych, co zostali. Kiedy następnie, maszerując sekretnymi szlakami, połączył się w Umbrii z kolegą, zakazał powiększać obóz, żeby nie dać Punijczykowi żadnego znaku o swoim nadejściu, bo ten ociągałby się z bitwą, zrozumiawszy, że siły konsulów się połączyły. Tak więc, uderzywszy z podwojonymi siłami, zwyciężył nieświadomego sytuacji, po czym szybciej od jakiejkolwiek wieści o tym powrócił do Hannibala. Tak oto dzięki temu samemu zamysłowi jednego z dwóch najwybitniejszych wodzów Punijczyków unieszkodliwił, a drugiego pognębił.
Temistokles wzywał swoich do żwawego wznoszenia murów, które zburzyli z rozkazu Lacedemończyków, a wysłanym z Lacedemonu posłom, którzy naprzykrzali się pytaniami, odpowiedział, iż osobiście przybędzie do nich, by zbić tę krytykę. I tak dotarł do Lacedemonu. Tam zmitrężył sporo czasu, udając chorobę. Kiedy jednak zorientował się, że jego ociąganie się wzbudziło podejrzenia, zapewnił, iż dotarły do nich fałszywe pogłoski, po czym poprosił o wysłanie jakichś przywódców, którym dadzą wiarę w sprawie fortyfikowania Aten. Następnie potajemnie napisał do swoich, by zatrzymali przybyszów, dopóki po ukończeniu prac nie wyjawi się Lacedemończykom, iż Ateny otoczono murem, a ich urzędnicy nie mogą powrócić wcześniej, zanim on sam nie zostanie odesłany. Lacedemończycy łatwo na to przystali, aby zguby jednego nie odmierzać na szali śmiercią wielu.
Lucjusz Furiusz, po tym, jak wojsko przywiedziono w jakieś niedogodne miejsce, postanowił ukryć swe zaniepokojenie, aby reszta nie rozpierzchła się bezładnie ze strachu. Zaczął zatem stopniowo zbaczać z drogi przemarszu, zamierzając jak gdyby zaatakować wroga po zatoczeniu szerszego kręgu. Zawróciwszy oddział, bez szwanku wyprowadził wojsko nieświadome tego, co się rzeczywiście działo.
Metellus Pius zapytany w Hiszpanii, co będzie robił następnego dnia, odparł: „Spaliłbym swoją tunikę, gdyby mogła to powiedzieć”.
Marek Licyniusz Krassus odpowiedział komuś, kto dopytywał, o jakiej porze zamierza zwinąć obóz: „Obawiasz się, że nie usłyszysz trąbki?”.
o zasięganiu informacji na temat planów wroga
Scypion Afrykański, kiedy nadarzyła się okazja, by wysłać poselstwo do Syfaksa, wydał rozkaz, aby wraz z Leliuszem pojechali w przebraniu niewolników jak najstaranniej dobrani trybunowie i centurionowie, których zadanie polegało na obserwacji sił królewskich. By mieć nieco więcej swobody w badaniu położenia obozu, zaczęli pilnie poszukiwać konia spuszczonego z uwięzi, który rzekomo poniósł, dzięki czemu obeszli zasadniczą część fortyfikacji. Gdy przekazano te informacje, za sprawą podpalenia wojna została zakończona.
Kwintus Fabiusz Maksymus w czasie wojny z Etruskami rozkazał swemu bratu Fabiuszowi Cezonowi, biegłemu w języku etruskim, by w etruskim przebraniu przepatrzył Las Cymiński, w którym wcześniej nasz żołnierz nie postawił stopy, bo jak dotąd wodzowie rzymscy nie znali skuteczniejszych sposobów zasięgania informacji. Ten uczynił to tak roztropnie i sprytnie, że kiedy po przemierzeniu Lasu zorientował się, iż Umbrowie Kamertyjscy nie są bynajmniej wrogo nastawieni do nazwy „Rzymianin”, nakłonił ich, by się sprzymierzyli.
Kiedy Kartagińczycy zorientowali się, że Aleksander Macedoński posiada tak wielkie siły, iż może zagrozić także Afryce, rozkazali jednemu ze swoich obywateli, inteligentnemu człowiekowi imieniem Hamilkar Rhodinus, by upozorował wygnanie, udał się do króla, a następnie, starając się na wszelkie sposoby, zadzierzgnął z nim więzy przyjaźni. A kiedy to osiągnął, uczynił zamiary władcy wiadomymi dla swoich własnych obywateli.
Ci sami Kartagińczycy wysłali ludzi, aby pod pozorem pełnienia funkcji posłów przebywali przez długi czas w Rzymie i wyciągali informacje o zamiarach naszych.
Ponieważ Marek Katon nie mógł w Hiszpanii w żaden inny sposób odkryć planów nieprzyjaciela, rozkazał trzystu żołnierzom jednocześnie przeprowadzić atak na stanowisko nieprzyjaciół, porwać spośród nich jednego żołnierza i dostarczyć go całego i zdrowego do obozu. Ten na torturach wyznał wszystkie tajemnice swoich.
Dla wypróbowania lojalności Galów i Ligurów Gajusz Mariusz, sprawujący konsulat podczas wojny z Cymbrami i Teutonami, wysłał do nich list, którego część pierwsza zakazywała przed wyznaczonym terminem otwierania środkowych kart pisma, wcześniej opieczętowanych. Następnie zażądał listu przed tym wyznaczonym dniem, a jako że znalazł list odpieczętowany, zrozumiał, iż knują oni wrogie zamiary.
Konsul Emiliusz Paulus podczas wojny z Etruskami zamierzał wysłać wojsko na równinę opodal miasteczka Wetulonia. Podziwiając z daleka chmarę ptactwa, które porwało się znad lasu bardzo szybkim lotem, zrozumiał, że potajemnie zastawiono tam jakąś pułapkę [skoro ptaki wyfrunęły jednocześnie, a przy tym przerażone i w wielkiej liczbie]. Wysłał więc przodem zwiadowców i odkrył, że dziesięć tysięcy Bojów, usadowiwszy się tam, zagraża wojsku Rzymian, posłał zatem legiony na inną flankę, niż tamci oczekiwali, i otoczył ich.
W podobny sposób Tysamenus, syn Orestesa, na wieść o zajęciu przez wrogów wzniesienia obwarowanego już samym swoim położeniem, posłał przodem ludzi, by się przekonać, jak się rzeczy mają. Kiedy ci donieśli mu, że nie jest prawdą to, czego się spodziewał, wyruszył w drogę. Gdy jednak ujrzał, jak z podejrzanego wzgórza wzbiła się naraz w górę ogromna chmara ptactwa, które nie chciały osiąść na ziemi, uznał, że kryje się tam nieprzyjacielski oddział. Dlatego podprowadził wojsko okrężną drogą i ujął tych, co czekali w zasadzce.
Brat Hannibala, Hazdrubal, zorientował się, że wojska Liwiusza i Nerona połączyły się, mimo że oni, nie poszerzając dwukrotnie terenu obozowiska, starali się to przed nim ukryć – zauważył, że konie są bardziej wychudłe, bo zdrożone, a ciała ludzi nabrały kolorów, jak to po marszu.
o określeniu charakteru wojny
Ponieważ Aleksander Macedoński dysponował potężną armią, zawsze decydował się na taki charakter wojny, by zetrzeć się w otwartej bitwie.
Ponieważ Gajusz Cezar podczas wojny domowej dysponował wojskiem weteranów, a wiedział, że nieprzyjacielskie oddziały składają się z rekruta, starał się zawsze walczyć w otwartej bitwie.
Fabiusz Maksymus, walcząc z Hannibalem, który pysznił się powodzeniami w kolejnych starciach, postanowił wycofać się z niepewnych rozstrzygnięć i strzec wyłącznie Italii, dzięki czemu zasłużył na przydomek Kunktatora [‘Zwlekającego’], a przez to zarazem – najbardziej rozważnego wodza.
Bizantyńczycy w konfrontacji z Filipem unikali jakichkolwiek rozstrzygnięć w potyczkach, porzucili nawet zabezpieczanie granic, wycofali się w obręb murów miasta i starali się, aby zniecierpliwiony przedłużającym się oblężeniem Filip ustąpił.
Hazdrubal, syn Gisgona, podczas drugiej wojny punickiej rozlokował w Hiszpanii pokonane oddziały po miastach, zwłaszcza że nastawał na niego Publiusz Scypion. Wskutek tego Scypion odprowadził swoich żołnierzy na leże zimowe, aby uniknąć rozproszenia przy obleganiu tak wielu miast.
Temistokles w obliczu najazdu Kserksesa, ponieważ nie wierzył ani w to, że Ateńczycy sprostają wrogowi w bitwie lądowej, ani że przy obronie granic, ani że podczas oblężenia, wystąpił przed nimi jako pomysłodawca planu odesłania dzieci i żon do Trezeny oraz do innych miast, a także – po opuszczeniu stolicy – zmiany charakteru wojny na starcie na morzu.
To samo w tym samym państwie uczynił Perykles przeciw Lacedemończykom.
Scypion, kiedy Hannibal przebywał w Italii, przerzucił wojsko do Afryki, czym wymusił na Kartagińczykach odwołanie Hannibala; w ten sposób przeniósł wojnę z rodzimych granic w nieprzyjacielskie.
Ateńczycy, ponieważ Lacedemończycy ufortyfikowali ich twierdzę Decelię i gnębili ich coraz częściej, wysłali flotę, by niepokoiła Peloponez, dzięki czemu uzyskali tyle, że wojsko Lacedemończyków, które stacjonowało w Decelii, zostało odwołane.
Imperator Cezar Domicjan August, kiedy Germanie, zgodnie ze swym zwyczajem, nagle atakowali naszych z miejsc zalesionych i z niewidocznych kryjówek, a potem znajdywali możliwość bezpiecznego odwrotu w głąb lasów, przesunąwszy granice o sto dwadzieścia tysięcy kroków, nie tylko zmienił charakter wojny, ale też podporządkował swej władzy wrogów, odsłaniając miejsca ich schronienia.
o przeprowadzaniu wojska przez miejsca niedogodne dla wroga
Kiedy konsul Emiliusz Paulus u Lukanów wiódł wojsko wzdłuż brzegu morza wąską drogą i Tarentyjczycy zasadzili się na niego z flotą, atakując jego oddziały skorpionami, ten ustawił jeńców jako zasłonę dla flanki maszerujących; na ich widok wrogowie wstrzymali się z pociskami.
Lacedemończyk Agesilaus, kiedy powracał z Frygii objuczony łupami, a wrogowie postępowali w ślad za nim i wykorzystując okazję, jaką stwarza ukształtowanie terenu, szarpali jego oddział, wystawił rząd jeńców na obu flankach swego wojska; skoro nieprzyjaciel okazał im litość, Lacedemończycy zyskali przestrzeń na przejście.
Ten sam, kiedy Tebanie obsadzili przesmyk, który musiał przebyć, zmienił marszrutę, udając się jakoby w kierunku Teb. Przerażeni Tebanie wycofali się, by strzec murów, a wtedy on przemierzył drogę, którą podążał i którą wcześniej sobie wyznaczył, gdyż nikt nie stawiał mu już oporu.
Nikostrat, przywódca Etolów, kiedy trwał jego konflikt z Epirotami, mógł dostać się w obręb ich granic tylko bardzo wąskimi przejściami, pojawił się jednak w innym miejscu, niby zamierzając wedrzeć się właśnie tamtędy, gdy więc wszystkie siły Epirotów zbiegły się w tym miejscu, żeby go powstrzymać, pozostawił garstkę swoich dla wywołania wrażenia, że stacjonuje całe wojsko, a sam z resztą sił wkroczył tym przejściem, gdzie się go nie spodziewano.
Gdy Pers Autofradates wiódł armię do Pizydii, a Pizydowie obsadzili niektóre przejścia, udawał, że czyni przygotowania do przeprawy, mimo że postanowił się wycofać. Kiedy więc Pizydowie dali temu wiarę, pchnął w nocy przodem najwaleczniejszy oddział, by zajął to samo miejsce, zaś następnego dnia przerzucił całą armię.
Gdy król Macedończyków Filip, dążący do opanowania Grecji, usłyszał, że obsadzono Termopile, a tymczasem przybyli doń posłowie Etolów zamierzający pertraktować w sprawie pokoju, zatrzymał ich, sam zaś, pokonując olbrzymie odcinki drogi, pośpieszył ku wąskim przejściom, a ponieważ strażnicy zaniedbywali swoje obowiązki i oczekiwali powrotu posłów, niespodziewanie przedarł się przez Termopile.
Kiedy Ifikrates, strateg Ateńczyków, w czasie walk z Lacedemończykiem Anaksybiusem nad Hellespontem, opodal Abydos, zmuszony był przeprowadzić wojsko przez tereny obsadzone nieprzyjacielskimi posterunkami, a z jednej strony owo przejście utrudniały skaliste góry, z drugiej zaś obmywało je morze, przez jakiś czas zwlekał, aż nadarzył się dzień chłodniejszy niż zwykle, dzięki czemu nikt niczego nie podejrzewał, wybrał więc kilku osiłków, rozgrzał ich oliwą i niezmieszanym winem oraz zalecił, by trzymając się samego brzegu morza, opłynęli te zbyt strome miejsca; tak oto zaatakował od tyłu niczego niespodziewających się strażników przesmyku.
Kiedy Gnejusz Pompejusz nie był w stanie przedostać się przez rzekę, ponieważ naprzeciw stacjonowało nieprzyjacielskie wojsko, zarządził, by wciąż i wciąż wymaszerowywać i powracać do obozu. Następnie, gdy wróg nabrał w końcu przeświadczenia, że nie musi obsadzać żadnego przejścia, kiedy podchodzą Rzymianie, przypuściwszy nagły atak, wywalczył przeprawę.
Aleksander Macedoński, kiedy król Indów Porus blokował przeprawę armii przez rzekę Hydaspes, rozkazał swoim, by nieustannie podjeżdżali do wody, a gdy dzięki tak przeprowadzanym manewrom sprawił, że Porus zaczął pilnować przeciwległego brzegu, szybko przeprawił wojsko w górze rzeki.
Tenże sam, kiedy wróg powstrzymywał go przed przekroczeniem rzeki Indus, rozkazał konnicy, by wjeżdżała do rzeki w różnych miejscach, grożąc, że ją przekroczy; i kiedy tak trzymał czekających barbarzyńców w napięciu, zajął oddaloną nieco wysepkę najpierw nieliczną załogą, następnie większą, po czym wyprawił je stamtąd na drugi brzeg. Gdy nieprzyjaciel ze wszystkimi siłami wybiegł, by zgnieść ten oddział, on sam dokonał przeprawy przez opuszczony przez straże bród i połączył wszystkie siły.
Ksenofont, skoro Armeńczycy obsadzili dalszy brzeg, wydał rozkaz szukania dwóch dostępów, a kiedy został wyparty z brodu położonego niżej, przemieścił się do usytuowanego wyżej. Powstrzymany także tutaj przez zbiegowisko wrogów, ponownie podążył do niższego brodu, wydawszy jednak rozkaz, by pewna część żołnierzy pozostała na miejscu. Część ta miała przebyć bród ulokowany wyżej, gdyby Armeńczycy powrócili do pilnowania niższego brodu. Armeńczyków, którzy uwierzyli, że wszyscy zejdą niżej, zmylili ci, co zostali: to oni – niezaczepiani przez nikogo – pokonali bród i potem bronili swoich podczas przeprawy.
Kiedy konsul Publiusz Klaudiusz nie mógł podczas pierwszej wojny punickiej przerzucić żołnierza z Regium do Messany, bo Punijczycy strzegli cieśniny, rozpuścił plotkę, jakoby nie wolno mu było prowadzić wojny rozpoczętej wbrew rozkazowi ludu. Udał więc, iż kieruje flotę z powrotem ku Italii. Gdy Punijczycy, którzy z ufnością uwierzyli w jego odejście, rozproszyli się, obrócił okręty i pchnął je ku Sycylii.
Gdy stratedzy Lacedemończyków podjęli decyzję o popłynięciu do Syrakuz, ale obawiali się floty Punijczyków rozmieszczonej wzdłuż brzegu, wydali rozkaz, by dziesięć zdobycznych punickich okrętów ruszyło jako pierwsze, jak gdyby zwiastując zwycięstwo, a swoje własne okręty albo złączyli z tamtymi od strony burt, albo przywiązali do nich rufami. Dzięki tej przykrywce przedostali się, oszukawszy Punijczyków.
Ponieważ Filip nie mógł przepłynąć cieśniny morskiej nazywanej Stenami [Στενά [Stená]], bo flota Ateńczyków strzegła tak dogodnego dla siebie miejsca, napisał do Antypatra, że zbuntowała się Tracja, po tym jak przechwycono garnizony, które tam pozostawił, niech więc wszystko rzuci i podąży za nim. Zadbał o to, by listy przechwycił wróg. Ateńczykom wydawało się, że wywiedzieli się o tajemnicach Macedończyków, toteż odesłali flotę, a wtedy Filip bez jakiegokolwiek oporu oswobodził przesmyk cieśniny.
Ten sam, ponieważ powstrzymywano go przed zajęciem Chersonezu – zgodnie z prawem należącego do Ateńczyków – a przejście obsadziły nie tylko okręty Bizantyńczyków, lecz także Rodyjczyków i Chiotów, ułagodził ich, oddając zdobyte niegdyś okręty – niby przyszły depozyt ustanowienia pokoju między nim a Bizantyńczykami, którzy wszczęli wojnę. Jako że pertraktacje trwały dłużej, a on ustawicznie celowo mataczył w kwestii warunków, przysposobił w tym samym czasie flotę i błyskawicznie wprowadził ją do cieśniny, gdy wróg był nieprzygotowany.
Kiedy Ateńczyk Chabrias nie mógł wpłynąć do portu Samijczyków, gdyż na drodze stanęła morska eskadra nieprzyjaciela, wydał rozkaz, by niewielka liczba okrętów, które wysłał wzdłuż portu, spróbowała się przedrzeć, miarkując, że stojący na posterunku ruszą w pościg. Gdy tylko odciągnięto ich dzięki temu podstępowi i nikt nie zagradzał drogi, wpłynął do portu z resztą floty.
o wydostawaniu się z miejsc wielce niedogodnie położonych
Kiedy Kwintus Sertoriusz usiłował w Hiszpanii przebyć rzekę, lecz wróg nastawał na tyły, rozstawił na jej brzegu palisadę w kształcie sierpa księżyca, po czym obciążoną drewnem podpalił; odciąwszy w ten sposób wroga, swobodnie przekroczył rzekę.
Podobnie Tebańczyk Pelopidas w czasie wojny tessalskiej szukał możliwości przejścia. Wyznaczywszy zatem nad brzegiem miejsce zbyt obszerne jak na obozowisko, podpalił palisadę wzniesioną z konarów oraz jakiegoś innego materiału, a kiedy wskutek ognia wróg musiał się trzymać z dala, on sam przeprawił się przez rzekę.
Kiedy Kwintus Lutacjusz Katulus, odparty przez Cymbrów, nadzieję na ocalenie pokładał jedynie w przeprawie przez rzekę, której brzeg obsadzili wrogowie, ukazał się ze swoimi siłami na najbliższym wzniesieniu, jakby zamierzając rozbić tam obóz, a swoim zalecił, by nie rozwiązywali tobołków i nie odkładali bagaży, nikomu nie wolno też było opuszczać oddziałów i znaków bojowych. Aby bardziej umocnić w tym przekonaniu nieprzyjaciela, wydał rozkaz rozbicia kilku dobrze widocznych namiotów i wzniecenia ognia, ponadto jedni mieli wznieść palisadę, a inni wyruszyć na poszukiwanie drewna, ale tak, by ich dostrzeżono. Wówczas Cymbrowie, uznawszy, że to się dzieje naprawdę, sami także wybrali miejsce na obóz, po czym rozproszyli się po najbliższych polach, by zgromadzić to, co niezbędne ludziom planującym pozostanie na miejscu, czym sami dostarczyli Katulusowi okazji nie tylko do przeprawy przez rzekę, lecz także do zaatakowania ich własnego obozu.
Kiedy Krezus nie mógł przekroczyć w bród rzeki Halis (Halys), a nie miał również odpowiedniej liczby okrętów ani dostatecznych zasobów, aby zbudować most, przeprowadził kanał w miejscu położonym wyżej, za obozem, dzięki czemu przywrócił rzece nurt na tyłach swojej armii.
Gnejusz Pompejusz, przebywając w Brundyzjum, postanowił opuścić Italię i przenieść działania wojenne, z tyłu zagrażał mu jednak Cezar, dlatego mając wyruszyć z flotą, zamknął niektóre drogi: jedne zatarasował przeszkodami; inne poprzecinał rowami i postawiwszy na sztorc ostro zakończone pale, poprzykrywał je chrustem, po czym przysypał ziemią; a jeszcze inne dojścia, te prowadzące do portu, zabezpieczył potężną konstrukcją z przerzuconych pni, które po starannym uporządkowaniu ułożył jedne tuż przy drugich. Po wykonaniu tego pod pozorem utrzymania miasta pozostawił przed murami niewielu łuczników, natomiast resztę sił wyprowadził bez hałasu na okręty. Kiedy już płynął, także łucznicy rychło zeszli znanymi sobie ścieżkami i pośpieszyli za nim na małych łodziach.
Konsula Gajusza Duelliusza zamknęły w porcie syrakuzańskim, do którego już wcześniej wpłynął, zarzucone przy wejściu łańcuchy, przerzucił zatem wszystkich żołnierzy na rufę i tak oto za sprawą potężnej siły wiosłujących wprawił w ruch odchylone do tyłu okręty. Uniesione dzioby przepłynęły ponad łańcuchami. Kiedy część dziobowa przeszła, żołnierze przesunęli się z powrotem i przygnietli dzioby, a przeniesiony na nie ciężar pozwolił okrętom szybko przemieścić się nad łańcuchami.
Kiedy Lacedemończyka Lizandra zamknięto oblężeniem wraz z całą flotą w porcie Ateńczyków, a okręty wroga zatopiono po tej stronie, gdzie morze wpływa najwęższym przesmykiem, wydał swoim żołnierzom rozkaz, by potajemnie wyszli na brzeg i na podłożonych kołach przerzucił okręty do najbliższego portu w Munichii.
Gdy Hirtulejusz, legat Kwintusa Sertoriusza, wiódł w Hiszpanii kilka kohort, maszerując między dwiema stromymi górami drogą wąską i długą, zorientował się, że nadciąga tłumny oddział nieprzyjaciół, dlatego wykopał poprzeczny rów między wzniesieniami, po czym podpalił wzniesione z drzewa obwałowanie i tak wydostał się, zamknąwszy wroga w środku.
Kiedy Gajusz Cezar podczas wojny domowej wyszedł w pole z wojskiem przeciw Afraniuszowi, ale nie miał sposobności bezpiecznego odwrotu, tak jak postanowił, pierwsza i druga linia miały zostać tak jak były uformowane, zaś linia trzecia zajęła się po kryjomu robotą na tyłach, i wykopała rów głęboki na piętnaście stóp, którym uzbrojeni żołnierze wycofali się o zachodzie słońca.
Ateńczyk Perykles, zapędzony przez Peloponezyjczyków w takie miejsce, które – otoczone zewsząd stromiznami – miało tylko dwa wyjścia, z jednej strony poprowadził bardzo szeroki rów, jak gdyby w celu odcięcia wroga, po drugiej stronie zaczął budować drogę, niby to zamierzając dokonać przez nią wypadu. Ponieważ oblegający nie uwierzyli, że wojsko Peryklesa spróbuje wydostać się przez rów, który on sam przygotował, wszyscy stawili opór od strony owej drogi, tymczasem Perykles przerzucił ponad rowem skonstruowane uprzednio pomosty i oswobodził swoich, a nikt nie stawiał mu oporu.
Kiedy Lizymach (jeden z tych, na których scedowana została władza Aleksandra) wyznaczył raz wysokie wzgórze na obóz wojskowy, ale z powodu nierozwagi swoich ludzi zaprowadzono go w miejsce położone niżej, obawiając się ataku wrogów z góry, pomiędzy obwałowaniem wykopał potrójny rów. Następnie przeprowadził pojedyncze rowy wokół wszystkich namiotów, okopał cały obóz i zablokował wrogom przystęp, dodatkowo dzięki ziemi i liściom, których nawrzucał do rowów, jednocześnie ewakuował się wyżej.
Kiedy Gajusz Fontejusz Krassus wyruszył w Hiszpanii z trzema tysiącami żołnierzy na zdobycie łupów, w bardzo niedogodnym miejscu otoczony przez Hazdrubala, wyjawił swój plan tylko pierwszym szeregom i z nastaniem nocy, w czasie, kiedy najmniej można by się tego spodziewać, przedarł się przez posterunki nieprzyjaciela.
Lucjusz Furiusz, po tym, jak wojsko dotarło do jakiegoś niedogodnego miejsca, postanowił ukryć swe zaniepokojenie, aby reszta nie rozpierzchła się bezładnie ze strachu. Zaczął zatem stopniowo zbaczać z drogi przemarszu, zamierzając jak gdyby zaatakować wroga po zatoczeniu szerszego kręgu. Zawróciwszy oddział, bez szwanku wyprowadził wojsko nieświadome tego, co się rzeczywiście działo.
Trybun wojskowy Publiusz Decjusz podczas wojny samnickiej poradził konsulowi Korneliuszowi Kossusowi, zaskoczonemu przez wroga w niedogodnym miejscu, aby wysłał niewielki oddział z zadaniem zajęcia wznoszącego się nieopodal szczytu, i sam siebie zaofiarował jako dowódcę tych, których wysyłano. Odwołany w innym kierunku nieprzyjaciel poniechał konsula, za to otoczył i obległ Decjusza. Tymczasem Decjusz przedsięwziął nocą wycieczkę i wymknął się wąskim przejściem, po czym bez szwanku dołączył z żołnierzami do konsula.
Tego samego dokonał pozostający pod komendą konsula Atyliusza Kalatyna ten, którego imię przekazują rozmaicie: jedni pisali, że nazywał się Laberiusz, niektórzy – że Kwintus Cedycjusz, a większość – że Kalpurniusz Flamma. On to, kiedy zobaczył, że wojsko zeszło do doliny, której krańce i wszystkie okalające ją wzniesienia obsadził wróg, zażądał i otrzymał od konsula trzystu żołnierzy, po czym wezwawszy ich, by swym męstwem ocalili wojsko, pognał na środek owej doliny, a gdy nieprzyjaciele zeszli zewsząd, by ich rozgromić, długo stawiając opór w zażartej walce, umożliwił konsulowi wycofanie wojska.
Konsul Lucjusz Minucjusz, kiedy w Ligurii jego wojsko zapuściło się w wąski przesmyk i wszystkim już przyszedł na pamięć przykład klęski kaudyńskiej, rozkazał numidyjskim oddziałom posiłkowym – pogardzanym tak ze względu na nich samych, jak i z powodu szpetoty koni – aby pogalopowali ku wąwozowi, który obsadzono wcześniej. Początkowo wrogowie byli czujni i odpędzili straże, by dały im spokój. Numidowie, którzy chcieli wzbudzić jeszcze większą pogardę dla siebie, celowo spadali z koni i starali się kosztem kpin zrobić z siebie widowisko. Wobec niecodziennego wydarzenia barbarzyńcy rozciągnęli szyk i całkiem się rozproszyli, by się przyglądać. Kiedy Numidowie to spostrzegli, zaczęli powoli podchodzić i spinając ostrogi, przedzierali się przez rozerwane stanowiska nieprzyjaciół. Kiedy następnie podpalili ich najbliższe pola, Ligurom z konieczności pozostało zawrócić, bo musieli bronić swej ziemi, i wypuścić zakleszczonych Rzymian.
Lucjusza Sullę podczas wojny ze sprzymierzeńcami w wąskim przesmyku niedaleko Ezernii zaskoczyło nieprzyjacielskie wojsko pod wodzą Duilliusza. Poprosił o rozmowy, ale na temat warunków pokoju negocjował bez rezultatu. Nie uszło jednak jego uwagi, że z powodu rozejmu wrogowie z niedbalstwa rozluźnili dyscyplinę, wyruszył więc nocą, pozostawiwszy trębacza, który miał tak rozdzielić warty, by zdobyć zaufanie tych, co pozostali, a o czwartej zmianie nocnej straży podążyć za nimi. Tak oto bez szwanku przeprowadził swoich wraz z ekwipunkiem i machinami w bezpieczne miejsce.
Ten sam przeciw Archelausowi, wodzowi Mitrydatesa, powstrzymany w Kappadocji wskutek niedogodności miejsca i wielkiej liczby nieprzyjaciół, wyszedł z propozycją pokoju. Ponieważ nastał czas rozejmu, za jego sprawą odwrócił uwagę przeciwnika i uszedł.
Kiedy Hazdrubal, brat Hannibala, nie mógł wydostać się z lasu, bo zablokowano przejście, zaczął pertraktować z Klaudiuszem Neronem i przyrzekł, że jeśli go poniechają, opuści Hiszpanię. Klucząc następnie wokół warunków rozejmu, zwlekał przez kilka dni, ale przez cały ten czas nie przestawał partiami wysyłać wojska po dróżkach tak wąskich, że z tego powodu omijanych. Potem sam łatwo uszedł z resztą lekkozbrojnych.
Spartakus nocą zapełnił ciałami zabitych jeńców i zarżniętego bydła fosę, którą otoczył go Marek Krassus, i tak przez nią przeszedł.
Ten sam, oblegany na Wezuwiuszu po tej stronie, gdzie góra była najbardziej stroma i przez to niestrzeżona, zaplótł sznury z wikliny leśnej i opuścił się po nich, dzięki czemu nie tylko uciekł, ale też z innej strony tak mocno przeraził Klodiusza, że kilka kohort ustąpiło przed siedemdziesięcioma czterema gladiatorami.
Ten sam, otoczony przez prokonsula Lucjusza Waryniusza, poprzywiązywał pionowo do powbijanych przed bramą pali – oddalonych od siebie na niewielką odległość – trupy poprzystrajane w szaty i wyposażone w broń: patrzący z daleka mieli odnieść wrażenie, że to posterunki; w całym obozie rozpalono też ogniska. Ponieważ nieprzyjaciel dał się oszukać tym złudnym widokiem, cichą nocą wyprowadził siły.
Brazydas, wódz Lacedemończyków, zaskoczony pod Amfipolis przez wielkie siły Ateńczyków, którym jego własne nie dorównywały, pozwolił się otoczyć, aby dzięki wydłużeniu obwodu kordonu pomniejszyć zagęszczenie wrogów, i przebił się tamtędy, gdzie przejście zagradzali najrzadziej rozlokowani.
Kiedy Ifikrates rozbił w Tracji obóz na bardzo nisko położonym terenie, a zwiadowcy powiadomili go, że wróg obsadził najbliższe wzgórze, z którego prowadziło jedno zejście umożliwiające zaskoczenie jego ludzi, nakazał, by z nastaniem nocy garstka pozostawiona w obrębie szańców rozpaliła wiele ognisk. Po wyprowadzeniu wojska i rozlokowaniu go wzdłuż obu skrajów wyżej wspomnianej drogi, pozwolił barbarzyńcom przejść. Kiedy niedogodności terenu, na którym on sam się znajdował, obróciły się przeciw tamtym, z częścią wojska runął na ich tyły, z częścią zajął obóz.
Dariusz, aby oszukać Scytów, że odchodzi, pozostawił w obozowisku psy i osły, kiedy więc wrogowie usłyszeli, jak te szczekają i porykują, uwierzyli, że Dariusz nadal tam pozostał.
Ligurowie, zamierzając to samo mylne wrażenie utwierdzić w naszych, w różnych miejscach przywiązali pętami do drzew młode byki. One to po rozdzieleniu ryczały nieustannie, wywołując wrażenie, że przebywa tam nieprzyjaciel.
Hannon, otoczony przez wroga, zgromadził lekki materiał i podpalił go w miejscu najbardziej odpowiednim do uczynienia wycieczki. Kiedy nieprzyjaciela odwołano do pilnowania innych wyjść, wywiódł żołnierzy prosto przez płomienie, napomniawszy ich, by twarze zasłaniali tarczami, a golenie chronili szatami.
Hannibal, który znalazł się w niedogodnym położeniu i nie miał już prowiantu, chciał ujść podążającemu za nim krok w krok Fabiuszowi Maksymusowi, toteż wypuścił nocą woły, przytroczywszy im do rogów podpalone wcześniej wiązki chrustu. A kiedy bydło przeraziły podsycane ruchem płomienie, po długim biegu na oślep zwierzęta oświetliły góry, ku którym gnały. Rzymianie zbiegli się, by to zobaczyć, i pomyśleli najpierw, że to jakieś nadprzyrodzone zjawisko, potem jednak, gdy Fabiuszowi oznajmiono, jak się rzeczy naprawdę mają, z obawy przed zasadzką zatrzymał swoich w obozie. Barbarzyńcy, skoro nikt nie stanął im na przeszkodzie, ruszyli naprzód.
o zasadzkach urządzanych podczas marszu
Kiedy Fulwiusz Nobilior prowadził przeciw Lukanom armię z Samnium i dowiedział się od zbiegów, że nieprzyjaciel szykuje się do ataku na jego tylne oddziały, wydał rozkaz, by najwaleczniejszy legion kroczył pierwszy, a jako ostatnie ciągnęły wozy z ekwipunkiem. Wrogowie uznali ten stan rzeczy za okazję i jęli łupić dobytek, tymczasem Fulwiusz legionem, o którym wyżej wspomniano, pokierował tak: pięć kohort na prawą stronę drogi, pięć – na lewą. W ten sposób, rozmieściwszy żołnierzy na obu flankach, gdy wrogowie przystępowali do grabieży, otoczył ich i wyciął w pień.
Ten sam, kiedy nieprzyjaciel następował podczas marszu na jego tyły, a przepływająca rzeka nie była wprawdzie tak szeroko rozlana, by powstrzymała przeprawiających się od przejścia, ale z powodu rwącego prądu jednak ich spowalniała, rozlokował drugi legion w ukryciu z tej strony rzeki, aby wróg, lekceważąc sobie znikomą liczbę żołnierzy, postępował za nimi tym śmielej. Kiedy tak też się stało, legion, który wyznaczono do tego zadania, przypuścił atak z zasadzki i zniszczył nieprzyjaciela.
Kiedy Ifikrates prowadził swą armię przez Trację, a wojsko z uwagi na ukształtowanie terenu ustawione było w długą kolumnę, oznajmiono, że nieprzyjaciel planuje zaatakować tylne straże. Rozkazał więc kohortom na obu skrzydłach cofnąć się i zatrzymać, podczas gdy reszta miała przyśpieszyć kroku i uciekać. Gdy całe wojsko przechodziło, zatrzymał najbardziej doborowych żołnierzy i wraz z tymi ludźmi, którzy byli wypoczęci i uformowani w szyku, poprowadził atak na wroga zajętego łupieniem, gdzie się tylko dało, a przez to zmęczonego; i tak okrążył ich oraz odzyskał łupy.
Bojowie w Lesie Litańskim, przez który miało przechodzić nasze wojsko, tak podpiłowali drzewa, iż stały oparte niewielką tylko powierzchnią, dopóki się ich nie popchnie. Oni sami pochowali się następnie w najgłębszych ostępach, a kiedy wróg wtargnął do lasu, poczynając od bliższych drzew, popchnęli te dalsze. I tak oto, siejąc równomiernie nad głowami Rzymian, zgnietli wielkie wojsko.
jak wywołać wrażenie, że nie brak nam tego, czego nie mamy, lub jak powetować sobie zastosowanie tego
Ponieważ Lucjuszowi Cecyliuszowi Metellusowi brakowało okrętów, by zrobić nich użytek i przewieźć na nich słonie, połączył ze sobą beczki i pokrył je podłogą z desek, po czym przetransportował przez Cieśninę Sycylijską umieszczone na tych deskach zwierzęta.
Kiedy Hannibal nie był w stanie zmusić słoni do przejścia przez bardzo głęboką rzekę, a nie miał ani wielkiej ilości okrętów, ani dość drewna, by zbudować z niego tratwy, kazał zranić najdzikszego słonia za uchem, a temu, kto zadał ranę, natychmiast przepłynąć rzekę i pędzić przed siebie. Rozjuszony słoń przepłynął wodę w pościgu za sprawcą swego bólu, dając zarazem przykład pozostałym, by odważyły się na to samo.
Wodzowie Kartagińczyków zamierzający wyposażyć flotę, ponieważ brakowało im żarnowca, posłużyli się włosami ogolonych kobiet, by sporządzić olinowanie.
Tak samo postąpili Massylijczycy i Rodyjczycy.
Marek Antoniusz, uchodząc spod Mutyny, rozdał swoim żołnierzom korę, by użyli jej zamiast tarcz.
Spartakus i jego siły dysponowali tarczami z wikliny, które oblekano świeżo sprawioną zwierzęcą skórą.
W moim przekonaniu nie ma innego miejsca niż to właśnie, aby zrelacjonować ów szlachetny czyn Aleksandra Macedońskiego, który cierpiąc wraz z wojskiem pragnienie podczas wyczerpującego marszu przez pustynie Afryki, wylał na oczach wszystkich przyniesioną mu w hełmie przez żołnierza wodę. Dając przykład powściągliwości, okazał się bardziej pożyteczny, niż gdyby mógł podzielić się wodą.
o rozpraszaniu nieprzyjaciół
Kiedy Koriolan chciał poprzez wojnę pomścić hańbę swego skazania, wstrzymał się z dewastacją pól patrycjuszy, paląc i niszcząc własność plebejuszy, aby wzbudzić niezgodę, dzięki której obopólne harmonijne porozumienie między Rzymianami zostałoby zerwane.
Hannibal, chcąc okryć niesławą Fabiusza, któremu nie dorównywał ani męstwem, ani sztuką prowadzenia wojny, by skłócić go z innymi, odstąpił od jego pól, a niszczył inne. Ten zaś przeciwnie – aby obywatele nie podejrzewali go o nielojalność, dzięki swej wielkoduszności sprawił, że jego posiadłości stały się własnością publiczną.
Fabiusz Maksymus, wówczas konsul po raz piąty, gdy przeciw ludowi rzymskiemu wyruszyły wspólnie wojska Galów, Umbrów, Etrusków i Samnitów, ufortyfikował się przeciw nim w obozie na Polu Sentyńskim, za Apeninami, oraz napisał do Fulwiusza i Postumiusza, którzy odpowiadali za straż nad Miastem, by skierowali siły do Kluzjum. Ci tam się udali, a wtedy Etruskowie i Umbrowie zawrócili, by bronić swego dobytku; pozostałych Samnitów i Galów Fabiusz wraz z Decjuszem, kolegą w konsulacie, zaatakowali i rozgromili.
Maniusz Kuriusz podczas walk z Sabinami, którzy zaciągnąwszy potężną armię, pozostawili swoje granice i okupowali nasze, tajnymi ścieżkami wysłał przeciw nim oddział, by w różnych miejscach podpalał ich opuszczone pola i wioski. Sabinowie, chcąc zapobiec pustoszeniu ojczystych dóbr, wycofali się, a Kuriuszowi udało się zdewastować wyludnione ziemie nieprzyjaciół, zawrócić ich wojsko bez stoczenia bitwy i rozproszone – wyciąć w pień.
Kiedy Tytus Dydiusz, zaniepokojony szczupłością swoich sił, przeciągał działania wojenne w nadziei na nadejście legionów, których wyglądał, i zorientował się, że nieprzyjaciel zamierza wyjść im naprzeciw, zwołał żołnierzy na wiec i wydał im rozkaz gotowości do bitwy oraz by rozmyślnie pilnowano jeńców ze znacznie mniejszą starannością. Kilku spośród nich – ci, którzy uciekli – oznajmiło swoim, że zagraża bitwa. A oni tymczasem, nie chcąc rozdzielać sił, skoro już czekano na starcie, zaniechali ataku na tych, na których się zasadzili, toteż legiony bez wyjątku i najzupełniej bezpiecznie dotarły do Dydiusza.
Podczas wojny punickiej pewne miasta, które uprzednio zdecydowały się odstąpić od Rzymian i przejść na stronę Punijczyków, dały zakładników, a potem, zanim się całkowicie oderwały, starały się ich odzyskać. Udano więc, że wśród sąsiadów wybuchł bunt, a winni go stłumić legaci Rzymian. Tych więc, których w tym celu wysłano, zatrzymali jako wzajemną rękojmię i nie wcześniej ich wydali, aż sami odzyskali swoich ludzi.
Kiedy legaci Rzymian zostali wysłani do króla Antiocha, który po przegranej Kartagińczyków miał u siebie Hannibala i wykorzystywał jego zalecenia wymierzone w Rzymian, dzięki częstym rozmowom z Hannibalem sprawili, że stał się on królowi podejrzany, choć skądinąd był mu bardzo miły i użyteczny ze względu na bystrość umysłu i biegłość w prowadzeniu wojen.
Kwintus Metellus, prowadząc wojnę z Jugurtą, przekupił jego posłów, których doń wysłano, by mu wydali króla. Kiedy przybyli też inni, uczynił to samo. Z tą samą propozycją wystąpił i wobec trzecich. Mimo to sprawa schwytania Jugurty nie posunęła się za wiele naprzód, gdyż chciał, by dostarczono go żywego. I tak sporo jednak osiągnął, bowiem kiedy przechwycono listy, jakie pisał do królewskich przyjaciół, król zwrócił się przeciw nim wszystkim i pozbawiony rad nie był potem w stanie pozyskać zwolenników.
Kiedy Gajusz Cezar dowiedział się od jakiegoś schwytanego nosiwody, że Afraniusz i Petrejusz zamierzają zwinąć nocą obóz, chcąc przeszkodzić w nieprzyjacielskich planach bez konieczności niepokojenia naszych ludzi, natychmiast z zapadnięciem zmroku rozkazał dać żołnierzom sygnał do wymarszu oraz tuż przed obozem wroga pędzić głośno ryczące muły. Ci, których chciał zatrzymać, uznali, że Cezar zwija obóz, toteż pozostali na miejscu.
Scypion Afrykański wysłał Minucjusza Termusa, by przechwycił idące do Hannibala oddziały posiłkowe wraz z towarami, a sam zamierzał wkrótce nadejść z pomocą.
Dionizjusz, tyran Syrakuzańczyków, kiedy Afrykańczycy planowali przeprawić się w ogromnej liczbie na Sycylię, by przystąpić do oblegania go, w wielu miejscach pobudował małe twierdze i wydał strażnikom zalecenie, by oddali je nadciągającemu wrogowi, a po wycofaniu się powrócili potajemnie do Syrakuz. Utrzymanie zdobytych twierdz przy pomocy garnizonów stało się dla Afrykańczyków koniecznością, skoro więc ich liczbę zredukowano do tej garstki, jakiej sobie życzył, Dionizjusz – dysponując już wyrównanymi siłami – przystąpił do ataku i rozgromił ich, ponieważ swoich skupił, a przeciwników rozproszył.
Kiedy Lacedemończyk Agesilaus zaatakował Tyssafernesa, udał, że kieruje się na Karię, planując rzekomo toczyć w terenie górzystym skuteczniejszą walkę przeciw górującemu jazdą nieprzyjacielowi. Dzięki jawności tej decyzji udało mu się ściągnąć Tyssafernesa do Karii, on sam zaś wtargnął do Lydii, gdzie znajdowała się stolica nieprzyjacielskiego królestwa, po czym wziął do niewoli tych, którzy stamtąd prowadzili działania, i zawładnął królewskimi pieniędzmi.
o tłumieniu buntu żołnierzy
Kiedy konsul Aulus Manliusz dowiedział się, że żołnierze w czasie leży zimowych w Kampanii zawiązali spisek, by zamordować ludzi goszczących ich na kwaterach i zawładnąć majątkiem gospodarzy, rozpuścił plotkę, że w przyszłości będą zimować w tym samym miejscu. I tak oto opóźnił zamiary spiskowców i uwolnił Kampanię od niebezpieczeństwa, a przy sposobności ukarał winnych.
Lucjusz Sulla, kiedy legiony złożone z obywateli rzymskich srożyły się zgubnym buntem, dzięki pewnemu planowi uzdrowił sytuację wśród rozwścieczonych. Zarządził oto, by błyskawicznie obwieścić, że wróg jest tuż, tuż: miały się podnieść okrzyki ludzi wzywających do broni i zabrzmieć głosy trąbek. Bunt zatem stłumiono, gdy wszyscy zgodnie zwrócili się przeciw nieprzyjacielowi.
Gnejusz Pompejusz, po tym, jak armia dokonała masakry senatu Mediolanu, nie chcąc wywołać rozruchów, jeśli wezwie tylko winnych, wydał rozkaz, by przybyli oni pospołu z tymi, którzy nie splamili się występkiem. W ten oto sposób winni okazali posłuszeństwo powodowani mniejszą obawą, ponieważ ich nie oddzielono, wydawało się więc, że zostali wezwani nie z powodu przewinienia, ci natomiast, którzy mieli czyste sumienie, zjawili się dla pilnowania winowajców, by nie obwiniano ich o ucieczkę tamtych.
Gajusz Cezar, kiedy niektóre jego legiony podniosły bunt i wydawało się nawet, iż porwą się także na to, by zgubić wodza, udał strach i zjawił się wśród żołnierzy, a żądającym odesłania ze służby udzielił zezwolenia z własnej woli, choć z groźnym obliczem. Skrucha zmusiła zwolnionych, aby zadośćuczynili wodzowi i dali rękojmię, że wykażą się już większą subordynacją w przyszłych przedsięwzięciach.
jak zakazać nieodpowiedniego do pory roku żądania stoczenia bitwy
Kwintus Sertoriusz, nauczony doświadczeniem, że nie dorówna całemu wojsku Rzymian, aby mógł to również uświadomić pochopnie rwącym się do bitwy barbarzyńcom, przyprowadził im przed oczy dwa konie: jeden był bardzo silny, drugi cokolwiek słabujący, przywiódł też dwóch młodzieńców, zbudowanych na podobnej zasadzie – krzepkiego i wydelikaconego, po czym bardziej krzepkiemu rozkazał, by słabującemu koniowi odciął ogon za jednym zamachem, zaś wydelikaconemu, by zechciał odcinać u silniejszego włosie po włosiu. Kiedy wydelikacony młodzieniec uczynił, co mu rozkazano, ów silny bezskutecznie męczył się z ogonem konia słabowitego. Wtedy powiada Sertoriusz: „Żołnierze, na tym oto przykładzie pokazałem wam naturę rzymskich kohort: są niepokonane dla kogoś atakującego je w całej masie, ale ten, kto spróbuje szarpać poszczególne ich części, rozerwie i podzieli kohorty”.
Kiedy ten sam ujrzał swoich ludzi, którzy bez zastanowienia żądali sygnału do bitwy, i nabrał przekonania, że złamią rozkazy, jeśli nie zetrą się zbrojnie, pozwolił wyruszyć oddziałowi jazdy, by sprowokował przeciwników. Gdy ten wpadł w tarapaty, podesłał z pomocą inne oddziały i w ten sposób wycofał wszystkie, a przy tym pokazał, zachowując bezpieczeństwo i unikając strat, jaki byłby wynik tak pożądanej bitwy. Od tej pory miał pożytek z jak najbardziej posłusznych żołnierzy.
Kiedy Lacedemończyk Agesilaus podczas walk z Tebanami zbudował obóz nad brzegiem rzeki i chciał powściągnąć u swoich żądzę stoczenia rozstrzygającego starcia, bo wiedział, że nieprzyjacielskie wojsko jest znacznie liczniejsze, oświadczył, iż w odpowiedzi od bogów otrzymał rozkaz, by walczyć ze wzgórz, i dlatego wspina się na nie, pozostawiwszy na brzegu nieliczną tylko załogę. Tebanie wzięli to za przejaw strachu i przeszli przez rzekę, a chociaż łatwo ową załogę rozpędzili, podczas zbyt natarczywego pościgu za resztą zostali wskutek niedogodności terenu rozgromieni przez mniejsze siły.
Kiedy Skorylon, wódz Daków, dowiedział się, że lud rzymski jest targany wewnętrznymi rozruchami, nie uznał jednak, iż powinien czegoś popróbować, bo za sprawą wojny z zewnątrz między obywatelami mogła rozkwitnąć zgoda, na oczach ziomków wypuścił na siebie dwa psy, a gdy te zaczęły zajadle ze sobą walczyć, pokazał im wilka, którego psy natychmiast zaatakowały, poniechawszy wzajemnej wrogości. Dzięki temu przykładowi powstrzymał barbarzyńców od ataku korzystnego dla Rzymian.
jak pobudzać wojsko do walki
Konsulowie Marek Fabiusz i Gnejusz Manliusz, ponieważ w bojach z Etruskami zbuntowane wojsko odmawiało walki, z własnej woli upozorowali odwlekanie, dopóki żołnierze przymuszeni kpinami wrogów nie zażądali bitwy i nie złożyli przysięgi, że powrócą z niej jako zwycięzcy.
Kiedy Fulwiusz Nobilior uznał za konieczne, by walczyć szczupłymi siłami przeciw bardzo liczebnemu i pyszniącemu się powodzeniem wojsku Samnitów, udał, że nakłonił przekupstwem do zdrady jeden z nieprzyjacielskich legionów. Dla przydania wiarygodności tej sprawie rozkazał trybunom, pierwszym szeregom i centurionom, by każdy przyniósł tyle wyliczonych pieniędzy albo złota i srebra, ile tylko miał – dzięki temu mógłby wypłacić zdrajcom nagrodę; ze swej strony obiecał zaś tym, którzy dostarczyli owe środki, dodatkową wypłatę wysokiej nagrody po wywalczeniu zwycięstwa. Ta argumentacja wzbudziła u Rzymian zapał i zaufanie, stąd też natychmiast po wznowieniu wojny odniesiono przesławne zwycięstwo.
Gdy Gajusz Cezar już miał przystąpić do walki z Germanami i Ariowistem, a morale jego żołnierzy spadło, oświadczył przed zgromadzeniem, iż tego dnia nie użyje do działań żadnego innego legionu jak tylko dziesiąty. Dzięki temu sprawił, że żołnierzy dziesiątego legionu pobudziło owo świadectwo ich jakby wyjątkowej dzielności, resztę natomiast – poczucie wstydu, by chwała zwycięstwa nie przypadła innym.
Ponieważ Kwintus Fabiusz wiedział doskonale, że Rzymianie mają takie poczucie wolności, iż można je podrażnić zniewagą, a od Punijczyków nie oczekiwał niczego sprawiedliwego i umiarkowanego, wysłał do Kartaginy posłów w sprawie ustalenia warunków pokoju. Kiedy ci powrócili z ustaleniami pełnymi niegodziwości i pychy, wojsko Rzymian poderwało się do walki.
Kiedy Agesilaus, wódz Lacedemończyków, obozował niedaleko sprzymierzonego państwa Orchomenos i zorientował się, że wielu żołnierzy pozostawiło najcenniejsze rzeczy w obrębie murów, polecił mieszkańcom, by nie przyjmowali już niczego więcej, co należy do jego wojska, bo żołnierz, który wie, że musi się bić w obronie całego dobytku, walczy tym zażarciej.
Epaminondas, wódz Teban, szykując się do walki z Lacedemończykami, aby wspomóc swoich żołnierzy nie tylko militarnie, ale i duchowo, obwieścił na zgromadzeniu, że Lacedemończycy podjęli decyzję, iż jeśli to im przypadnie zwycięstwo, zabiją wszystkie osoby płci męskiej, a po sprzedaniu w niewolę ich żon i dzieci zburzą Teby. Poruszeni tą zapowiedzią Tebanie już w pierwszym ataku pokonali Lacedemończyków.
Leotychidas, wódz Lacedemończyków, zamierzał stoczyć walkę na morzu tego samego dnia, w którym zwycięstwo odnieśli jego sprzymierzeńcy, a choć zupełnie nie wiedział, jak się rzecz naprawdę miała, rozpowszechnił wieść, że oznajmiono mu o zwycięstwie stronników, dzięki czemu żołnierz znacznie bardziej stanowczo stanął mu do walki.
Aulus Postumiusz podczas bitwy, w której starł się z Latynami, kiedy to ukazały się postaci dwóch młodzieńców na koniach, podniósł na duchu swoich ludzi, twierdząc, że to przybyli Kastor i Polluks. I tak wznowił walkę.
Lacedemończyk Archidamus, prowadząc wojnę przeciw Arkadyjczykom, pozostawił broń w obozie i rozkazał, by nocą potajemnie oprowadzać wokół niego konie. Wskazawszy rano ich ślady – poczynione jak gdyby przez przejeżdżających wokół Kastora i Polluksa – przekonał ludzi, że kiedy będą toczyć walkę, to i tamci się zjawią.
Kiedy Perykles, wódz Ateńczyków, planował przystąpić do bitwy, dostrzegł gaj, z którego można było obserwować oba szyki, niezwykle gęsto zacieniony, zazwyczaj opustoszały, a poświęcony Ojcu Disowi. Umieścił tam człowieka ogromnego wzrostu, dostojnego dzięki bardzo wysokim koturnom, purpurowej szacie i włosom, wyniośle siedzącego na wozie zaprzężonym w białe konie. Gdy dadzą sygnał do walki, ma ruszyć i donośnym głosem nazywając Peryklesa po imieniu, zachęcić go i wyjawić, że bogowie są po stronie Ateńczyków. Dzięki temu wróg podał tyły niemal przed wyrzuceniem pocisków.
Lucjusz Sulla, chcąc mieć żołnierza lepiej przygotowanego do walki, udał, iż bogowie przepowiedzieli mu przyszłość; w końcu także na oczach wojska, zanim ustawił się w szyku, zanosił modły i prośby do niewielkiej figurki, którą zabrał z Delf, aby przyśpieszyła obiecane zwycięstwo.
Gajusz Mariusz trzymał jakąś czarownicę z Syrii, dzięki której udawał, że potrafi przewidzieć wynik starcia.
Ponieważ Kwintus Sertoriusz miał do dyspozycji żołnierza barbarzyńskiego, a przy tym nienauczonego myślenia, wiódł przez Luzytanię wyjątkowo kształtną białą łanię i zapewniał, że już zawczasu wie od niej, co trzeba przedsięwziąć, a czego należy unikać, by barbarzyńcy byli we wszystkim posłuszni nakazom wydanym niby z woli bóstwa. [Taką oto kategorią podstępów należy się posługiwać nie tylko w tym dziale, gdzie uznamy, że ludzie, wobec których je stosujemy, są niedoświadczeni, lecz o wiele częściej tam, gdzie znajdą się podstępy wymyślone po to, aby uwierzono, iż zostały wskazane przez bogów].
Aleksander Macedoński, mając zamiar przystąpić do składania ofiar, na ręku haruspika, którą ów miał włożyć we wnętrzności zwierząt, umieścił przy użyciu barwnika napis. Litery oznaczały, że zwycięstwo przypada Aleksandrowi. Ponieważ ciepła wątroba chwyciła litery, a król okazał ją żołnierzom, podniosło ich to na duchu, tak jakby sam bóg zapowiedział zwycięstwo.
To samo uczynił haruspik Sudines, kiedy Eumenes miał stoczyć walkę z Galami.
Tebańczyk Epaminondas podczas walk z Lacedemończykami doszedł do wniosku, że zaufanie swoich należy wzmocnić uświęconą więzią, nocą usunął więc broń, którą zawieszono w świątyniach dla ozdoby, i przekonał żołnierzy, że to bogowie podążają jego drogą, aby właśnie być przy nich, gdy pójdą się bić.
Kiedy Lacedemończyk Agesilaus schwytał kilku Persów, których wygląd i postawa budziły niemało przerażenia, ilekroć byli okryci szatami, ukazał ich swoim żołnierzom rozebranych, aby wybladłe, nawykłe do wygód ciała wzbudziły pogardę.
Kiedy Gelon, tyran Syrakuzańczyków, w trakcie podjętej przeciw Punijczykom wojny wziął wielu z nich do niewoli, przed oczyma swoich żołnierzy wystawił nago każdego, kto był cherlawy – z reguły zasilali oni oddziały pomocnicze i mieli niezwykle ciemną karnację – aby przekonać ich, że tamtym należy się pogarda.
Cyrus, król Persów, chcąc wzbudzić zapał wojenny u zwykłych żołnierzy, przez cały dzień trudził ich wyrębem jakiegoś lasu. Z kolei następnego dnia urządził dla nich niezwykle wystawną ucztę i zapytał, z czego są bardziej uradowani. Kiedy więc pochwalili to, czego doznają właśnie teraz, rzekł: „A przecież tylko poprzez to pierwsze da się osiągnąć to drugie, nie możecie bowiem czuć się wolni i szczęśliwi, jeśli nie zwyciężycie Medów”. I tak oto pobudził w nich żądzę bitwy.
Ponieważ Lucjusz Sulla pod Pireusem dysponował przeciw Archelausowi, wodzowi Mitrydatesa, żołnierzami mniej ochoczo nastawionymi do walki, poprzez wyczerpującą robotę popchnął ich do tego, że natychmiast zażądali sygnału do boju.
Fabiusz Maksymus, bojąc się, że wojsko może walczyć mniej stanowczo, skoro pokłada zaufanie w okrętach, na które można się wycofać, zanim rozpoczął bitwę, rozkazał je spalić.
o rozpraszaniu obaw, które w żołnierzach obudziły niepomyślne znaki
Kiedy Scypion przeprawiał wojsko z Italii do Afryki i schodząc z okrętu, pośliznął się, a przy tym spostrzegł, że żołnierze są z tego powodu zszokowani, dzięki opanowaniu i wielkoduszności obrócił w zachętę to, co spowodowało przerażenie, mówiąc: „Cieszcie się, żołnierze, przygniotłem Afrykę!”.
Kiedy Gajusz Cezar, wchodząc raz na okręt, przypadkowo pośliznął się, powiedział: „Matko Ziemio, trzymam cię!”. Takim wytłumaczeniem sprawił, że powstało wrażenie, iż na pewno powróci do kraju, z którego odjeżdżał.
Kiedy konsul Tytus Semproniusz Grakchus rozciągnął szyk przeciw Picentom, nagłe trzęsienie ziemi wprawiło obie strony w przerażenie. Umocnił więc swoich ludzi zachętą i pobudził ich do ataku na przestraszonego zabobonem nieprzyjaciela, po czym przeprowadziwszy natarcie, odniósł zwycięstwo.
Sertoriusz, kiedy za sprawą nadprzyrodzonego zjawiska nagle okazało się, że tarcze jeźdźców po stronie zewnętrznej i pancerze koni spłynęły krwią, objaśnił to wróżbą zwycięstwa, ponieważ owe części uzbrojenia zwykle zbryzguje krew nieprzyjaciela.
Tebańczyk Epaminondas, kiedy żołnierzy opanował lęk, gdyż wiatr porwał i zaniósł na grób jakiegoś Lacedemończyka ozdobę z jego włóczni, wiszącą jak wstążka, oznajmił: „Nie trwóżcie się, żołnierze! Oznacza to zagładę Lacedemończyków, wszak groby ozdabia się podczas pogrzebów”.
Ten sam, kiedy nocą spadł z nieba meteor i przeraził patrzących, rzekł: „To światło ukazują nam boskie siły”.
Ten sam, kiedy właśnie miała się rozpocząć walka z Lacedemończykami, a ławka, na której siedział, zapadła się i przestraszeni żołnierze powszechnie wytłumaczyli to sobie jako złowrogi znak, rzekł: „Zaiste, mamy zakaz siedzenia!”.
Lucjusz Sulpicjusz Gallus przepowiedział zbliżające się zaćmienie księżyca, aby żołnierze nie uznali tego za nadprzyrodzony znak; ponadto dorzucił również wyjaśnienie, a także podał przyczyny zaćmienia.
Syrakuzańczyk Agatokles podczas walk z Punijczykami, kiedy jego żołnierzy niczym nadprzyrodzone zjawisko sparaliżowało w przeddzień bitwy podobne zaćmienie tej samej gwiazdy, pouczył ich, podawszy przyczyny, z jakich do tego doszło, że czymkolwiek by było, ma związek z samą naturą rzeczy, a nie z ich poczynaniami.
Perykles, kiedy piorun uderzył w jego obóz i przeraził żołnierzy, zwołał wiec i na oczach wszystkich wzniecił płomień, pocierając kamieniami o siebie, po czym opanował zamieszanie wyjaśnieniem, że ścierające się chmury podobnie wzniecają piorun.
Ateńczyk Tymoteusz, gotując się do bitwy morskiej z Korkyrejczykami, rzekł do swego sternika, który w chwili, gdy flota już wyruszała, zaczął dawać sygnał do powrotu, bo usłyszał, że jakiś wioślarz kichnął: „Czemuż cię dziwi, że na tyle tysięcy jeden się przeziębił?”.
Ateńczyk Chabrias miał się zetrzeć w bitwie morskiej, ale tuż przed jego okrętem uderzył piorun, więc kiedy na żołnierzy padł strach z powodu tak potężnego nadprzyrodzonego zjawiska, rzekł: „Teraz nadeszła najodpowiedniejsza chwila, by przystąpić do bitwy, skoro najpotężniejszy z bogów, Jowisz, wskazuje, że jego boska siła jest obecna przy naszej flocie”.
KSIĘGA DRUGA
Zamieściwszy w pierwszej księdze przykłady, które pouczą wodza (a w mojej opinii tak będzie) o problemach, jakie należy uwzględnić przed stoczeniem bitwy, wróćmy z kolei do spraw dotyczących działań, jakie zwykle podejmuje się w trakcie bitwy, a następnie do tych po bitwie.
Wśród zagadnień dotyczących bitwy znajdują się następujące ich rodzaje: [podpunkty od 1 do 8] (Jeśli chodzi z kolei o rodzaje działań, które należy podjąć po bitwie, byłbym zdania, że są takie oto: [podpunkty od 9 do końca].)
- o wyborze pory bitwy
- o wyborze miejsca bitwy
- o formowaniu szyku bitewnego
- o rozrywaniu szyku bitewnego nieprzyjaciela
- o zasadzkach
- o poniechaniu wroga, aby – otoczony – w desperacji nie podjął bitwy na nowo
- o maskowaniu niepowodzeń
- o przywróceniu ustawienia szyku bitewnego dzięki wytrwałości
- jeśli rzecz pójdzie pomyślnie – o zakończeniu pozostałych etapów wojny
- jeśli rzecz pójdzie gorzej – o naprawieniu szkód
- o utrzymaniu lojalności wahających się
- co należy poczynić w obronie obozu, jeśli nie mamy dość zaufania do obecnych sił
- o wycofywaniu się
o wyborze pory bitwy
Kiedy Publiusz Scypion w Hiszpanii zorientował się, że wódz Punijczyków Hazdrubal wyruszył wcześnie rano, by ustawiać szyk bitewny, gdy wojsku jeszcze doskwierał głód, wstrzymał swoich do godziny siódmej, zaleciwszy im zawczasu, by odpoczywali oraz posilali się jadłem. A gdy nieprzyjaciel, wyczerpany głodem, pragnieniem i oczekiwaniem w rynsztunku, rozpoczął odwrót do obozu, ten błyskawicznie wyprowadził siły, po czym stoczywszy bitwę, zwyciężył.
Metellus Pius w Hiszpanii podczas walk z Hirtulejuszem, kiedy ów zaraz po wschodzie słońca przysunął ku jego szańcom uformowany szyk, w najgorętszej wówczas porze roku przetrzymał swoich w obrębie obozowiska do szóstej godziny dnia. Tak oto, dysponując niewyczerpanymi i rześkimi siłami swoich, łatwo pokonał wycieńczonych upałem.
Kiedy ten sam, połączywszy z Pompejuszem obozy podczas walk z Sertoriuszem w Hiszpanii, co rusz ustawiał wojsko w szyku bitewnym, lecz nieprzyjaciel uchylał się od walki przekonany, że nie dorównuje siłom obu, pewnego razu spostrzegł, że sertoriańscy żołnierze gotowi są do zmasowanego ataku, bo żądali bitwy, odsłaniali barki i potrząsali włóczniami, uznał za słuszne ostudzić w tym momencie ich zapał, wycofał wojsko i sprawił, że Pompejusz uczynił to samo.
Konsul Postumiusz, ponieważ jego obóz na Sycylii oddzielała od Punijczyków przestrzeń trzech tysięcy kroków, a dyktatorzy Kartagińczyków codziennie ustawiali szyk pod samymi obwarowaniami Rzymian, nieustannie dawał odpór pod szańcami, używając w lekkich potyczkach jedynie niewielkiego liczebnie oddziału. Jako że Punijczyk zaczął już lekceważyć tę praktykę, konsul, zachowując spokój, przygotowywał zawczasu w obrębie obwarowań resztę własnych wojsk, ale starym zwyczajem z nielicznymi tylko nadal przeciwstawiał się wypadom przeciwnika, tyle że przeciągał to dłużej niż zwykle. Kiedy ci po szóstej godzinie byli już zmordowani i zaczęli odwrót, a ponadto głód dawał im się we znaki, on, dysponując wypoczętymi oddziałami swoich, zmusił do ucieczki wroga, którego już wcześniej przybiły wspomniane wyżej niedogodności.
Ponieważ Ateńczyk Ifikrates wybadał przez zwiadowców, że nieprzyjaciele spożywają posiłek o jednakowej porze, rozkazał swoim zjeść wcześniej i wyprowadził ich do bitwy, a gdy wrogowie też wyruszyli, tak długo trwał w bezruchu, że nie dał im sposobności ani do starcia, ani do wycofania się. Kiedy następnie dzień miał się już ku końcowi, wycofał swoich, ale mimo to trzymał ich pod bronią. Wrogowie, zmęczeni nie tyle trwaniem na stanowisku, ile głodem, od razu zatroszczyli się o ciało i przystąpili do spożywania posiłku. Wówczas Ifikrates ponownie wyprowadził wojsko i przypuścił atak na obóz niezorganizowanego nieprzyjaciela.
Ten sam, gdy w walkach z Lacedemończykami przez wiele dni trzymał blisko nich obóz i obie strony stale o tych samych porach wychodziły za furażem i po drzewo, pchnął któregoś dnia do tych zadań niewolników i ciurów w uzbrojeniu żołnierzy, żołnierzy zaś zatrzymał, a ponieważ wrogowie rozproszyli się, wypełniając podobne zadania, zdobył ich obóz, zaś zbiegających się zewsząd na to zamieszanie nieprzyjaciół, nieuzbrojonych, ale z chrustem, łatwo albo powybijał, albo wziął do niewoli.
Kiedy konsul Werginiusz w kraju Wolsków ujrzał z daleka, że nieprzyjaciel zbliża się w bezładzie, wydał swoim rozkaz, by zachowali spokój i trzymali w pogotowiu oszczepy. Wtedy nienaruszonymi siłami swej armii zaatakował ledwo dyszących i zmusił ich do odwrotu.
Fabiusz Maksymus, w pełni świadom, że kiedy Galowie i Samnici górują podczas pierwszego uderzenia, niestrudzony zapał jego ludzi potęguje się w trakcie przeciągającej się walki, wydał żołnierzom rozkaz, by zadowoliwszy się ledwie stawianiem oporu w pierwszym starciu, wymęczyli wroga wraz z upływem czasu. Kiedy to nastąpiło, a ponadto podesłał posiłki swoim żołnierzom do pierwszej linii, rozgromił nieprzyjaciela, zaatakowawszy go wszystkimi siłami.
Pod Cheronią Filip, który pamiętał, że jego żołnierz jest zahartowany dzięki długiej praktyce, podczas gdy Ateńczycy mają wprawdzie wojsko waleczne, ale niewyćwiczone i gwałtowne tylko podczas pierwszego uderzenia, rozmyślnie przedłużał starcie, toteż, gdy Ateńczycy wkrótce osłabli, żwawiej zaatakował, a ich samych wyciął w pień.
Lacedemończycy opóźnili walkę, upewniwszy się poprzez wywiadowców, że Messeńczycy zapłonęli taką wściekłością, iż przystąpili do bitwy wraz z żonami i dziećmi.
Gajusz Cezar, kiedy podczas wojny domowej otoczone wojsko Afraniusza i Petrejusza cierpiało pragnienie i rozjątrzone tym przystąpiło do bitwy, zabiwszy wszystkie zwierzęta pociągowe, powstrzymał swoich, uważając, iż niedogodny to czas na walkę, gdy przeciwników rozpaliła wściekłość i ogarnęła rozpacz.
Gnejusz Pompejusz, pragnąc zmusić wycofującego się Mitrydatesa do walki, wybrał na czas potyczki porę nocną, by stanąć na drodze uchodzącemu, i tak przygotowany niespodziewanie narzucił wrogom konieczność walki. Ponadto ustawił szyk w ten sposób, żeby świecący z naprzeciwka księżyc raził w oczy Pontyjczyków, a jego ludziom ukazał nieprzyjaciela jasno i wyraźnie.
Wiadomo, że Jugurta, pomny męstwa Rzymian, zawsze miał zwyczaj staczać bitwy, kiedy dzień chylił się ku końcowi, aby w razie ucieczki swoich żołnierzy noc była ich sprzymierzeńcem w znalezieniu schronienia.
Kiedy Lukullus, podczas wojny z Mitrydatesem i Tygranesem w Armenii Większej, pod Tygranocertami, sam miał nie więcej niż piętnaście tysięcy zbrojnych, a wróg nieprzeliczone mrowie, ale z tego właśnie powodu było ono mało zwrotne, wykorzystał tu jego słabą stronę i ruszył na nieuformowany jeszcze szyk, po czym tak błyskawicznie go rozbił, że nawet sami królowie uciekli, porzuciwszy oznaki władzy.
Kiedy Tyberiusz Neron wojował z Pannończykami, a dzicy barbarzyńcy ruszyli do bitwy zaraz o świcie, powstrzymał swoich, pozwalając, by wrogowi dokuczała mgła i siekł go deszcz, który owego dnia przypadkiem rozpadał się na dobre, mgła zaś zgęstniała. Następnie, ponieważ spostrzegł, że nieprzyjaciel nie ma już sił nie tylko wskutek trwania w oczekiwaniu i ulewy, ale też z wycieńczenia, dał sygnał i ruszywszy do ataku, odniósł zwycięstwo.
Ponieważ Gajusz Cezar w Galii otrzymał informację, że Ariowist, król Germanów, kieruje się utrwalonym zwyczajem – niby jakimś prawem – by nie walczyć, gdy księżyc jest w nowiu, właśnie wówczas uformował szyk i rozgromił wrogów spętanych religią.
Boski August Wespazjan zaatakował i rozgromił Judejczyków w dzień Saturna, kiedy to nie godzi im się podejmować jakiegokolwiek poważnego działania.
Lacedemończyk Lizander, walcząc przeciw Ateńczykom pod Egospotamami, postanowił, że w wyznaczonym czasie zaatakuje okręty Ateńczyków, a następnie zawezwie flotę. Kiedy tę operację przeprowadzał rutynowo, Ateńczycy po jego ustąpieniu rozproszyli się, by ściągnąć siły, rozwinął więc flotę, jak to miał w zwyczaju, i znowu się wycofał. Wtedy największa część nieprzyjaciół zwyczajowo się rozpierzchła, a on, ponowiwszy atak, wybił resztę i zdobył wszystkie okręty.
o wyborze miejsca bitwy
Ponieważ Maniusz Kuriusz zorientował się, że nie może stawić oporu rozwiniętej falandze króla Pyrrusa, postarał się, by stoczyć walkę w miejscu przewężonym, gdzie ona sama – tak ścieśniona – stanowiłaby dla siebie przeszkodę.
Gnejusz Pompejusz wybrał w Kappadocji na obozowisko miejsce położone wysoko. Pochyłość była jego sprzymierzeńcem, toteż łatwo przeprowadził stamtąd zbrojne uderzenie i rozgromił Mitrydatesa, tylko zbiegając z góry.
Gajusz Cezar, podjąwszy zamiar walki z Farnacesem, synem Mitrydatesa, ustawił szyk na szczycie góry. Krok ten zapewnił mu łatwe zwycięstwo, bowiem miotając oszczepami z wyniesionego miejsca w podchodzących barbarzyńców, natychmiast zmusili ich do ucieczki.
Lukullus podczas wojny z Mitrydatesem i Tygranesem, zamierzając stoczyć bitwę w Armenii Większej, pod Tygranocertami, szybko dotarł z częścią wojsk na płaski szczyt najbliższego wzniesienia, ruszył z góry na znajdujących się niżej nieprzyjaciół i natarł z flanki na ich jazdę; ścigając tę zawracającą konnicę, która równocześnie wprowadziła zamęt w nieprzyjacielskiej piechocie, odniósł przesławne zwycięstwo.
Wentydiusz nie wcześniej zaiste wyprowadził swoich żołnierzy przeciw Partom, aż ci znaleźli się nie dalej niż o pięćset kroków, a wtedy nagłym biegiem podsunął się tak bardzo, że przylgnąwszy tuż, tuż, zniweczył wykorzystanie strzał, którymi wróg miotał z dalekiej odległości. Dzięki temu rozwiązaniu, ponieważ zarazem ujawnił jakiś swoisty rodzaj pewności siebie, szybko pokonał w bitwie barbarzyńców.
Hannibal, planując stoczyć bitwę z Marcellusem pod Numistroną, zaszedł mu drogę, mając po boku rowy i strome ścieżki, wykorzystawszy więc jako obwarowania samą naturę tego miejsca, rozgromił słynnego wodza.
Kiedy tenże sam pod Kannami dostrzegł, iż nad rzeką Wolturnus – w przeciwieństwie do innych rzek – wieją nad ranem potężne wiatry, które unoszą tumany piasku i pyłu, tak ustawił szyk, że z całą mocą jego własnym żołnierzom wiało w plecy, a Rzymianom w usta i oczy. Wskutek tych nadzwyczajnych uciążliwości, które przeszkadzały nieprzyjacielowi, odniósł owo znamienite zwycięstwo.
Mariusz, który zaplanował, by walczyć z Cymbrami i Teutonami w wyznaczonym dniu, ustawił pokrzepionego posiłkiem żołnierza przed obozem, aby za sprawą odległości dzielącej go od przeciwników nieprzyjacielskie wojsko bardziej wyczerpały trudy marszu. Do ich zmęczenia dołożył następnie inny niekorzystny czynnik, tak bowiem ustawił swój szyk bitewny, że wojska barbarzyńców zmagały się z oślepiającym je słońcem, z wiejącym w twarz wiatrem i z pyłem.
Lacedemończyk Kleomenes, przeciwnik Ateńczyka Hippiasza dysponującego silniejszą konnicą, równinę, na której planował stoczyć bój, pokrył ściętymi drzewami, czym sprawił, że stała się nieprzejezdna dla konnicy.
Hiberowie, których w Afryce dosięgły potężne siły nieprzyjaciół, obawiając się, by ich nie otoczono, zbliżyli się do rzeki przepływającej w tej okolicy pomiędzy wysokimi brzegami. I tak, bronieni od tyłu przez rzekę, ponawiając ataki na znajdujące się najbliżej oddziały, ponieważ górowali męstwem, rozprawili się z całą armią nieprzyjacielską.
Lacedemończyk Ksantyppus odmienił losy wojny punickiej dzięki samej tylko zmianie miejsca walki. Albowiem, wynajęty za zapłatą przez zrozpaczonych już Kartagińczyków, kiedy spostrzegł, iż Afrykańczycy, którzy przeważali jazdą i dzięki słoniom, trzymają się gór, a Rzymianie, których siła tkwiła w piechocie, zajmują równinę, wyprowadził Punijczyków na płaski teren. Tam za pomocą słoni rozerwał szyki bitewne Rzymian, aranżując zaś pościg Numidów za rozproszonymi żołnierzami, rozgromił wrogie wojsko, aż po ów dzień zwycięskie na lądzie i morzu.
Wódz Teban Epaminondas, zamierzając rozwinąć szyk bojowy przeciw Lacedemończykom, rozkazał, by konnica galopowała przed jego pierwszą linią, kiedy więc przed oczyma wroga wzbił się gęsty tuman pyłu, co miało zwiastować, iż należy oczekiwać bitwy konnej, powiódł piechotę okrężną drogą na tę stronę, z której mógł przeprowadzić natarcie z góry na odwrócony doń plecami szyk wroga, po czym zaatakował tyły zaskoczonych nieprzyjaciół i wybił ich.
Trzystu Lacedemończyków, stanąwszy przeciw nieprzeliczonej masie Persów, zajęło Termopile, których wąski przesmyk mógł pomieścić nie więcej niż równą liczbę tych, co mieli walczyć. Mając to zatem na względzie, dorównywali liczbie barbarzyńców zdolnych do zbrojnego starcia, ale przewyższali ich męstwem, toteż wielką część z nich zabili; i nie daliby się pokonać, gdyby wróg poprowadzony okrężną drogą przez zdrajcę, Trachińczyka Efialtesa, nie zaatakował ich od tyłu.
Kiedy Temistokles, wódz Ateńczyków, zrozumiał, że najkorzystniejsze dla Grecji w starciu z ogromną liczbą okrętów Kserksesa będzie podjęcie walki w cieśninie Salaminy, a w żaden sposób nie mógł przekonać do tego obywateli, swą pomysłowością sprawił, że Grecy zostali zmuszeni do wyboru korzystnych dla siebie rozwiązań właśnie przez barbarzyńców. Oto udał zdradę i wysłał jakiegoś człowieka do Kserksesa z informacją, iż ludność zamyśla o ucieczce, więc sytuacja stanie się dla króla znacznie trudniejsza, jeśli przystąpi do oblegania poszczególnych miast. Tym argumentem osiągnął po pierwsze, że barbarzyńcy mocno się zaniepokoili, bo przez całą noc ich wojsko musiało trzymać straż, a po drugie, że jego ludzie, mając nienadwątlone siły, starli się rano z barbarzyńcami wyczerpanymi czuwaniem, w miejscu tak wąskim, jak wcześniej chciał, gdzie Kserkses nie zdołał wykorzystać owej ogromnej masy ludzi, dzięki której górował.
o formowaniu szyku bitewnego
Kiedy Gnejusz Scypion, walcząc w Hiszpanii z Hannonem pod miastem Indibile, spostrzegł, że punicka linia bitewna jest tak rozmieszczona, iż na prawym skrzydle ustawiono Hiszpanów (żołnierz to wprawdzie krzepki, ale działający w cudzej sprawie), a na lewym Afrykańczyków (mniej silni fizycznie, ale bardziej stanowczego charakteru), zwinął lewe skrzydło swoich i starł się z wrogiem w szyku ukośnym skrzydłem prawym, gdzie wcześniej umieścił najdzielniejszych żołnierzy. Następnie, po rozgromieniu i rozpędzeniu Afrykańczyków łatwo zmusił do poddania się Hiszpanów, którzy – zwyczajem widzów – trzymali się w pewnej odległości.
Król Macedończyków Filip, tocząc wojnę z Illirami, zauważył, iż czoło wojsk nieprzyjacielskich składało się z wybranych z całej armii żołnierzy, ale flanki są słabsze, umieścił więc swoich najsilniejszych ludzi na prawym skrzydle i zaatakował lewą flankę nieprzyjaciela, czym doprowadził do zamętu w całej linii bitewnej i odniósł zwycięstwo.
Tebańczyk Pammenes przyjrzał się ustawieniu bitewnemu Persów, zgodnie z którym najsilniejsze oddziały lokowano na prawym skrzydle, sam więc rozmieścił swoich, rozumując całkiem podobnie: całą jazdę, a także wszystkich najsilniejszych piechurów ustawił na prawym skrzydle, najsłabszych zaś naprzeciw najwaleczniejszych spośród wrogów; wydał też zalecenie, aby przy pierwszym uderzeniu wroga żołnierze salwowali się ucieczką, wycofując się w miejsca zalesione i trudno dostępne. Tak więc, przy daremnych wysiłkach nieprzyjacielskiego wojska, on sam z najlepszą częścią swoich sił otoczył szyk przeciwnika prawym skrzydłem, po czym zmusił go do odwrotu.
Publiusz Korneliusz Scypion, ten, który później nosił przydomek „Afrykański”, prowadząc działania wojenne przeciw wodzowi Punijczyków Hazdrubalowi, przez wiele dni wiódł swoje wojsko tak ustawione, iż środek bitewnego szyku składał się z najsilniejszych żołnierzy. Lecz kiedy nieprzyjaciel również zaczął się regularnie przemieszczać, dostosowując własne ustawienie do tego samego schematu, Scypion zmienił szyk ustawienia tego dnia, w którym zdecydował się walczyć, i najsilniejszych rozstawił na skrzydłach, a lekkozbrojnych pośrodku, ale cofniętych. W ten sposób na skrzydłach, na których sam przeważał, zaatakował szykiem w kształcie półksiężyca najsłabsze odcinki nieprzyjacielskiej armii, dzięki czemu łatwo je rozbił.
Kiedy Metellus zorientował się w Hiszpanii, że w bitwie, w której zwyciężył Hirtulejusza, kohorty tamtego uznawane za najwaleczniejsze ustawiono po środku szyku, sam cofnął środek linii swoich żołnierzy, by nie prędzej zetrzeć się z wrogiem tą częścią armii, nim zagiąwszy skrzydła, nie otoczy ze wszystkich stron przeciwników, którzy znajdą się w środku.
Ponieważ Artakserkses, walcząc z Grekami, którzy wtargnęli do Persydy, przeważał liczebnie, uformował szyk bitewny szerszy niż wrogowie, ponadto na czele ustawił piechotę, a konnicę oraz lekkozbrojnych na flankach, i tak, kiedy środkowa linia celowo posuwała się wolniej, okrążył siły nieprzyjacielskie, po czym wyciął je w pień.
Inaczej Hannibal – pod Kannami zwinął skrzydła i wysunął naprzód środek linii, spychając naszych przy pierwszym ataku. Kiedy bitwa już się rozpoczęła, a skrzydła stopniowo nachylały się ku sobie, posuwając się według zaleceń, on sam przyjął atakującego z furią wroga w centrum swej linii i zgniecionego z obu stron wyciął w pień. [Miał do dyspozycji wojsko złożone z weteranów, od dawna wyćwiczone; ten rodzaj rozkazów może bowiem wykonać tylko doświadczony żołnierz, odpowiadający na każdą sytuację, a i to z trudnością].
Liwiusz Salinator i Klaudiusz Neron, kiedy Hazdrubal w czasie drugiej wojny punickiej unikał konieczności stoczenia bitwy i dlatego rozwinął szyk na nierównym wzgórzu, za szopami oblężniczymi, rozdzielili swe siły na boki, czoło pozostawiając opustoszałe, po czym otoczyli go z obu stron i tak przypuściwszy atak, pokonali.
Ponieważ Hannibal w wielu bitwach ulegał Klaudiuszowi Marcellusowi, w końcu zaczął wytyczać obóz, zabezpieczywszy się albo górami, albo bagnami, albo podobnie dogodnym miejscem, dzięki czemu mógł uformować szyk bitewny w ten sposób, iż nawet gdyby Rzymianie zwyciężyli, był w stanie przyjąć w obręb fortyfikacji prawie całe wojsko, gdyby zaś ulegli, miał swobodną decyzję co do pościgu.
Lacedemończyk Ksantyppos w Afryce w walkach z Markiem Atyliuszem Regulusem rozmieścił w pierwszej linii bitewnej lekkozbrojnych, jako rezerwę zaś – silniejszą część armii, a oddziałom posiłkowym zalecił, aby po wyrzuceniu pocisków ustąpiły przed nieprzyjacielem i wycofały się pomiędzy szeregi swoich, po czym miały natychmiast rozbiec się na boki i ponownie zaatakować z obu flank. Kiedy wroga przejęły już te silniejsze oddziały, to i te posiłkowe przystąpiły do okrążenia.
Tak samo postąpił Sertoriusz w Hiszpanii, walcząc przeciw Pompejuszowi.
Lacedemończyk Kleandrydas uformował przeciw Lukanom ścieśniony szyk bitewny, aby stworzyć wrażenie o wiele mniejszej armii. Następnie podczas samej walki, gdy wrogowie poczuli się bezpiecznie, rozwinął oddziały i rozgromił otoczonych przez jego flanki.
Kiedy Lacedemończyk Gastron wyruszył z pomocą Egipcjanom walczącym przeciw Persom i zorientował się, że żołnierz grecki jest silniejszy, a ponadto Persowie bardziej się go obawiają, wymieniwszy broń, ustawił Greków w pierwszej linii; ponieważ jednak ci toczyli walkę bez decydującego rozstrzygnięcia, podesłał następnie wojsko Egipcjan. Persowie stawili Grekom opór, sądząc, że to Egipcjanie, ale kiedy pojawił się tłum żołnierzy, uciekli, bo przestraszyli się ich jako Greków.
Gnejusz Pompejusz w Albanii, ponieważ wrogowie górowali i liczbą, i konnicą, rozkazał żołnierzom piechoty, że gdy znajdą się przy wzgórzu w wąwozie, mają zakrywać tarczami hełmy, aby odblaski nie zdradziły ich obecności, potem jeźdźcom, że mają wyruszyć na równinę i rozciągnąć jak gdyby zasłonę nad piechotą; wydał im też polecenie, żeby gdy nastąpi pierwszy atak nieprzyjaciół, uciekać i rozstąpić się na boki, skoro tylko dotrą do piechoty. Kiedy to się ziściło i miejsce zostało odsłonięte, linia bojowa piechoty nagle się podniosła, jak gdyby się rozlewając, a żołnierze w tym nieoczekiwanym starciu wycięli w pień na oślep i z impetem wdzierających się wrogów.
Marek Antoniusz, walcząc przeciw Partom, którzy gradem strzał zasypali jego wojsko, nakazał swoim zatrzymać się i utworzyć „żółwia”. Strzały świstały nad nim bez szkody dla żołnierzy, po czym siły nieprzyjaciela się wyczerpały.
Ponieważ Hannibal, walcząc przeciw Scypionowi na terytorium Afryki, dysponował wojskiem złożonym z Punijczyków i oddziałów pomocniczych, z których część składała się nie tylko z różnych tubylców, lecz także z Italików, jako oddziały pomocnicze za 80. słoniami – te, umieszczone na samym przedzie, miały wprowadzić zamieszanie w szyk bojowy nieprzyjaciela – ustawił Galów, Ligurów, Baliarów oraz Maurów, by w żadnym razie nie mogli uciec, mając na tyłach Punijczyków, a stojąc na wprost nieprzyjaciela, o ile go nie nadwerężą, na pewno zdołają nękać. Do rozlokowanych następnie w drugiej linii swoich i Macedończyków, którzy wypoczęci mogli zaatakować zmordowanych już Rzymian, przydzielił dopiero co zaciągniętych Italików, choć żywił obawy co do ich lojalności i niepokoiła go bierność tych żołnierzy, ponieważ większość ściągnął z Italii wbrew ich woli.
Scypion przeciwko takiemu rozmieszczeniu wysunął na czoło potęgę legionu uformowanego w szyk potrójny, a ustawionego wedle hastatów, pryncypów i triariów. Nie uszykował kohort w jednym ciągu, lecz zostawił pomiędzy stojącymi obok siebie w pewnej odległości manipułami przestrzenie, przez które łatwo udałoby się przepuścić popędzane przez nieprzyjaciół słonie, bez rozrywania szeregów. Aby linia bojowa nie miała luk, te właśnie odstępy wypełnił lekkozbrojnymi harcownikami i wydał im polecenie, aby podczas ataku słoni ustępowali albo do tyłu, albo na boki. Następnie podzielił jazdę na dwa skrzydła i na prawym wyznaczył jako dowódcę rzymskich jeźdźców Leliusza, na lewym zaś jako dowódcę Numidyjczyków – Masynissę. To pełne rozwagi ustawienie bez wątpienia przyczyniło się do zwycięstwa.
Archelaus w konfrontacji z Lucjuszem Sullą ustawił na czele kwadrygi z kosami, by wróg poszedł w rozsypkę, w drugiej linii – falangę macedońską, w trzeciej – oddziały pomocnicze uzbrojone na wzór Rzymian, wmieszawszy zbiegów ze szczepu italickiego, których zawziętości wielce ufał. Na końcu ustawił lekkozbrojnych. Następnie na obu flankach w celu okrążenia wroga umieścił konnicę, której znacznymi siłami dysponował.
Przeciw tym posunięciom Sulla przekopał po obu stronach rowy o sporej szerokości, a na ich krańcach wzniósł wieże wartownicze, postępując tak z tą myślą, żeby nie zostać otoczonym przez wroga, który go przewyższał i liczbą piechoty, i przede wszystkim jazdy. Potem uformował potrójny szyk piechoty z zachowaniem odstępów, przez które posyłał, o ile wymagała tego sytuacja, lekkozbrojnych i konnicę, rozmieszczoną wcześniej na samych tyłach. Następnie wydał rozkaz stojącym za sztandarami, tym w drugiej linii, aby mocno i gęsto powbijali w ziemię wiele pali, a gdy kwadrygi się zbliżały, wycofał w obręb tej palisady szyk bojowy stojących przed sztandarami. Dopiero wtedy, kiedy wszyscy podnieśli okrzyk wojenny, wydał rozkaz, by harcownicy i lekkozbrojni miotali pociski. Kiedy to nastąpiło, kwadrygi nieprzyjacielskie albo zaplątały się w palisadę, albo przerażone okrzykiem i pociskami zawróciły ku swoim, tak że rozerwały ustawienie Macedończyków. Gdy oni ustępowali, a Sulla nastawał, Archelaus zaś przeciwstawiał mu się konnicą, wysłani nagle do boju rzymscy jeźdźcy zawrócili ich i odnieśli zwycięstwo.
Gajusz Cezar na tej samej zasadzie przechwycił oraz powstrzymał kwadrygi z kosami użyte przez Galów: powbijał pale w ziemię.
Kiedy Aleksander obawiał się pod Arbelami wielkiej liczby nieprzyjaciół, żywił zaś zaufanie do odwagi swoich ludzi, ustawił szyk bitewny zwrócony we wszystkie strony, aby żołnierze mogli toczyć bój, nawet będąc zewsząd otoczeni.
Paulus, walcząc z królem Macedończyków Persesem, który skierował podwójną falangę swoich na środek i otoczył ją lekkozbrojnymi, a na obu skrzydłach umieścił jazdę, ustawił potrójną linię w kliny i pomiędzy nie raz po raz wysyłał harcowników. Ponieważ widział, że tym rodzajem ustawienia nie da się rozbić wroga, zdecydował się ustąpić, aby dzięki pozorowanemu ruchowi przywieść nieprzyjaciela na wyboisty grunt, który uprzednio specjalnie wybrał. Ale kiedy i wówczas falanga kroczyła, zachowując porządek, bo wietrzono podstęp wycofujących się, wydał rozkaz, by jeźdźcy z lewego skrzydła przejechali osłonięci na galopujących koniach tuż przed ustami falangi tak, aby wysunąwszy tarcze, samym tylko pędem odłamać groty włóczni nieprzyjaciela. Macedończycy pozbawieni tego rodzaju pocisków poluzowali szyk i pokazali plecy.
Pyrrus w obronie Tarentyjczyków pod Askulum, idąc za Homerowym wersem, zgodnie z którym najsłabszych lokowano w środku, na prawym skrzydle umieścił Samnitów oraz Epirotów, na lewym – Bruttiów i Lukanów wraz z Sallentynami, a w środku szyku – Tarentyjczyków, wydał też rozkaz, by konnica i słonie czekały w odwodach.
Przeciw temu ustawieniu konsulowie bardzo zmyślnie rozdzielili jazdę na skrzydłach, legiony umieścili w pierwszej linii oraz w odwodach, a z nimi wymieszali oddziały pomocnicze. Wiadomo, że po obu stronach znalazło się po 40 tysięcy ludzi; połowa armii Pyrrusa uległa zagładzie, u Rzymian straty wyniosły 5 tysięcy.
Gnejusz Pompejusz pod Starym Farsalus uformował przeciw Gajuszowi Cezarowi szyk potrójny, którego poszczególne oddziały liczyły po dziesięciu ludzi w głąb. Najdzielniejsze legiony, stosownie do waleczności każdego, umieścił na skrzydłach i w środku, a przestrzeń pomiędzy nimi wypełnił świeżym zaciągiem rekruta. Na prawym skrzydle, wzdłuż rzeki Enipeus, która i swoim korytem, i wylewami czyniła okolicę niedostępną, rozlokował 600 jeźdźców, a resztę jazdy, wraz ze wszystkimi oddziałami posiłkowymi, na skrzydle lewym, aby stamtąd otoczyły armię juliańską.
Przeciw temu ustawieniu Gajusz Cezar, na przedzie również sformowawszy legiony w szyk potrójny, lewe skrzydło przysunął ku bagnom tak, aby nie można go było otoczyć. Na skrzydle prawym z kolei ustawił konnicę, z którą wymieszał najszybszych piechurów, ćwiczonych zgodnie z regułami bitwy konnej. Następnie w odwodzie, w razie nagłej konieczności, trzymał sześć kohort, a ustawił je zwrócone ukosem po prawej stronie, skąd oczekiwał jazdy nieprzyjacielskiej. I owego dnia właśnie nic nie przysłużyło się bardziej zwycięstwu Cezara, bo kiedy jazda Pompejusza się rozjechała, kohorty te, dokonawszy niespodziewanego ataku, zmusiły ją do odwrotu i wydały na rzeź.
Kiedy Chattowie, wycofując się w lasy, raz po raz ponawiali walkę konną, Imperator Cezar August Germański rozkazał swoim jeźdźcom, skoro tylko dotrą do nieprzebytych ostępów, zeskoczyć z koni i prowadzić walkę pieszo. Podstępem z tej właśnie kategorii sprawił, że jego zwycięstwa nie opóźniało już żadne ukształtowanie terenu.
Kiedy Gajusz Duelliusz spostrzegł, iż jego obciążone okręty zmyliła zwinność floty punickiej, a waleczność żołnierzy na nic się nie przydała, wymyślił „żelazne ręce”. Gdy te dosięgały nieprzyjacielskiego okrętu, Rzymianin przechodził po przerzuconym moście i wycinał wrogów w pień w bezpośrednim starciu na ich własnych statkach.
o rozrywaniu szyku bitewnego nieprzyjaciela
Kiedy konsul Papiriusz Kursor, syn, starł się w nierozstrzygniętej walce ze stawiającymi twardy opór Samnitami, bez informowania swoich polecił Spuriuszowi Naucjuszowi, aby paru jeźdźców z konnicy sprzymierzeńców i pachołków na mułach, ciągnąc po ziemi gałęzie, zbiegło z wielkim hałasem z położonego obok wzgórza. Ujrzawszy ich, ogłosił, że jako zwycięzca przybywa jego kolega, ale oni sami mogliby okryć się chwałą w teraźniejszej bitwie. Wskutek tego Rzymianie, zagrzani nadzieją, rzucili się naprzód, a nieprzyjaciele – strwożeni tumanami pyłu – podali tyły.
Fabiusz Rutyliusz Maksymus za swojego czwartego konsulatu, daremnie próbując w Samnium wszelkimi sposobami przełamać szyk bitewny wroga, w końcu wycofał hastatów z szeregów, wysłał ich ze swoim legatem Scypionem na objazd i nakazał zająć wzgórze, z którego mógł zbiec w dół na tyły wroga. Kiedy tak się stało, Rzymianie odzyskali ducha i wysiekli przerażonych Samnitów zajętych ucieczką.
Kiedy Minucjusz Rufus, naczelny dowódca wojska, znalazł się w tarapatach, walcząc ze Skordyskami i Dakami, którym nie dorównywał liczebnie, wysłał przodem brata wraz z paroma jeźdźcami i trębaczy z zaleceniem, że gdy tylko dostrzeże, iż bitwa się rozpoczęła, pokazał się nagle z przeciwnej strony i wydał trębaczom rozkaz, by dęli w rogi. Ponieważ szczyty gór odpowiedziały echem, nieprzyjaciół ogarnęło przemożne wrażenie, że wojsko jest ogromne, więc przerażeni podali tyły.
Poczynania konsula Acyliusza Glabriona przed starciem z ustawionym do boju szykiem króla Antiocha, jaki ten uformował w Achai u przesmyka Termopil, nie tylko były nieskuteczne z powodu niedogodności położenia, ale zostałby też odparty, tracąc ludzi, gdyby nie wysłany przez niego w celu dokonania objazdu Porcjusz Katon, który wówczas, już jako mąż konsularny, przebywał w armii, bo lud wyznaczył go trybunem wojskowym. Usunąwszy Etolów ze szczytu góry Kallidromum, gdzie mieli posterunek, pojawił się on nagle z tyłu, na szczycie wznoszącym się ponad obozem królewskim. Tymi działaniami wzbudził popłoch w siłach Antiocha, a Rzymianie zaczęli zewsząd nacierać, dokonali pogromu i zmusili wroga do ucieczki, po czym zajęli obóz.
Konsul Gajusz Sulpicjusz Petyk, szykując się do bitwy z Galami, rozkazał mulnikom wycofać się potajemnie z mułami na pobliskie wzgórza i stamtąd, kiedy już dojdzie do bitwy, pojawiać się przed oczyma walczących, że niby to siedzą na koniach. Dzięki temu Galowie uznali, iż nadciągają oddziały posiłkowe, więc ustąpili przed Rzymianami już niemal zwycięscy.
Kiedy Mariusz pod Sekstyjskimi Wodami zamyślał następnego dnia wydać bitwę Teutonom, z niewielkim oddziałem konnych i pieszych wysłał na tyły nieprzyjaciół Marcellusa, a jednocześnie kazał posuwać się pachołkom oraz uzbrojonym markietanom, aby stworzyć wrażenie wielkiej liczby wojska, ponadto miała też ruszyć znaczna część zwierząt pociągowych okrytych lichymi derkami dla upozorowania, że to konnica. Wydał również polecenie, żeby ci sami ludzie zaatakowali wroga od tyłu, kiedy ujrzą, że doszło do starcia. Inscenizacja ta wprawiła nieprzyjaciela w takie przerażenie, iż podał tyły, mimo że bił się bardzo zawzięcie.
Licyniusz Krassus, podczas wojny z dezerterami zamierzając pod Kamalatrum wyruszyć zbrojnie w pole przeciw Kastusowi i Kannikusowi, wodzom Galów, wysłał 12 kohort wraz z legatami Gajuszem Pomptyniuszem i Kwintusem Marcjuszem Rufusem na tamtą stronę góry. Kiedy już doszło do bitwy, zaczęły one zbiegać po pochyłości, podniósłszy z tyłu krzyk, i takie uczyniły wśród wrogów zamieszanie, że rzucono się do zbiorowej ucieczki, nigdzie nie podejmując walki.
Kiedy Marek Marcellus obawiał się, że okrzyk zdradzi szczupłe siły jego żołnierzy, rozkazał krzyczeć jednocześnie i markietanom, i ciurom, i wszystkim maruderom, więc przeraził wroga wrażeniem potężnej armii.
Waleriusz Lewinus w bitwie z Pyrrusem zabił jakiegoś prostego żołnierza, ale trzymając jeszcze w ręku zakrwawiony miecz, przekonał oba wojska, że to poległ Pyrrus. Z tego powodu nieprzyjaciele uwierzyli, że wraz ze śmiercią wodza zostali opuszczeni, toteż zdezorientowani tym kłamstwem wycofali się z lękiem do obozu.
Kiedy Jugurta walczył w Numidii z Gajuszem Mariuszem, a wcześniejszy pobyt w obozie wojskowym przyniósł mu umiejętność posługiwania się językiem łacińskim, podjechał ku pierwszej linii i obwieścił donośnie, że zabił Gajusza Mariusza, i tak oto zmusił wielu naszych do odwrotu.
Ateńczyk Myronides, prowadząc działania przeciw Tebanom, kiedy walka pozostawała nierozstrzygnięta, nagle przeskoczył na prawe skrzydło swoich i zakrzyknął, że na lewym już zwyciężył. Dzięki temu wygrał, bo u swoich wzbudził zapał do działania, a u wrogów strach.
Krezus przeciwstawił górującej liczebnie jeździe nieprzyjacielskiej stado wielbłądów, jednak konie, przerażone ich niezwykłością i zapachem, nie tylko zrzucały jeźdźców na głowę, ale też tratowały szeregi własnej piechoty, przez co umożliwiły wrogowi jej pokonanie.
Pyrrus, król Epirotów, w obronie Tarentyjczyków, a przeciw Rzymianom, aby rozerwać szyk, w ten sam sposób użył słoni.
To samo wielokrotnie czynili również Punijczycy przeciw Rzymianom.
Ponieważ obóz Wolsków rozbito opodal kolczastych krzewów i lasu, Kamillus podpalił wszystko to, co mogło przenieść zarzewie ognia aż ku samemu obwałowaniu, i tak wyzuł przeciwników z obozu.
Publiusza Krassusa w trakcie wojny sprzymierzeńczej niemal w ten sam sposób wzięto do niewoli wraz ze wszystkimi jego siłami.
Hiszpanie przeciw Hamilkarowi ustawili na samym czele woły zaprzęgnięte do wozów, a wozy były naładowane smołą, łojem i siarką, toteż gdy padł sygnał do bitwy, podłożyli pod nie ogień, następnie zaś popędzili woły w kierunku wroga i przełamali ogarnięty przerażeniem szyk.
Faliskowie i Tarkwińczycy poubierali wielu swoich ludzi w stroje kapłanów, po czym niosąc przed sobą pochodnie i węże, dzięki czemu przypominali z wyglądu Furie, wprawili szyk Rzymian w popłoch.
Tak samo postępowali Wejenci i Fidenaci, pochwyciwszy pochodnie.
Kiedy Ateasz, król Scytów, starł się ze znacznie liczniejszym wojskiem Tryballów, rozkazał, aby kobiety i chłopcy oraz wszelka ciżba, która nie para się wojną, podprowadzili ku ostatniej linii bitewnej wroga stada osłów i wołów oraz nieśli przed sobą postawione na sztorc włócznie. Potem rozpuścił plotkę, jakoby od zamieszkałych dalej Scytów przybyły do niego oddziały pomocnicze. Tym zapewnieniem zawrócił wroga.
o zasadzkach
Kiedy Romulus, rozlokowawszy część sił po kryjówkach, podszedł pod Fideny, upozorował ucieczkę i powiódł nierozważnych wrogów tam, gdzie trzymał ukrytych żołnierzy. Ci wypadli zewsząd i wycięli w pień rozproszonych i nieostrożnych.
Konsul Kwintus Fabiusz Maksymus, wysłany na pomoc Sutrynom w zmaganiach przeciw Etruskom, ściągnął na siebie wszystkie siły wroga. Następnie udał obawę i wycofał się w miejsca usytuowane wyżej, niby to uciekając, po czym przypuścił atak, kiedy tamci podchodzili w bezładzie, i nie tylko zwyciężył w boju, ale też wyzuł ich z obozu.
Semproniusz Grakchus, walcząc z Celtyberami, udawał, że jest pełen obaw, nie wychodził więc w pole z wojskiem. Wysławszy następnie oddziały lekkozbrojne, które miały niepokoić wroga i natychmiast zawracać, wywołał wroga, po czym zaatakował nieustawionych w szyku i rozpoczął rzeź, trwającą do czasu, aż zajął także ich obóz.
Konsul Kwintus Metellus, prowadząc na Sycylii wojnę z Hazdrubalem i mając szczególny wzgląd zarówno na jego olbrzymią armię, jak i 130 słoni, trzymał swoje siły w obrębie Panhormus, rzekomo z powodu obawy, ale przed własnymi stanowiskami przekopał ogromnej wielkości rów. Kiedy następnie ujrzano wojsko Hazdrubala, który w pierwszej linii miał słonie, zalecił hastatom, by zarzucali owe bestie pociskami, po czym natychmiast wycofywali się w obręb fortyfikacji. Kierujący słoniami, podochoceni tak niepoważnym postępowaniem, skierowali zwierzęta wprost na ten właśnie rów. W rezultacie, gdy tylko zwierzęta tam wpadły, częściowo zostały wybite gradem pocisków, częściowo zawróciły ku swoim, przez co rozerwały cały szyk. Wtedy Metellus, tylko wyczekując tej sposobności, wypadł z całym wojskiem i przystąpiwszy do ataku z flanki, urządził Punijczykom okrutną rzeź oraz zawładnął samymi słoniami.
Tamyris, królowa Scytów, udając obawę, zwabiła do znanego jej żołnierzom wąwozu wodza Persów, Cyrusa, który wojował ze zmiennym szczęściem, i tam, nagle zawróciwszy oddział, rozgromiła go dzięki wykorzystaniu naturalnego położenia tego miejsca.
Egipcjanie, mając stoczyć bitwę na polach, z którymi stykały się bagna, pokryli grzęzawiska wodorostami i gdy trwała walka, upozorowali ucieczkę, wciągając nieprzyjaciół w zasadzkę, a oni chcieli za szybko przejechać przez nieznany teren, ale ugrzęźli w mule i zostali otoczeni.
Wiriatus, który z rzezimieszka awansował na wodza Celtyberów, upozorowawszy cofanie się przed rzymskimi jeźdźcami, doprowadził ich aż do pełnego rozpadlin i przepaścistego miejsca, a kiedy już sam wymknął się utwardzonymi i znanymi sobie ścieżkami, urządził potem nieobeznanym z okolicą i unurzanym w błocie Rzymianom krwawą łaźnię.
Fulwiusz, wódz naczelny podczas wojny cymbryjskiej, rozbił obóz jednocześnie z nieprzyjacielem i rozkazał swoim jeźdźcom podjeżdżać pod ich obwarowania, nękać barbarzyńców i wycofywać się, pozorując ucieczkę. Ponieważ czynił tak kilka dni, spostrzegł, że gdy Cymbrowie zaciekle go ścigali, ich obóz zwykle pozostaje opustoszały. Dlatego, gdy część jego wojska pozostała przy starym nawyku, on sam z lekkozbrojnymi usadowił się niezauważony na tyłach obozu nieprzyjacielskiego, a kiedy tamci zwyczajnie rozbiegli się w pościgu, przypuścił błyskawiczny atak, zburzył opuszczone obwałowanie i zajął obóz.
Gnejusz Fulwiusz, kiedy armia Falisków, o wiele potężniejsza od naszej, rozbiła obóz na naszym terytorium, podpalił przy pomocy swoich żołnierzy jakieś zabudowania znajdujące się daleko od obozu, aby Faliskowie uwierzyli, że zrobili to ich ludzie, i rozproszyli się w nadziei na łup.
Aleksander Epirota, walcząc przeciw Illirom, umieścił w zasadzce oddział, a niektórych swoich żołnierzy ubrał w stroje Illirów i rozkazał im pustoszyć własne terytorium. Gdy Illirowie zobaczyli, co się dzieje, sami zaczęli wszędzie łupić, czując się tym bardziej bezpiecznie, że tych, co szli przodem, mieli jakby za zwiadowców. Poprowadzeni przez nich świadomie na niedostępne miejsce zostali zmuszeni do ucieczki i wycięci.
Również Syrakuzańczyk Leptines, kiedy walczył z Kartagińczykami, polecił pustoszyć swe ziemie i palić jakieś posiadłości oraz forty. Kartagińczycy sądzili, że dzieje się to za sprawą ich ludzi, sami zatem wyszli jak gdyby ze wsparciem, a wówczas, pochwyceni przez tych, którzy czatowali w zasadzkach, zostali rozgromieni.
Kiedy Maharbal, wysłany przez Kartagińczyków przeciw buntującym się Afrykańczykom, zrozumiał, że jest to plemię skore do picia wina, obfitą jego miarę zmieszał z mandragorą, a moc tego napitku sytuuje go pomiędzy trucizną a środkiem nasennym. Stoczył wówczas drobną potyczkę i świadomie się wycofał. Następnie w środku nocy pozostawił w obozie jakieś toboły i całe to zatrute wino, po czym upozorował ucieczkę. Kiedy barbarzyńcy, zająwszy obóz, rozbiegli się z radości, chciwie żłopali odurzające wino i leżeli bez ducha jak nieżywi, zawrócił i albo wziął ich do niewoli, albo zabił.
Kiedy Hannibal spostrzegł, że zarówno jego obóz, jak i obóz Rzymian są rozlokowane w miejscach, gdzie brak drzewa, umyślnie pozostawił w obrębie obwałowań liczne w tej jałowej okolicy stada bydła, którymi następnie Rzymianie zawładnęli niczym łupem i wobec wielkiego niedostatku materiału na opał obciążyli żołądki niezdrowym jedzeniem. Hannibal powrócił nocą z wojskiem, po czym ludziom czującym się zupełnie bezpiecznie i objedzonym półsurowym mięsem zadał wielkie straty.
Tyberiusz Grakchus w Hiszpanii upewnił się, że cierpiącego niedostatek wroga gnębi brak prowiantu, toteż porzucił obóz zaopatrzony we wszelakie pożywienie. Kiedy więc nieprzyjaciel zdobył obóz i znalazł żywność, on powrócił z wojskiem i szybko pokonał wrogów, którzy bez umiaru napełnili brzuchy i przez to ociężeli.
Chioci, którzy prowadzili wojnę z Erytrejczykami, zabili ich zwiadowcę ujętego na jakimś wysoko położonym miejscu, a jego szatę dali swemu żołnierzowi, ten zaś z tego samego wzniesienia dał znak Erytrejczykom i zwabił ich w zasadzkę.
Arabowie, ponieważ poznano ich zwyczajowe prawo, na mocy którego ustalili, by nadejście wrogów oznajmiać za dnia dymem, a nocą ogniem, postanowili tym razem, żeby działo się to nieprzerwanie, gdy zaś nieprzyjaciel nadchodzi – mieli przerwać. Kiedy więc wróg nabrał przekonania, że z racji braku sygnałów jego nadejścia nie wykryto, wkroczył zbyt energicznie i został pokonany.
Aleksander Macedoński, gdy nieprzyjaciel obwarował obóz w jakimś wyżej położonym, zalesionym terenie, podprowadziwszy część wojsk, zalecił tym, których pozostawił, aby zwyczajowo wzniecali ogień, stwarzając wrażenie obecności całej armii. On sam przeprowadził oddział naokoło bezdrożnymi okolicami, przypuścił atak i zepchnął wroga z tego usytuowanego wyżej miejsca.
Rodyjczyk Memnon, ponieważ górował konnicą, a nieprzyjaciela, który trzymał się na szczytach gór, chciał sprowadzić na równinę, wysłał do obozu wrogów kilku swoich żołnierzy jako rzekomych zbiegów – mieli zapewnić, że w armii Memnona sroży się tak zgubna rebelia, iż co rusz dezerteruje jakaś część wojska. Aby nadać wiarygodność tym zapewnieniom, rozkazał, by wszędzie na oczach wrogów otaczać murem małe forty: mieli być do nich jakoby przyjmowani ludzie, którzy się zbuntowali. Ci, co siedzieli w górach, zostali nakłonieni tą namową i zeszli na równinę, a w czasie, gdy usiłowali zdobyć forty, otoczyła ich jazda.
Harrybas, król Molossów, kiedy wojnę wypowiedział mu Illiryjczyk Bardylis mający znacznie większe wojsko, usunąwszy do sąsiedniego regionu Etolii tych swoich ludzi, którzy nie nadawali się do wojaczki, rozpuścił plotkę, że niby to oddał Etolom swe miasta i dobra. Sam ze zdolnymi do noszenia broni rozmieścił zasadzki w górach i trudno dostępnych miejscach. Illirowie, obawiając się, aby ziem należących do Molossów nie zajęli Etolowie, zaczęli się śpieszyć niczym po łup i zaniedbali utrzymania szyków. Kiedy, rozproszeni, niczego takiego się nie spodziewali, Harrybas uderzył z zasadzek i zmusił ich do ucieczki.
Tytus Labienus, legat Gajusza Cezara, chcąc stoczyć walkę z Galami przed przybyciem Germanów, bo wiedział, że przybędą im na pomoc, udał niedowierzanie i rozbiwszy na przeciwległym brzegu obóz, zapowiedział odjazd następnego dnia. Galowie uwierzyli, że zamierza uciec, toteż postanowili przekroczyć rzekę, która przepływała środkiem, a wtedy Labienus dokonał obrotu wojska i wyciął ich w pień właśnie w chwili, gdy z trudem pokonywali rzekę.
Kiedy Hannibal dowiedział się przez szpiegów, że obóz rzymskiego wodza Fulwiusza jest byle jak obwarowany, a on sam poza tym na wiele rzeczy poważył się pochopnie, o brzasku, gdy gęste chmury zapewniały słabe światło, ukazał strażnikom naszych szańców kilku konnych, na co Fulwiusz gwałtownie ruszył wojsko. Hannibal z przeciwnej strony zajął jego obóz i wpadłszy na tyły Rzymian, wyrżnął osiem tysięcy najdzielniejszych żołnierzy z samym ich wodzem.
Tenże Hannibal, kiedy siły zbrojne podzielono pomiędzy dyktatora Fabiusza a dowódcę jazdy Minucjusza – Fabiusz czekał na okazję, Minucjusz płonął żądzą walki – rozbił obóz na równinie leżącej pomiędzy przeciwnikami i ukrywszy część piechoty wśród stromych skał, sam dla sprowokowania nieprzyjaciela wysłał żołnierzy z zadaniem zajęcia najbliższego wzgórza. Kiedy Minucjusz wyprowadził siły, by ich zgładzić, czekający w zasadzkach ludzie, których rozstawił Hannibal, nagle się podnieśli i zniszczyliby do szczętu wojsko Minucjusza, gdyby Fabiusz nie przyszedł zagrożonym z pomocą.
Kiedy tenże Hannibal, mając nad Trebią widok na obóz konsula Semproniusza Longa i przepływającą środkiem rzekę, podczas bardzo srogiej zimy rozlokował w zasadzkach Magona i wybranych ludzi, po czym nakazał jeźdźcom numidyjskim podjeżdżać pod fortyfikacje Semproniusza celem wykorzystania jego naiwności, a jeszcze wcześniej zalecił im, aby przy pierwszym ataku naszych uciekali przez znane sobie mielizny. Konsul i zaatakował ich pochopnie, i ścigał, skazując głodnych żołnierzy na przemarznięcie na siarczystym mrozie podczas przekraczania rzeki. Wkrótce Hannibal naprzeciw odrętwiałych i wygłodniałych ustawił swoje wojsko, któremu zapewniał ciepło ognia, oliwę i pożywienie, by czekało gotowe na to zadanie; nie zabrakło też roli dla Magona, którego wyznaczono do wycięcia w pień tylnych oddziałów nieprzyjaciela.
Tenże nad Trazymennem, ponieważ biegła tamtędy jakaś wąska droga między jeziorem a podnóżem góry przechodzącym w równinę, udawszy, że ucieka, przez wąskie przejście wydostał się na otwartą przestrzeń i tam rozbił obóz, a nocą rozlokował żołnierzy tak na szczycie, który górował nad okolicą, jak i na krańcach owego przewężenia, po czym o świcie, kiedy ponadto sprzyjała mu mgła, rozwinął szyk bitewny. Flaminiusz, ścigając jak gdyby uchodzącego, wkroczył do wąwozu, ale nie przewidział zasadzki, więc otoczony jednocześnie z przodu, z boków i na tyłach razem z wojskiem padł ofiarą przeraźliwej rzezi.
Tenże sam Hannibal, walcząc z dyktatorem Juniuszem, w środku nocy rozkazał 600 jeźdźcom, by podzieleni na liczne oddziały bez przerwy pokazywali się, jeżdżąc na zmianę wokół obozu nieprzyjacielskiego. Tak oto przez całą noc Rzymian dręczył niepokój, bo stali na posterunkach rozmieszczonych na wałach, w deszczu, który – tak się akurat złożyło – padał bez przerwy, więc kiedy rano Juniusz dał sygnał do odwrotu, Hannibal wyprowadził swoich ludzi wypoczętych i uderzył na jego obóz.
Tebańczyk Epaminondas tak samo niepokoił wroga przez całą noc z pomocą kilku lekkozbrojnych, gdy Lacedemończycy poprowadzili szaniec na wysokości Istmu i strzegli Peloponezu. Potem zwołał swoich o świcie, kiedy Lacedemończycy się wycofali, i błyskawicznie poderwał całe wojsko, które było wypoczęte, po czym wdarł się przez te same zabezpieczenia opuszczone przez obrońców.
Hannibal, rozwinąwszy szyk pod Kannami, nakazał 600 jeźdźcom numidyjskim przejść na stronę wroga, a ci, aby wzbudzić zaufanie, przekazali naszym miecze i tarcze, po czym zostali przyjęci do oddziału na tyłach, a kiedy tylko zaczął się bój, dobyli krótkie miecze, które wcześniej ukryli, podjęli tarcze poległych i wycięli oddział Rzymian.
Japydowie pod pozorem kapitulacji przekazali prokonsulowi Publiuszowi Licyniuszowi także cywilów; tych przyjęto i umieszczono w ostatniej linii, a oni dokonali rzezi na tyłach Rzymian.
Kiedy Scypion Afrykański miał naprzeciw siebie dwa obozy nieprzyjacielskie: Syfaksa i Kartagińczyków, postanowił nocą zaatakować ten Syfaksa i podłożyć pod niego ogień, bo znajdowało się tam mnóstwo materiału będącego pożywką dla płomieni, dzięki czemu chciał zarówno wyciąć w pień Numidów, którzy w popłochu ujdą ze swego obozu, Punijczyków zaś – wszak było wiadomo, że pośpieszą na pomoc sprzymierzeńcom – po rozstawieniu zasadzek pojmać. Jedno i drugie powiodło się zgodnie z zamierzeniem, bowiem przypuściwszy atak, pozabijał ich, gdy bez uzbrojenia pędzili do rzekomo przypadkowego pożaru.
Mitrydates, nad którym Lukullus często górował męstwem, imał się przeciw niemu zasadzek, więc pouczył niejakiego Adatasa, człowieka wyróżniającego się siłą, by uciekł, wkradł się w łaski i dopuścił się na wrogu zbrodni. Ten wprawdzie usiłował wykonać zadanie dobrze, ale nie osiągnął celu, bowiem po przyjęciu go przez Lukullusa do grupy jeźdźców, został jednak otoczony dyskretnym nadzorem, ponieważ nie należało ani za szybko uwierzyć dezerterowi, ani zniechęcać innych zbiegów. Kiedy następnie podczas częstych wycieczek wykazał się gotowością i sumiennym zaangażowaniem, zaufano mu, wybrał więc czas, gdy odsyłana grupa dowódców wszystkim w obozie dawała chwilę wytchnienia i niemal nie strzegła namiotu wodza. Lukullusa uratował przypadek, bo kiedy w końcu dopuszczono dezertera do wodza mającego czuwać, zastał go, jak w owej porze odpoczywał po trudach nocnego planowania. Następnie, kiedy próbował wejść, mając do oznajmienia niby coś nagłego i ważnego, został stanowczo wyproszony przez niewolników troszczących się o zdrowie pana, nabrał więc obaw, by nie popaść w podejrzenie, i dlatego, niczego nie zyskawszy, uciekł do Mitrydatesa na koniach, które trzymał w pogotowiu przed bramą.
Kiedy Sertoriusz rozbił w Hiszpanii pod miastem Lauron obóz w pobliżu obozu Pompejusza, a tylko z dwóch okolic można było dostarczać prowiant – jednej usytuowanej blisko, drugiej dalej – rozkazał tę bliższą stale nękać oddziałami lekkozbrojnych, zaś ku oddalonej zabronił zbliżać się jakimkolwiek oddziałom, dopóki nie wpoi przeciwnikom, że dalsza jest bezpieczniejsza. Gdy pompejańczycy dotarli do niej, rozkazuje wyruszyć Oktawiuszowi Grecynowi z dziesięcioma kohortami uzbrojonymi na zwyczaj rzymski i dziesięcioma lekkozbrojnych Hiszpanów oraz Tarkwicjuszowi Pryskowi z dwoma tysiącami konnych, aby urządzić zasadzki na furażerów. Ci gorliwie wypełniają rozkazy. Oto po zbadaniu położenia miejsca ukrywają nocą w pobliskim lesie wyżej wymienione siły, tak iż w przedniej części ustawiają lekkozbrojnych Hiszpanów, najlepszych w kradzieżach wojennych, nieco w tyle tarczowników, a na pozycji najbardziej cofniętej – konie, by ich rżenie nie zdradziło zamysłów. Padają rozkazy, żeby wszyscy zachowali ciszę i spokój do trzeciej godziny dnia. Kiedy następnie pompejańczycy obciążeni furażem szykowali się w poczuciu bezpieczeństwa do powrotu, a i ci, którzy trwali na posterunkach, zachęceni spokojem także zamyślali o gromadzeniu furażu, najpierw pchnięto Hiszpanów, którzy z wrodzoną szybkością spadają na rozproszonych, zadając im ciężkie rany i przerażając ludzi, którzy niczego takiego się nie spodziewali. Zanim następnie zaczęto stawiać im opór, z lasu wypadają tarczownicy, rozbijając i zmuszając do odwrotu tych, co powracali do oddziałów, a wysłani przeciw uciekającym jeźdźcy urządzają im rzeź w pościgu po całym terytorium, z którego wracano do obozu. Zatroszczono się też, by nikt nie uciekł, bowiem wysłana już wcześniej resztka 250 konnych łatwo popuściła cugli na przełaj po drogach, wracając zaś, zabiegła drogę tym, którzy uciekali jako pierwsi, zanim dotarli do obozu Pompejusza. Zrozumiawszy, jak się rzecz ma, Pompejusz na pomoc swoim wysyła legion z Decymusem Leliuszem, ale podprowadzeni na prawe skrzydło jeźdźcy jakby ustąpili, a następnie otoczywszy ów legion, zaatakowali go także od tyłu, kiedy już i od przodu atak przypuścili nań ci, którzy ścigali furażerów. Tak oto legion, który znalazł się pomiędzy dwoma liniami bitewnymi wroga, został wyeliminowany wraz ze swym legatem. KiedyPompejusz, by go wspomóc, wyprowadził całe wojsko, Sertoriusz również pokazał się na wzgórzach z uszykowanymi ludźmi, czym sprawił, że Pompejuszowi nie opłacało się postąpić naprzód. Zatem, poza podwójną stratą – rezultatem tej samej przebiegłości – zatrzymał go też na miejscu w roli naocznego świadka klęski własnych żołnierzy. Była to pierwsza bitwa Sertoriusza z Pompejuszem. Liwiusz jest autorem informacji, że z wojska Pompejusza padło 10 tysięcy ludzi i przepadł cały ekwipunek.
Pompejusz w Hiszpanii, rozlokowawszy zawczasu tych, którzy mieli zaatakować z ukrycia, udał obawę i naprowadził nacierającego nań wroga na owe obsadzone miejsca. Następnie, kiedy sytuacja tego wymagała, dokonał obrotu i przystąpił do rzezi na przedzie i na obu flankach, wziąwszy także do niewoli ich wodza Perpernę.
Ten sam, walcząc w Armenii przeciw Mitrydatesowi, który górował liczbą i rodzajem jazdy, rozmieścił nocą w dolinie trzy tysiące lekkozbrojnych i 500 jeźdźców, ukrytych w krzakach rosnących między dwoma obozami. O brzasku wysłał następnie ku posterunkom nieprzyjacielskim jeźdźców tak ustawionych, że kiedy cała konnica wraz z wrogim wojskiem włączyła się do walki, zaczęli się stopniowo wycofywać, zachowując szyk, dopóki nie stworzyli przestrzeni, by od tyłu do walki zerwali się ci, których w tym celu wcześniej rozmieszczono. Kiedy to poszło zgodnie z planem, zawrócił ludzi, którzy zdawali się podawać tyły, i wyciął w pień wroga, przerażonego, że znalazł się w środku, a także zniszczył samą konnicę, ponieważ nasza piechota przystąpiła do walki wręcz. Dzięki tej bitwie pozbawił króla ufności, którą pokładał on w oddziałach konnych.
Krassus pod Kantenną, podczas wojny z dezerterami, otoczył wałem dwa obozy w sąsiedztwie obozu nieprzyjacielskiego, następnie – pozostawiwszy w większym obozie namiot wodza dla zmylenia wroga – ruszył nocą wojsko i sam wyprowadził całość swych sił oraz ustawił je u podnóża wspomnianej góry. Z kolei podzielił jazdę i polecił Lucjuszowi Kwincjuszowi, aby część rzucił przeciw Spartakusowi i zaangażował go w udawaną bitwę, a przy pomocy drugiej części sprowokował do walki Galów i Germanów ze stronnictwa Kastusa oraz Kannikusa i po upozorowaniu ucieczki wyprowadził ich tam, gdzie on sam ustawił wcześniej linię bojową. Gdy barbarzyńcy zaczęli ich ścigać, jazda wycofała się na skrzydła i niespodziewanie ukazali się żołnierze z rzymskiego szyku, którzy ruszyli z krzykiem. Liwiusz przekazuje, że w tej bitwie poległo 35 tysięcy zbrojnych wraz z wodzami, odzyskano pięć rzymskich orłów, znaków 20 i sześć oraz liczne łupy, wśród których znalazło się pięć rózg z siekierami.
Gajusz Kassjusz w Syrii w walce z Partami i wodzem Osacesem pokazał na czele jazdę, podczas gdy na tyłach ukrył w pagórkowatym terenie piechotę. Potem, gdy konnica zaczęła ustępować i wycofała się znanymi sobie drogami, powiódł do przygotowanych zasadzek wojsko Partów i wybił je w pień.
Kiedy Wentydiusz wprawdzie powstrzymał swoich, sztucznie wzbudzając w żołnierzach strach, ale sprowokował Partów i Labiena, uskrzydlonych szczęściem z powodu odniesionych zwycięstw, i zwabiwszy ich w miejsca niedogodne, zaatakował podstępnie oraz zadał im takie straty, że Partowie odstąpili od Labiena i wycofali się z prowincji.
Kiedy ten sam w walkach z Partami Farnastanesa miał do dyspozycji skromną liczbę żołnierzy, widział jednak, iż tamci nabrali wiary z powodu ogromu swych sił, ustawił z boku obozu, w niewidocznej dolinie, 18 kohort, przy czym konnicę umieścił za piechotą. Przeciw wrogom pchnął niewielu tylko żołnierzy: ci, pozorując ucieczkę, powiedli nieprzyjaciela, który bezładnie ich ścigał, poza miejsce rozlokowania pułapek, a kiedy na flance pojawiła się linia bojowa, pozabijał uciekających na łeb, na szyję, wśród nich zaś także Farnastanesa.
Gajusz Cezar, ponieważ jego własny obóz i obóz Afraniusza zajmowały położone naprzeciw siebie równiny, a obie strony były żywotnie zainteresowane obsadzeniem pobliskich szczytów, choć okazało się to trudne ze względu na skalne stromizny, ustawił szyk tak, jakby zamierzał powrócić do Ilerdy, a brak środków jeszcze owo postanowienie uwiarygodnił. Następnie w ciągu bardzo krótkiego czasu skręcił niespodziewanie, dokonawszy nieznacznego obejścia, by obsadzić wierzchołki. Afranianie przerazili się tym widokiem, jak gdyby ich obóz już został zajęty, i sami w bezładnym biegu dążyli ku tymże wzniesieniom, a ponieważ Cezar z góry przewidział, co się stanie, zaatakował nieuszykowanych częściowo przy pomocy piechoty, którą wysłał wcześniej, częściowo zaś jazdy podesłanej od tyłu.
Kiedy Antoniusz opodal Rynku Galów spostrzegł, że nadciąga konsul Pansa, rozstawiwszy zasadzki po zalesionych okolicach przy Drodze Emiliańskiej, dopadł jego oddział i rozgromił go, a jemu samemu zadał tak ciężką ranę, iż ten zmarł w ciągu kilku dni.
Król Juba w Afryce w czasie wojny domowej upozorował odwrót, czym wprawił Kuriona w daremną ekscytację. Kurion, zmylony płonną nadzieją, zaczął pościg za rzekomo uciekającym Sabborą, prefektem króla, i dotarł na otwarte równiny, gdzie otoczyła go jazda Numidów; tam, straciwszy wojsko, poległ.
Kiedy Melantus, wódz Ateńczyków, wyzwany przez nieprzyjacielskiego króla, Beotę Ksantusa, przystąpił do walki, jak tylko stanął z nim twarzą w twarz, rzecze: „Ksantusie, postępujesz niegodziwie, a także wbrew układom! Wyszedłeś oto w pole przeciw mnie jednemu z pomocą kogoś innego”. Gdy król obejrzał się za siebie, zdziwiony, któż miałby mu towarzyszyć, ten jednym trafieniem powalił odwróconego.
Kiedy Ateńczyk Ifikrates dowiedział się na Chersonezie, że wódz Lacedemończyków Anaksybius ciągnie z wojskiem drogą lądową, wyładował z okrętów i rozmieścił w zasadzkach najsilniejszy oddział piechoty, a okręty – obsadzone rzekomo wszystkimi siłami – miały rozkaz jawnie przepływać obok. Tak oto Lacedemończycy poczuli się bezpiecznie i niczego się nie spodziewali, więc podczas marszu zaatakował ich na tyłach, przycisnął, a następnie rozbił.
Kiedy Liburnowie obsadzili mielizny, wystawiwszy z wody tylko głowy, wzbudzili w nieprzyjacielu wiarę, że morze jest głębokie, i tak przechwycili trójrzędowiec, który ścigając ich, ugrzązł na mieliźnie.
Kiedy Alcybiades, wódz Ateńczyków, zgromadził nad Hellespontem przeciw Mindarusowi, dowódcy Lacedemończyków, większe wojsko i liczniejszą flotę niż tamten, wysadził nocą na ląd niektórych swoich żołnierzy, a część floty ukrył za jakimiś cyplami, sam zaś z niewieloma ludźmi podszedł tak blisko, że zachęcił wroga do zlekceważenia go, po czym uciekał przed pościgiem, dopóki nie wciągnął nieprzyjaciela w przygotowaną zawczasu zasadzkę. Następnie, kiedy wróg schodził na ląd i znalazł się na tyłach, rozgromił go przy pomocy żołnierzy, których dla wypełnienia tej właśnie misji wysadził wcześniej.
Ten sam, mając stoczyć bitwę morską, wzniósł kilka słupów na cyplu i zalecił ludziom, których tam pozostawił, by rozpięli żagle, gdy zauważą, że doszło do bitwy. Dzięki temu sprawił, iż wrogowie zawrócili, sądząc, iż pośpieszyła mu na pomoc jakaś inna flota.
Kiedy Rodyjczyk Memnon podczas bitwy morskiej dysponował flotą dwustu okrętów i chciał skłonić do walki nieprzyjacielskie okręty, ustawił swoich w taki sposób, że podniósł maszty tylko na kilku okrętach, i nakazał im ruszać jako pierwszym. Nieprzyjaciele dostrzegli z daleka tę ilość masztów i wnioskując po nich o liczbie okrętów, wystąpili do walki, po czym zostali zaatakowani i pokonani przez liczniejszych.
Kiedy Tymoteusz, wódz Ateńczyków, sposobił się do bitwy morskiej z Lacedemończykami, a ich uszykowana flota właśnie zbliżyła się, aby stoczyć bitwę, wysłał przodem dwadzieścia najszybszych okrętów, które miały za zadanie zwodzić wroga wszelkimi sztuczkami, dokonując zwrotów w różne strony. Gdy tylko dostrzegł, że przeciwna strona porusza się mniej żwawo, zbliżywszy się, łatwo pokonał wyczerpanych.
o poniechaniu wroga, aby – otoczony – w desperacji nie podjął bitwy na nowo
Senat zadecydował, że Galów po tej bitwie, jaką stoczono pod dowództwem Kamillusa, skoro wymagali, by dostarczyć im statki, na których mogliby przepłynąć Tyber, należy przetransportować, a ponadto zaopatrzyć w prowiant.
Później ludziom tej samej nacji, kiedy uciekali przez Pole Pomptyńskie, udostępniono drogę, którą zwie się Galijską.
Tytus Marcjusz, ekwita rzymski, któremu armia przekazała najwyższe dowództwo po śmierci obydwu Scypionów, kiedy oskrzydleni przez niego Punijczycy walczyli tym zacieklej, by nie polec bez pomsty, po rozciągnięciu manipułów w celu stworzenia przestrzeni na ucieczkę wyciął w pień rozproszonych, bez narażania swoich żołnierzy na niebezpieczeństwo.
Gajusz Cezar rozkazał wypuścić okrążonych i przez to w szalonej desperacji dzielniej walczących Germanów, a zaatakował ich, gdy uciekali.
Hannibal, ponieważ zamknięci nad Trazymennem Rzymianie stawiali zaciekły opór, rozwinął oddziały, dając tamtym możliwość ucieczki, a następnie rozgromił uchodzących bez rozlewu krwi swoich żołnierzy.
Antygon, król Macedończyków, dał możliwość ucieczki Etolom, którzy na skutek jego działań znaleźli się w oblężeniu, cierpieli głód i postanowili, że wspólnie zginą, organizując wypad, a kiedy dzięki temu ich zapał nieco osłabł, urządził za uciekającymi pościg i wyciął ich w pień.
Kiedy Lacedemończyk Agesilaus walczył z Tebanami, już podczas zbrojnego starcia zorientował się, że zamknięci z powodu ukształtowania terenu wrogowie walczą pełni determinacji tym odważniej, dlatego rozciągnąwszy oddziały swoich i otworzywszy Tebanom drogę umożliwiającą wydostanie się, ponownie ścieśnił linię bitewną, kiedy zaczęli się wycofywać, i urządził uciekającym rzeź bez ofiar wśród własnych ludzi.
Kiedy konsul Gnejusz Manliusz, powracając z bitwy, natrafił na zajęty przez Etrusków obóz Rzymian, otoczywszy wszystkie bramy posterunkami, doprowadził nieprzyjaciół, którzy znaleźli się w zamknięciu, do tak szalonej wściekłości, że sam padł w walce. Gdy spostrzegli to jego posłowie, umożliwili Etruskom wyjście po wycofaniu straży sprzed jednej z bram, a następnie zaczęli ścigać wybiegających i zabili ich, kiedy nadbiegł drugi konsul, Fabiusz.
Temistokles po zwycięstwie nad Kserksesem, kiedy jego ludzie chcieli zniszczyć most, zabronił, wyjaśniając, że korzystniej wypędzić króla z Europy, niż zmuszać do walki w szalonej desperacji. On też wysłał do władcy kogoś, kto miał mu oświadczyć, w jakim znajdzie się niebezpieczeństwie, jeśli będzie zwlekał z ucieczką.
Kiedy Pyrrus, król Epirotów, zdobył jakieś miasto i spostrzegł, że ci, którzy zostali otoczeni, pozamykali bramy i odważnie się biją, bo znaleźli się w ostatecznej potrzebie, dał im miejsce na ucieczkę.
Ten sam wśród wielu wskazówek dotyczących strategii przekazał pamięci potomnych, że nie należy uporczywie nastawać na uciekającego wroga, nie tylko dlatego, żeby zmuszony koniecznością nie stawiał z tego powodu silniejszego oporu, lecz aby i później łatwiej ustępował z uszykowanym jeszcze wojskiem, skoro będzie wiedział, że zwycięzcy nie zechcą ścigać uciekających aż do zgotowania im zagłady.
o maskowaniu niepowodzeń
Tullus Hostyliusz, król Rzymian, toczył bitwę z Wejentami, kiedy Albańczycy opuścili rzymskie wojsko i udali się na pobliskie wzgórza, a postępek ten zachwiał duchem bojowym naszych, dlatego oznajmił on wszem i wobec, że Albańczycy postąpili tak z jego rozkazu, aby okrążyć nieprzyjaciół. To obudziło w Wejentach obawy i przywróciło wiarę Rzymianom, zatem dzięki takiemu podstępowi odbudował upadającą sprawę.
Lucjusz Sulla, ponieważ jego prefekt, kiedy już rozpoczęła się bitwa, zbiegł do wroga wraz z niemałym oddziałem jazdy, oznajmił, iż stało się to z jego rozkazu. Tym argumentem nie tylko zapobiegł załamaniu się ducha żołnierzy, lecz umocnił ich też pewnego rodzaju nadzieją korzyści, która miała iść za tym podstępem.
Ten sam, kiedy wysłane przez niego jego własne oddziały pomocnicze zostały otoczone i wymordowane, przestraszył się, by z powodu tej straty całej armii nie obezwładnił paraliżujący strach, obwieścił więc, iż podstępem wyprowadził oddziały pomocnicze w niedogodne miejsca, bo spiskując, dążyły do przejścia na stronę wroga. Tak oto najzupełniej oczywistą klęskę przesłonił pozorem zemsty i wzmocnił tym przekonywującym wytłumaczeniem żołnierskiego ducha.
Scypion, ponieważ posłowie Syfaksa oznajmili mu w imieniu swego króla, by nie przeprawiał się z Sycylii do Afryki powodowany ufnością w zawarty z nim sojusz, zaczął się obawiać, ażeby morale jego ludzi nie załamało się, gdyby nadzieje na sojusz z obcymi okazały się płonne, szybko odesłał więc posłów i rozpuścił plotkę, jakoby został wezwany z inicjatywy Syfaksa.
Kiedy Kwintus Sertoriusz potykał się w jakiejś bitwie, a pewien barbarzyńca rzucił mu, że Hirtulejusz zginął, przeszył go sztyletem, aby ta wiadomość nie doszła do innych i z tego powodu morale jego ludzi nie uległo osłabieniu.
Kiedy Ateńczyk Alcybiades znalazł się w opresji podczas bitwy z Abydeńczykami i nagle dostrzegł, że szybkim biegiem zbliża się zafrasowany posłaniec, zakazał mu w obecności innych mówić, z czym przybył. Dowiedziawszy się następnie w tajemnicy, że jego flotę oblega królewski satrapa Farnabazus, zakończył bitwę, lecz zataił to i przez wrogami, i przed swoimi żołnierzami, po czym natychmiast poprowadził wojsko, aby wyrwać flotę z okrążenia, i wspomógł swoich.
Hannibala maszerującego na Italię odstąpiło trzy tysiące Karpetanów. Aby reszta nie poszła za tym przykładem, wydał obwieszczenie, że sam ich odprawił, a chcąc ponadto wzbudzić zaufanie do tej wersji, odesłał do domu garstkę tych, których służba była mało warta.
Kiedy Lucjusz Lukullus spostrzegł, że macedońscy jeźdźcy, jakich miał w siłach pomocniczych, nagle i jednomyślnie przechodzą na stronę wroga, rozkazał dąć w trąby i posłał w pościgu za nimi konne oddziały. Nieprzyjaciel uznał, że właśnie zaczyna się bitwa i przywitał zbiegów pociskami. Macedończycy, widząc, że nie zostaną przyjęci przez przeciwników, a naciskają ich ci, których opuścili, z konieczności zwrócili szyk ku właściwej bitwie i ruszyli na przeciwnika.
Kiedy dowódca Persów Datames, walcząc w Kappadocji z Autofradatesem, dowiedział się, że część jego jeźdźców zbiegła, rozkazał, by cała reszta podążała za nim, po czym doścignąwszy uciekinierów, pochwalił ich, że tak szybko go wyprzedzili, a ponadto wezwał, by dzielnie uderzyli na wroga. Poczucie wstydu zrodziło w zbiegach skruchę, toteż zmienili swe zamiary, sądząc, iż rzecz nie wyjdzie na jaw.
Konsul Tytus Kwincjusz Kapitoliński, gdy Rzymianie zaczęli się wycofywać, skłamał, że na drugim skrzydle wrogowie uciekli, i tak, umocniwszy swoich, odniósł zwycięstwo.
Gnejusz Manliusz w walkach z Etruskami, kiedy raniono jego kolegę Marka Fabiusza, który dowodził na lewym skrzydle, a ta część szyków zaczęła ustępować także i dlatego, że żołnierze uwierzyli w śmierć konsula, podjechał z oddziałami konnych, wołając, że i kolega żyje, i on sam zwyciężył na prawej flance. Dzięki takiej stanowczości odniósł zwycięstwo, gdyż na nowo wlał odwagę w serca swoich.
Mariusz podczas walk z Cymbrami i Teutonami, ponieważ jego mierniczowie przez nierozwagę tak wyznaczyli miejsce na obóz, że to wrogowie zawładnęli dostępem do wody, gdy jego żołnierze domagali się jej, powiedział, wskazując palcem nieprzyjaciół: „Trzeba się jej domagać stamtąd”. Taką zachętą sprawił, że barbarzyńców rozniesiono natychmiast.
Kiedy Tytus Labienus po bitwie farsalskiej, gdzie pokonano jego zwolenników, schronił się w Dyrrachium, mieszał prawdę z fantazjami, a choć nie ukrywał wyniku bitwy, zmyślał, że z powodu ciężkiej rany odniesionej przez Cezara los stron pozostawał nierozstrzygnięty, toteż dzięki tej bajeczce przywrócił wiarę ocalałym pompejańczykom.
Kiedy Marek Katon na jednym czółnie nierozważnie zawinął do Ambracji w tym właśnie czasie, gdy sprzymierzoną flotę oblegali Etolowie, chociaż nie miał ze sobą żadnej straży, zaczął dawać znaki głosem i gestami, aby powstało wrażenie, że wzywa śpieszące mu w sukurs okręty. Tą stanowczością przeraził nieprzyjaciela, jak gdyby rzeczywiście już zbliżali się ci, których rzekomo przywoływał z bardzo bliskiej odległości. Etolowie zrezygnowali więc z oblężenia, aby nie zablokowała ich nadpływająca rzymska flota.
o przywróceniu ustawienia szyku bitewnego dzięki wytrwałości
Serwiusz Tulliusz, jeszcze młodzieniec, w bitwie, w której król Tarkwiniusz starł się z Sabinami, ponieważ chorążowie walczyli nieco opieszale, pochwycił znak i cisnął go w stronę nieprzyjaciela. W celu odzyskania go Rzymianie stoczyli tak zażarty bój, że i odbili znak, i odnieśli zwycięstwo.
Konsul Furiusz Agryppa, kiedy jedna flanka zaczęła ustępować, cisnął w kierunku nieprzyjacielskich Herników i Ekwów znak wyrwany chorążemu. To sprawiło, że jego bitwa została wznowiona, bowiem Rzymianie z największą gorliwością uderzyli, by znak odzyskać.
Konsul Tytus Kwincjusz Kapitoliński rzucił wrogim Faliskom znak i rozkazał żołnierzom go odzyskać.
Marek Furiusz Kamillus, trybun wojskowy posiadający władzę konsularną, jako że wojsko zachowywało się opieszale, objął ręką chorążego, po czym pociągnął go w stronę wrogich Wolsków i Latynów. Zawstydził tym pozostałych, że nie podążają za nimi.
Tak samo postąpił również Salwiusz Pelignijczyk na wojnie z Perseuszem.
Marek Furiusz, gdy żołnierze podali tyły, zabiegł im drogę i oświadczył, iż nie wpuści ponownie do obozu nikogo, kto nie okaże się zwycięzcą. Gdy wrócili do linii bitewnej, odniósł zwycięstwo.
Kiedy Scypion pod Numancją ujrzał, że jego wojsko podaje tyły, oznajmił, że każdy, kto zawróci do obozu, będzie uważany przezeń za wroga.
Kiedy dyktator Serwiliusz Pryskus wydał rozkaz, by ponieść znaki legionów przeciw nieprzyjacielskim Faliskom, nakazał zabić chorążego, który zwlekał. Pozostali, przerażeni tym przykładem, ruszyli na wroga.
Dowódca jazdy Kossus Korneliusz postąpił tak samo, walcząc z Fidenatami.
Tarkwiniusz opieszale walczącym z Sabinami jeźdźcom wydał rozkaz przełamania szyków wroga poprzez popuszczenie cugli i zacięcie koni.
Konsul Marek Atyliusz podczas wojny samnickiej stanął ze swoimi ludźmi w szyku bojowym naprzeciw żołnierzy, którzy uciekali z linii bitewnej do obozu, i oświadczył, że będą bić się z nim i prawymi obywatelami, chyba że woleliby jednak walczyć z wrogiem. Dzięki temu argumentowi zawrócił wszystkich do szyku.
Lucjusz Sulla, kiedy legiony już, już cofały się przed mitrydatejskim wojskiem dowodzonym przez Archelausa, z dobytym mieczem pośpieszył do pierwszej linii i zwracając się do żołnierzy, powiedział, że gdyby ktoś zapytał, gdzie pozostawili naczelnego wodza, mają odpowiedzieć, że w Beocji – kiedy walczył. Zawstydzeni tą sytuacją, wszyscy podążyli za nim.
Boski Juliusz pod Mundą, kiedy jego żołnierze cofnęli krok, rozkazał zabrać sprzed ich oczu swego konia i pośpiesznie skierował kroki ku pierwszej linii. Żołnierze, zawstydzeni, że opuszczają naczelnego wodza, wznowili bitwę.
Filip, pełen obaw, czy jego żołnierze wytrzymają atak Scytów, ustawił na tyłach najbardziej zaufanych jeźdźców z zaleceniem, by nie pozwolili żadnemu z towarzyszy porzucić linii bitewnej i zabijali uporczywie próbujących uciekać. Ponieważ tym obwieszczeniem sprawił, że nawet najbardziej strachliwi woleli polec z ręki wroga niż swoich, odniósł zwycięstwo.
jeśli rzecz pójdzie pomyślnie – o zakończeniu pozostałych etapów wojny
Gajusz Mariusz po zwycięstwie, jakie odniósł w bitwie z Teutonami, ponieważ nastała noc, rozlokował się wokół ocalałych, a kiedy za sprawą kilku jego ludzi co jakiś czas podnosił się krzyk, zastraszył i powstrzymał czuwającego nieprzyjaciela. Dzięki temu sprawił, że następnego dnia łatwiej ostatecznie pobił wroga, który nie zaznał odpoczynku.
Klaudiusz Neron, zwyciężywszy Punijczyków, których wcześniej dopadł, jak przechodzili pod wodzą Hazdrubala z Hiszpanii do Italii, rzucił głowę Hazdrubala do obozu Hannibala, co sprawiło, że i Hannibala złamał ból, i wojsko zdjęła przejmująca rozpacz z powodu zbliżającej się bitwy.
Lucjusz Sulla tym, których oblegano w Preneste, pokazał zatknięte na włócznie głowy wodzów poległych w bitwie i tak przełamał zaciętość trwających w uporze.
Arminiusz, wódz Germanów, nakazał podsunąć ku nieprzyjacielskim obwarowaniom podobnie nabite głowy tych, których zabił.
Domicjusz Korbulon w czasie oblężenia Tygranocertów, kiedy zdawało się, że Armeńczycy wytrwale zniosą oblężenie, stracił Wadanda, jednego z zauszników, których wcześniej ujął, po czym posłał jego głowę, wystrzeloną z balisty, w obręb nieprzyjacielskich obwarowań. Ta przypadkowo spadła dokładnie w sam środek pomiędzy barbarzyńców, którzy właśnie odbywali naradę. Jej widok sparaliżował ich niczym omen i rychło się poddali.
Syrakuzańczyk Hermokrates, odniósłszy zwycięstwo w bitwie nad Kartagińczykami, obawiał się, że jeńcy, których ogromną liczbę zagarnął, będą niedbale pilnowani, bo wynik walki mógł sprawić, iż zwycięzcy zatracą się w ucztach i poczuciu zbytniej pewności siebie, dlatego zmyślił, że najbliższej nocy nadciągnie jazda nieprzyjacielska. Wskutek oczekiwania na nią sprawił, iż straż pełniono staranniej niż zwykle.
Ten sam, kiedy sprawy szły pomyślnie i z tej racji jego ludzie, zmorzeni pijackim snem, popadli w zbytnią pewność siebie, wysłał do nieprzyjacielskiego obozu uciekiniera, który miał przestrzec ich przed ucieczką, bo Syrakuzańczycy wszędzie porozstawiali zasadzki. Z obawy przed owymi zasadzkami wrogowie pozostali więc w obrębie obozu. Następnego dnia, kiedy jego ludzie już wytrzeźwieli, Hermokrates przekazał im nieprzyjaciół, których tymczasem zatrzymał, i zakończył wojnę.
Kiedy Miltiades rozgromił pod Maratonem niezliczone mrowie Persów, zmusił Ateńczyków, którzy mitrężyli czas na winszowaniu sobie zwycięstwa, aby pośpieszyli się z zapewnieniem wsparcia miastu, do którego zbliżała się flota Persów. I gdy pojawił się jako pierwszy, a przy tym napełnił mury zbrojnymi, Persowie uznali, że liczba Ateńczyków jest ogromna, bo inny żołnierz walczył pod Maratonem, inny zaś stoi teraz naprzeciw nich na murach, więc bezzwłocznie obróciwszy okręty, powrócili do Azji.
Kiedy Ateńczyk Pizystrat przechwycił okręty Megarejczyków, na których zbliżyli się nocą do Eleuzis, aby porwać zajęte świętem Cerery ateńskie kobiety, nastąpiła krwawa rzeź; i tak pomścił swoich, a te okręty, które przejął, obsadził ateńskimi żołnierzami, umieściwszy na widoku kilka matron w szatach branek. Megarejczycy dali się zwieść owym pozorom, po czym tak, jakby z powrotem przypływali ich ludzie, i to po odniesieniu zwycięstwa, wyszli im tłumnie naprzeciw, a nie mając żadnego uzbrojenia, ponownie zostali pokonani.
Cymon, wódz Ateńczyków, po odniesieniu zwycięstwa nad flotą Persów niedaleko wyspy Cypr wyposażył swoich żołnierzy w broń jeńców i na tych samych okrętach barbarzyńców popłynął w kierunku nieprzyjaciela do Pamfilii, ku ujściu rzeki Eurymedont. Persowie, rozpoznawszy okręty i wygląd ludzi na nich stojących, nie zachowali ostrożności, przeto zaatakowani niespodzianie zostali zwyciężeni tego samego dnia i w bitwie morskiej, i w bitwie lądowej.
jeśli rzecz pójdzie gorzej – o naprawieniu szkód
Kiedy Tytus Dydiusz starł się w Hiszpanii w niezwykle zażartej walce, której kres położyła noc, a po obu stronach padła wielka liczba zabitych, zatroszczył się, by w ciągu nocy pogrzebać jak najwięcej ciał swoich żołnierzy. Następnego dnia Hiszpanie wyszli spełnić podobny obowiązek, ale ponieważ po przeliczeniu odkryli, że więcej zabitych jest wśród nich niż wśród Rzymian, uznali, że zgodnie z tymi rachubami zostali zwyciężeni, więc przystali na warunki naczelnego wodza.
Tytus Marcjusz, ekwita rzymski, który stanął na czele resztek armii, ponieważ dwa obozy Punijczyków były oddalone od siebie o kilka tysięcy kroków, wezwał żołnierzy i głęboką nocą napadł na ten najbliższy, a ponieważ zaatakował wroga nieuszykowanego, bo dufnego w zwycięstwo, aby nie pozostawić nawet świadka klęski, dał żołnierzom niezwykle krótką chwilę wytchnienia i jeszcze tej samej nocy śpiesznie najechał drugi obóz nieprzyjaciół, wyprzedziwszy wieść o tym, co zaszło. Tak oto dwa razy dokonał podobnego wyczynu i w obu miejscach wygubił Punijczyków, przywracając ludowi rzymskiemu utracone Hiszpanie.
o utrzymaniu lojalności wahających się
Publiusz Waleriusz, obawiając się w Epidaurus wiarołomstwa mieszkańców, ponieważ miał zbyt małą załogę, urządził niedaleko miasta zawody atletyczne. Kiedy dzięki temu niemal cała rzesza mieszkańców wyruszyła, by je obejrzeć, zamknął bramy i nie wcześniej wpuścił Epidauryjczyków, zanim nie przyjął zakładników od pierwszych spośród obywateli.
Ponieważ Gnejusz Pompejusz żywił wobec Chaucenzów podejrzenia i obawiał się, że nie przyjmą garnizonu wojskowego, poprosił ich, by pozwolili chorym na rekonwalescencję u siebie. Wysławszy następnie najsilniejszych ludzi, ale takich, którzy z postawy przypominali niedomagających, zajął miasto i utrzymał je w posiadaniu.
Aleksander po podbiciu i ujarzmieniu Tracji skierował się ku Azji, obawiał się jednak, by po odejściu jego samego mieszkańcy nie chwycili za broń, dlatego niby dla uhonorowania zabrał ze sobą ich władców, naczelników oraz wszystkich tych, którzy – jak się wydawało – smucili się z powodu utraty wolności, na czele zaś reszty postawił ludzi prostych i plebejuszy. Sprawił, że przywódcy – zobowiązani jego dobrodziejstwami – nie chcieli dokonywać przewrotu, a lud z kolei nawet nie mógł, bo został ogołocony z przywódców.
Antypater, ujrzawszy wojsko Peloponezyjczyków, którzy na wieść o śmierci Aleksandra zgromadzili się, by podważyć jego zwierzchnią władzę, nie dał po sobie poznać, iż wie, z jakim zamiarem przybyli, i podziękował, że zjawili się, aby przyjść Aleksandrowi z pomocą przeciw Lacedemończykom, oraz dodał, że napisze o tym do króla; poza tym zachęcił, by oni sami, ponieważ ich pomoc w obecnej sytuacji nie była mu niezbędna, odeszli do domu. Dzięki tym oto zapewnieniom zażegnał niebezpieczeństwo, które groziło w tych nowych okolicznościach.
Kiedy Scypionowi Afrykańskiemu przyprowadzono w Hiszpanii wśród innych branek pannę wyjątkowych kształtów gotową do zamążpójścia, która ściągała na siebie oczy wszystkich, roztoczył nad nią baczną straż i oddał ją narzeczonemu o imieniu Alicjusz. Ponadto przekazał temuż narzeczonemu w ślubnym podarunku złoto, które jej rodzice zdążyli dostarczyć Scypionowi w darze, mając zamiar wykupić brankę. Całe plemię ujęte tą szczodrobliwą szlachetnością przeszło pod władzę ludu rzymskiego.
Także Aleksander Macedoński, jak przekazano, z tak wielką wstrzemięźliwością wystrzegał się pewnej branki, panny o niezwykłej urodzie, ponieważ została przyrzeczona władcy sąsiedniego plemienia, iż nawet na nią nie spojrzał. Kiedy wkrótce odesłano ją narzeczonemu, zjednał sobie dzięki temu dobrodziejstwu serca całego plemienia.
Kiedy Imperator Cezar August Germański podczas tej wojny, na której po rozgromieniu nieprzyjaciela zasłużył na przydomek „Germański”, zakładał fortyfikacje w kraju Kubiów, wydał rozkaz, by uiścić zapłatę za plony zebrane z miejsc objętych przez niego obwałowaniem. I tak, dzięki rozgłosowi, jaki zyskała jego sprawiedliwość, zobowiązał do wierności wszystkich.
co należy poczynić w obronie obozu, jeśli nie mamy dość zaufania do obecnych sił
Konsul Tytus Kwincjusz, kiedy Wolskowie szykowali się do ataku na jego obóz, trzymał w pogotowiu tylko kohortę, natomiast resztę wojska odesłał na odpoczynek, a trębaczom zalecił, by dosiadłszy koni, krążyli wokół obwarowań i grali. Ponieważ tym widokiem i odpędzał, i powstrzymywał nieprzyjaciół przez całą noc, o wschodzie słońca, zorganizowawszy błyskawiczną wycieczkę, bez trudu pokonał zmęczonych czuwaniem.
Kwintus Sertoriusz w Hiszpanii, wcale nie dorównując siłami konnicy wrogów, którzy ze zbytnią pewnością siebie podchodzili pod same obwarowania, wydrążył nocą podkopy i rozciągnął przed nimi szyk bitewny. Kiedy następnie zgodnie ze zwyczajem nadjechali jeźdźcy, wycofał ów szyk, a oni w pościgu powpadali do rowów i w taki to sposób zostali zwyciężeni.
Kiedy Chares, wódz Ateńczyków, oczekiwał na oddziały pomocnicze i bał się, by wrogowie nie przystąpili w tym czasie do oblężenia obozu, lekceważąc szczupły stan jego obecnej armii, wydał rozkaz, aby wielu z tych, których miał, wyszło w nocy po przeciwnej stronie i powróciło do obozu tamtędy, gdzie przede wszystkim mógłby ich dostrzec wróg, dzięki czemu stworzą wrażenie, że doszły nowe siły. I tak oto zabezpieczał się, udając obecność oddziałów pomocniczych, dopóki nie został dozbrojony przez tych, których oczekiwał.
Kiedy Ateńczyk Ifikrates rozbił obóz na równinnym terenie, a zasięgnął informacji od zwiadowców, że Trakowie, by złupić obóz, zamierzają wyruszyć nocą ze wzgórz, z których prowadziło tylko jedno zejście, potajemnie wyprowadził wojsko i podzieliwszy je, rozmieścił po obu stronach drogi, którą planowali przechodzić Trakowie. I tak z obu flank przypuścił atak na nieprzyjaciela, jak zbiegał z góry ku obozowi, gdzie staraniem paru osób rozpalono wielkie ogniska, sprawiające wrażenie, że przebywa tam mnóstwo ludzi, po czym go pokonał.
o wycofywaniu się
Galowie, zamierzając stoczyć walkę z Attalusem, całe złoto i srebro powierzyli zaufanym strażnikom, którzy mieli je porozdzielać, jeśli oni zostaną rozgromieni w walce, dzięki czemu łatwiej umkną nieprzyjacielowi zajętemu gromadzeniem łupów.
Kiedy Tryfon, król Syrii, został pokonany, podczas ucieczki po całej drodze rozrzucał pieniądze, dzięki czemu uszedł jeźdźcom Antiocha, którzy zwlekali, tropiąc je zawzięcie.
Kwintus Sertoriusz, pobity w starciu zbrojnym przez Kwintusa Metellusa Piusa, sądząc, że ucieczka nie jest dla niego bezpiecznym wyjściem, rozkazał żołnierzom wycofać się w rozproszeniu, napomniawszy ich, by zgromadzili się w miejscu, w jakim chciał.
Wiriatus, wódz Luzytanów, uszedł naszym siłom oraz ominął niedogodności terenu dzięki temu samemu rozwiązaniu, jakie zastosował Sertoriusz: najpierw rozpraszając wojsko, a następnie ponownie je gromadząc.
Horacjusz Kokles, kiedy wojsko Porsenny naciskało, rozkazał swoim wycofywać się do miasta po moście, a następnie go zniszczyć, aby wróg nie mógł ich doścignąć. Gdy to się działo, on sam jako obrońca przyczółku zatrzymał ścigających. Następnie, usłyszawszy trzask walącego się mostu, rzucił się w nurt i przepłynął rzekę, obciążony uzbrojeniem i wielokrotnie raniony.
Afraniusz rozbił w Hiszpanii obóz pod Ilerdą, kiedy uszedł nastającemu na niego Cezarowi. Gdy zatem Cezar uczynił to samo i rozesłał swoich w poszukiwaniu prowiantu, ów nagle dał sygnał do drogi.
Kiedy Antoniusz wycofywał wojsko z kraju Partów, którzy mu zagrażali, a ilekroć ruszał o pierwszym brzasku, tylekroć odchodzący oddział barbarzyńcy nękali gradem strzał, powstrzymał swoich do godziny piątej, pozwalając wierzyć, że rozbił stałe obozowisko. Przekonani tym Partowie wycofali się stamtąd, a wtedy on bezzwłocznie podjął regularny marsz, który trwał przez pozostałą część dnia.
Kiedy Filip, uległszy w Epirze, nie chciał, by Rzymianie ścigali go podczas odwrotu, uzyskał rozejm, by pochować poległych, a ponieważ dzięki temu straże się wycofały – uszedł.
Kiedy Publiusz Klaudiusz, pokonany przez Punijczyków w bitwie morskiej, musiał się przebić przez posterunki wroga, wydał rozkaz, by przyozdobić dwadzieścia ocalałych okrętów niczym okręty zwycięskie, i tak oto, wzbudziwszy respekt, wydostał się, gdyż Punijczycy sądzili, że nasi byli w bitwie górą.
Punijczycy, rozgromieni przez flotę, starali się zawrócić zagrażającego im Rzymianina, udali więc, że ich okręty osiadły na mieliźnie, a dzięki naśladowaniu, że ugrzęzły, sprawili, iż zwycięzca, obawiając się ich losu, pozostawił przestrzeń do wymknięcia się.
Kiedy Kommiusz Atrabata, pokonany przez boskiego Juliusza, uciekał z Galii do Brytanii, zdarzyło się, że dotarł do Oceanu, gdy wiatry wprawdzie wiały pomyślne, ale trwał odpływ, więc choć okręty tkwiły na suchym brzegu, rozkazał mimo to rozpościerać żagle. Toteż gdy ścigający go Cezar ujrzał je z oddali wydęte i wypełnione powiewem, uznawszy, że tamten wymknął mu się pomyślnym kursem, odstąpił.
KSIĘGA TRZECIA
O ile poprzednie księgi odpowiadały swym tytułom i przywiodły uwagę Czytelnika aż do tego miejsca, teraz przedstawię podstępy wojenne [στρατηγήματα [strategémata]] dotyczące oblężeń i obrony miast, (nie zmitrężę czasu na jakąś przedmowę), a najpierw przekażę to, co okazuje się przydatne oblężonym miastom, następnie to, co może posłużyć za wskazówki dla oblężonych. Pominąwszy zaś prace oblężnicze i machiny, których wynajdywanie dawno już osiągnęło kres, a nie dostrzegam żadnego dodatkowego potencjału w tych sztukach, wyodrębniliśmy następujące rodzaje podstępów wojennych związanych ze szturmowaniem: [podpunkty 1-11]. [Oraz] przeciwnie – dotyczące zabezpieczenia oblężonych: [podpunkty 12-18]
- o nagłym ataku
- o oszukiwaniu tych, którzy będą oblegani
- o nakłanianiu do zdrady
- za pomocą czego można sprawić, że wróg odczuje braki
- jak można przekonać, że oblężenie będzie kontynuowane
- o odwracaniu uwagi nieprzyjacielskich posterunków
- o zmianie biegu rzek i pozbawianiu dostępu do wody
- o napędzaniu oblężonym strachu
- o wpadaniu z innej strony, niż będą nas oczekiwać
- o rozmieszczeniu zasadzek, w które wpadną oblężeni
- o pozorowaniu odwrotu
- o wzbudzaniu troski o swoich
- o wysyłaniu i odbieraniu wiadomości
- o wprowadzaniu oddziałów pomocniczych i dostarczaniu zaopatrzenia
- jak sprawić wrażenie, że to, czego brak, występuje w nadmiarze
- jak przeciwdziałać zdrajcom i uciekinierom
- o wycieczkach
- o determinacji oblężonych
o nagłym ataku
Kiedy konsul Tytus Kwincjusz po zwycięskiej bitwie z Ekwami i Wolskami postanowił oblegać miasto Ancjum, zwoławszy wojsko na wiec, wyłuszczył, jak bardzo to konieczne i łatwe, o ile tylko nie będzie odwlekane. I zaatakował miasto z tym samym zapałem, jaką ta zachęta wzbudziła.
Marek Katon w Hiszpanii spostrzegł, że może zawładnąć pewnym miastem, jeśli zaatakuje ludzi, którzy niczego się nie spodziewają. Dlatego czterodniową drogę przez pełne stromizn i opuszczone okolice przemierzył w dwa dni, po czym zmiażdżył wroga, który niczego takiego się nie obawiał. Swoim zwycięskim żołnierzom, pytającym o przyczynę tak łatwego sukcesu, odparł, że zapewnili sobie zwycięstwo wtedy, gdy czterodniową drogę skrócili do dni dwóch.
o oszukiwaniu tych, którzy będą oblegani
Kiedy Domicjusz Kalwinus oblegał Luerię, miasto Ligurów zabezpieczone nie tylko dzięki położeniu i zasobom, ale także skuteczności obrońców, postanowił, że ze wszystkimi oddziałami będzie nieustannie obchodził mury, a następnie wycofywał żołnierzy do obozu. Oswajał mieszkańców z tym zwyczajem, by uwierzyli, że Rzymianin postępuje tak dla ćwiczeń, i przestali się mieć na baczności przed jego próbami, a wówczas owo zwyczajowe okrążanie rozwinął w nagły atak i zająwszy mury, wymógł na mieszkańcach, że sami się poddali.
Konsul Gajusz Duelliusz, nieustannie ćwiczył żołnierzy i wioślarzy, czym sprawił, że kiedy nagle podpłynął z flotą – a Kartagińczycy czuli się bezpiecznie, bo nawyk konsula aż do tego czasu wydawał im się niewinny – zajął mury.
Hannibal zajął w Italii wiele miast, gdyż wysyłał przodem w przebraniu Rzymian jakichś swoich ludzi, którzy z racji długotrwałego udziału w wojnie mówili też po łacinie.
Arkadyjczycy oblegający fort Messeńczyków sporządzili jakieś uzbrojenie na podobieństwo tego, jakim posługiwał się wróg, a w czasie, kiedy odkryli, że inny garnizon miał zastąpić poprzedni, przywdziali rynsztunek tych, których oczekiwano, i dzięki tej pomyłce zostali przyjęci jako sprzymierzeńcy, toteż objęli to miejsce w posiadanie, urządzając rzeź wrogów.
Cymon, wódz Ateńczyków, zasadził się w Karii na pewne miasto i niespodziewanie podpalił nocą świątynię Diany, miejsce kultu mieszkańców, oraz gaj, który znajdował się poza murami. Kiedy obywatele miasta wypadli, śpiesząc z pomocą przeciw płomieniom, zajął miasto opróżnione z obrońców.
Kiedy Alcybiades, wódz Ateńczyków, oblegał wspaniale ufortyfikowane miasto Agrygentyńczyków, poprosił ich na naradę i długo rozwodził się w teatrze – gdzie, zgodnie ze zwyczajem Greków, udostępniano miejsce na narady – o sprawach dotyczących jakoby dobra wspólnego. I w czasie, kiedy pod pozorem narady zatrzymywał tłum, Ateńczycy, uprzednio przezeń na to przygotowani, zajęli niestrzeżone miasto.
Tebańczyk Epaminondas w Arkadii, kiedy w świątecznym dniu kobiety wroga przechadzały się tłumnie poza murami miasta, wmieszał pośród nich wielu swoich żołnierzy poprzebieranych w kobiece szaty. Dzięki tej charakteryzacji wpuszczeni o zmroku za bramy zajęli miasto i otwarli je dla swoich.
Lacedemończyk Arystyp w uroczystym dniu, kiedy Tegeaci tłumnie wyruszyli z miasta, aby celebrować święto Minerwy, posłał do Tegei zwierzęta pociągowe objuczone workami na zboże pełnymi plew, a pędzili je żołnierze udający kupców, i dlatego nikt im się nie przyglądał, gdy otworzyli bramy swoim.
Antioch przechwycił w Kappadocji juczne bydło, wyprowadzone, by dźwigać furaż, z fortu Suenda, który oblegał, po czym pozabijał mulników, a w ich szaty poprzebierał żołnierzy, jak gdyby odwożących zboże z powrotem. Wskutek tego podstępu oszukali straże i wkroczyli do fortu, po czym wpuścili żołnierzy Antiocha.
Tebanie, kiedy żadną siłą nie byli w stanie zawładnąć portem Sykiończyków, obsadzili potężny okręt zbrojnymi, a na pokład wyłożyli towar, aby pod pozorem, że są kupcami, wprowadzić w błąd. Następnie, po tej stronie murów najbardziej oddalonej od morza rozlokowali kilku ludzi, po czym paru nieuzbrojonych, którzy zeszli ze statku, miało wpaść na nich i udawać bójkę. Do zażegnania tej sprzeczki wezwano Sykiończyków, a wówczas okręty tebańskie zajęły i pusty port, i miasto.
Etolczyk Tymarchus, zgładziwszy Charmadesa, dowódcę króla Ptolomeusza, odziany na modłę macedońską w płaszcz i hełm zabitego. Wpuszczony dzięki temu podstępowi jako Charmades do portu Saniów zajął miasto.
o nakłanianiu do zdrady
Konsul Papiriusz Kursor pod Tarentem obiecał Milonowi, który obsadził miasto wraz z garnizonem Epirotów, że on sam i ludność pozostaną bezpieczni, jeśli dzięki niemu opanuje miasto. Ten, skuszony takimi obietnicami, nakłonił Tarentyjczyków, aby go wysłali z poselstwem do konsula. Uzyskawszy od niego wszystko to, co zgodnie z umową było obiecane, uśpił czujność mieszkańców i tak oto wydał w ręce Kursora niestrzeżone miasto.
Kiedy Marek Marcellus nakłonił jakiegoś Syrakuzańczyka Sozystrata do zdrady, dowiedział się od niego, że w uroczystym dniu, kiedy Epicydes zamierzał udostępnić wielką ilość wina i jedzenia, straż będzie mniej baczna. Wykorzystawszy więc podstępnie beztroskę i (postępujące za nią w krok) lenistwo, wspiął się na mury, pozabijał strażników i otworzył dla wojska rzymskiego miasto słynące znamienitymi zwycięstwami.
Kiedy Tarkwiniusz Pyszny nie był w stanie zmusić Gabiów do poddania się, posłał do nieprzyjaciół swego syna, Sekstusa Tarkwiniusza, którego wcześniej wychłostano rózgami. Ten, poskarżywszy się na okrucieństwo ojca, przekonał Sabinów, aby zrobili użytek z jego nienawiści do króla, po czym wybrany wodzem na wojnę wydał Gabie ojcu.
Cyrus, król Persów, wysłał do nieprzyjaciół swego towarzysza Zopyrusa, który zaskarbił sobie jego zaufanie, celowo wcześniej okaleczywszy mu twarz. Ponieważ wzbudził on ufność z powodu doznanych krzywd, uwierzono, że jest nieprzejednanym wrogiem Cyrusa, zwłaszcza że to przekonanie umacniał, bo ilekroć walczył w szyku, podchodził do władcy bliżej i miotał w niego pociski, po czym powierzone sobie miasto Babilończyków wydał Cyrusowi.
Filip, odparty od miasta Saniów, przekupiwszy Apollonidesa, ich dowódcę, aby zdradził, przekonał go do zastawienia samego wjazdu do bramy wozem obciążonym kamiennymi ciosami, a potem na dany znak błyskawicznie zaczął ścigać mieszkańców, którzy wpadli w popłoch z powodu zatarasowanych rygli u bramy, i zmiażdżył ich.
Hannibal pod Tarentem – a miasto obsadził garnizon rzymskiego wodza Liwiusza – nauczył pewnego Tarentyjczyka Kononeusa, którego udało mu się nakłonić do zdrady, takiego rodzaju oszustwa, że ów wychodził nocą pod pozorem udawania się na łowy, gdyż nieprzyjaciel rzekomo uniemożliwiał je za dnia. Kiedy wyruszał, oni sami dostarczali mu dziki, które darowywał Liwiuszowi jako niby schwytane. Ponieważ zdarzało się to coraz częściej i dlatego nie poświęcano mu większej uwagi, pewnej nocy Hannibal w grupę jego towarzyszy wmieszał Punijczyków w strojach myśliwych. Obładowani myśliwską zdobyczą, którą nieśli, zostali wpuszczeni przez wartowników, po czym natychmiast ich zaatakowali i pozabijali. Wtedy, wyłamawszy bramy, Hannibal zyskał dostęp wraz z wojskiem, więc zabił wszystkich Rzymian z wyjątkiem tych, którzy zawczasu schronili się do cytadeli.
Kiedy Lizymach, król Macedończyków, oblegał Efezyjczyków, a ci mieli do pomocy herszta piratów, Mandrona, który często cumował w Efezie statki wypełnione łupami, przekupiwszy go, aby zdradził, dołączył najdzielniejszych Macedończyków, którym tamten związał ręce i wprowadził ich do Efezu jako jeńców. Potem oni porwali z cytadeli broń i wydali miasto Lizymachowi.
za pomocą czego można sprawić, że wróg odczuje braki
Fabiusz Maksymus, zniszczywszy pola Kampańczyków, aby całkowicie przestali być pewni siebie podczas oblężenia, wycofał się na czas zasiewów, żeby zboże, jakie im pozostało, mogli przeznaczyć pod zasiew. Kiedy następnie powrócił, zniszczył nowo wzrastające zasiewy i zawładnął ludźmi trawionymi głodem.
Antygon zastosował to samo przeciw Ateńczykom.
Dionizjusz, zdobywszy już wiele miast, gdy chciał zaatakować Regińczyków, którzy posiadali olbrzymie zapasy, udał, że pragnie pokoju, i poprosił ich, by dostarczyli jego wojsku prowiant. Kiedy to uzyskał i zużył zboże mieszkańców, zaatakował miasto pozbawione środków do życia i je pokonał.
Ten sam, jak powiadają, postąpił tak również w walce przeciw Himerejczykom.
Aleksander, zamierzając oblegać Leukadię obfitującą w zapasy żywności, najpierw zajął forty położone przy granicy, pozwoliwszy wszystkim uciec z nich do Leukadii, aby taka masa ludzi tym szybciej wyczerpała środki do życia.
Kiedy Falaris Agrygentyńczyk oblegał na Sycylii jakieś miejsca zabezpieczone obwarowaniami, udał, że zawiera układ, i złożył u tamtejszych mieszkańców zboże, które – jak twierdził – mu pozostało. Następnie zadbał o to, aby pomieszczenia w domach, gdzie je przechowywano, uległy uszkodzeniu i nasiąkły deszczem, a gdy tamtejsi ludzie, pokładając ufność w zmagazynowanych zasobach, przejedli własną pszenicę, przystąpił na początku lata do ataku i przyciśniętych niedostatkiem zmusił do kapitulacji.
jak można przekonać, że oblężenie będzie kontynuowane
Lacedemończyk Klearchus został poinformowany przez zwiadowców, że Trakowie przenieśli w góry wszystko, co niezbędne do życia, i podtrzymuje ich jedna tylko nadzieja, iż on się wycofa z powodu marnego zaopatrzenia, toteż w czasie, kiedy – jak przypuszczał – przybędą ich posłowie, rozkazał zabić na oczach wszystkich jakiegoś jeńca i rozdzielić jego szczątki po namiotach niby dla posilenia się. Trakowie uwierzyli, że dla człowieka zawziętego, który zniósł doświadczenie tak haniebnej uczty, nie ma rzeczy, której by nie zrobił, więc poddali się.
Tyberiusz Grakchus, kiedy Luzytanie zapowiedzieli, że żywności mają na 10 lat i dlatego nie obawiają się oblężenia, rzekł: „Wezmę was do niewoli w roku jedenastym”. Luzytanie, przerażeni tą odpowiedzią, mimo że zgromadzili wystarczające zasoby, natychmiast się poddali.
Kiedy Aulusowi Torkwatowi, który oblegał greckie miasto, powiedziano, że tamtejsza młodzież gorliwie ćwiczy miotanie pociskami i strzelanie z łuku, odparł: „Zatem sprzedam ją wkrótce za więcej”.
o odwracaniu uwagi nieprzyjacielskich posterunków
Scypion, kiedy Hannibal wrócił do Afryki, a wiele miast – choć rozsądek dyktował, że winny na powrót poddać się rzymskiej władzy – obsadziły silne garnizony strony przeciwnej, nieustannie wysyłał jakiś oddział, by je nękał. W końcu i on sam zjawiał się przy tych miastach, by je rzekomo złupić, po czym wycofywał się, udając obawę. Hannibal, uznawszy, że przerażenie tamtego jest szczere, ściągnął zewsząd garnizony i zaczął go ścigać, zamierzając, jak się wydawało, stoczyć rozstrzygającą bitwę. Tak oto Scypion osiągnął to, do czego dążył, bo z pomocą Masynissy i Numidów pozajmował miasta ogołocone z obrońców.
Publiusz Korneliusz Scypion, zrozumiawszy, jak trudno podbić Delminum, ponieważ do jego obrony zgromadziła się razem cała zbiorowość, przystąpił do ataku na inne miejscowości, dzięki czemu odwołał poszczególnych mieszkańców do obrony swoich własnych miast, po czym opanował ogołocone z oddziałów posiłkowych Delminum.
Kiedy Pyrrus, król Epirotów, walcząc z Illirami, chciał podporządkować swej władzy miasto, które było stolicą społeczności, ale wskutek rozpaczliwej desperacji mieszkańców przypuścił atak na pozostałe miasta, sprawił, iż wrogowie – ufni w wystarczające jak gdyby obwarowania – rozproszyli się, aby bronić inne miejscowości. Gdy tak się stało, on sam zawezwał z powrotem wszystkie siły i zajął opuszczone przez obrońców miasto.
Kiedy konsul Korneliusz Rufinus daremnie oblegał przez jakiś czas miasto Kroton, które uczynił niezdobytym przyjęty do obrony oddział Lukanów, udał, że odstępuje od tego, co zaczął. Następnie wysłał do Krotonu przekupionego wielką zapłatą jeńca, a on, uciekłszy niby to z aresztu, przekonał mieszkańców, że Rzymianie odstąpili. Krotończycy uznali to za prawdę, po czym odesłali oddziały posiłkowe, a opuszczonych przez obrońców, niczego się niespodziewających i słabych wzięto do niewoli.
Magon, dowódca Kartagińczyków, pokonawszy Gnejusza Pizona, obległ go w jakiejś wieży obronnej, ale podejrzewając, iż tamtemu mogą przyjść na pomoc posiłki, wysłał zbiega, który miał przekonać nadciągające siły, że Pizon został już ujęty. Tym argumentem przeraził ich i dopełnił zwycięstwa.
Kiedy Alcybiades chciał na Sycylii wziąć do niewoli Syrakuzańczyków, wybrał spośród Katyńczyków, u których stał wtedy z wojskiem, pewnego człowieka, doświadczonego i bystrego, po czym wysłał go do Syrakuzańczyków. Ten, wprowadzony na zgromadzenie obywatelskie, dowiódł, że Katyńczycy są jak najbardziej wrogo usposobieni do Ateńczyków, gdyby więc Syrakuzańczycy ich wspomogli, pokonaliby i tamtych, i Alcybiadesa. Zapaleni do tej sprawy Syrakuzańczycy ruszyli wszystkimi siłami, zamierzając dotrzeć do Katyny, ale pozostawili własne miasto, które Alkibiades zaatakował z przeciwnej strony, po czym opustoszałe, tak jak przewidywał, zniszczył.
Ateńczyk Kleonimus, przeprowadziwszy atak na Trezeńczyków, którzy wtedy mieli u siebie garnizon Kraterusa, wystrzeliwał za mury pociski z umieszczonym na nich napisem, że przybył, by wyzwolić ich państwo, i w tym samym czasie odesłał też jakichś pozyskanych przez siebie jeńców, by naubliżali Kraterusowi. Dzięki temu planowi doprowadził wśród oblężonych do wewnętrznych niesnasek, po czym podsunął wojsko i opanował miasto.
o zmianie biegu rzek i pozbawianiu dostępu do wody
Publiusz Serwiliusz, odwróciwszy bieg rzeki, z której wrogowie czerpali wodę, zmusił do kapitulacji z powodu pragnienia miasto Izaurę.
Gajusz Cezar sprawił w Galii, że miasto Kadurków, otoczone rzeką i obfitujące w źródła, cierpiało na brak wody, bo odwrócił bieg strumieni dzięki podkopom, a przy pomocy łuczników nie pozwalał na korzystanie z rzeki.
Kiedy Lucjusz Metellus w Hiszpanii Bliższej skierował rzekę z wyżej położonego terenu na obóz wrogów usytuowany niżej, a nieprzyjaciele wpadli w popłoch z powodu tej nagłej powodzi, pozabijał ich wówczas przy pomocy rozlokowanych w tym właśnie celu czatowników.
Aleksander pod Babilonem, który rozdziela pośrodku rzeka Eufrat, równocześnie zbudował fosę oraz groblę, ażeby wrogowie myśleli, iż ziemi ubywa, właśnie na jej budowę. I tak, zmieniwszy błyskawicznie bieg rzeki, przez dawniejsze koryto, które po osuszeniu umożliwiło dostęp, wkroczył do miasta.
Samiramida, jak powiadają, uczyniła to samo przeciw tym samym Babilończykom, odwróciwszy bieg tego samego Eufratu.
Klistenes Sykiończyk przeciął wodociąg doprowadzający wodę do miasta Kryzeów, wkrótce jednak przywrócił spragnionym wodę zatrutą ciemiernikiem, ale ponieważ po jej wypiciu niedomagali na rozwolnienie, zdobył ich miasto.
o napędzaniu oblężonym strachu
Kiedy Filip w żaden sposób nie mógł zdobyć fortu Prinassum, zaczął wywozić ziemię tuż sprzed samych murów, udając, że przeprowadza się podkopy. Ponieważ mieszkańcy sądzili, że tunel pod nimi już wykopano, poddali się.
Tebańczyk Pelopidas zamierzał przystąpić do jednoczesnego oblężenia dwóch miast Magnetów, znajdujących się w nie tak wielkiej od siebie odległości, toteż w czasie, gdy podprowadził wojsko pod jedno z nich, wydał polecenie, żeby zgodnie z założeniem przybyło z innego obozowiska w wielkim pośpiechu czterech konnych z wieńcami na głowach, głosząc rzekome zwycięstwo. Dla stworzenia tego pozoru postarał się, aby podpalono rosnący pośrodku las, który miał sprawić wrażenie, że płonie miasto; oprócz tego rozkazał przyprowadzić paru jeńców przebranych za mieszkańców. Ci, którzy znaleźli się w oblężeniu, przerażeni taką stanowczością, a przy tym sądzący, że częściowo już ich pokonano, zaprzestali oporu.
Cyrus, król Persów, zamknąwszy Krezusa w Sardach, gdzie stroma góra nie dawała żadnego dostępu do murów, postawił słupy dorównujące wysokością wzniesieniu i umieścił na nich atrapy ludzi uzbrojone według perskiego zwyczaju, po czym nocą przysunął je pod wzniesienie. O świcie zaatakował mury z innej strony, gdzie wraz ze wschodem słońca zabłysły owe atrapy mające wygląd zbrojnych. Mieszkańcy uwierzyli, że miasto na tyłach zostało już zajęte, i z tego powodu rozpierzchli się w ucieczce, ustępując zwycięstwa wrogom.
o wpadaniu z innej strony, niż będą nas oczekiwać
Scypion pod Kartaginą podszedł pod mury miasta przed odpływem fali morskiej, idąc (jak mawiał) w ślad za bogiem niczym za wodzem, i gdy morze się cofnęło, wdarł się tamtędy, gdzie nikt go nie oczekiwał.
Fabiusz Maksymus, syn Kunktatora, pod Arpami zajętymi przez garnizon Hannibala, przyjrzawszy się uważnie położeniu miasta, wysłał w środku nocy sześciuset żołnierzy, ażeby się wspięli po drabinach na mur w obwarowanej i przez to rzadziej nawiedzanej przez straże części miasta oraz rozbili bramy. Wspomożeni odgłosem padającego deszczu, który zagłuszył hałas towarzyszący ich działaniom, wykonali, co nakazano. On sam dał znak z innej strony, po czym zaatakował i zajął Arpy.
Kiedy Gajusz Mariusz w czasie wojny jugurtyńskiej oblegał nad rzeką Muluchą warownię usytuowaną na skalistej górze, gdzie można było dojść jedynie wąską ścieżką, bo z pozostałych stron jakby rozmyślnie rozciągały się stromizny, pewien Liguryjczyk, zwykły żołnierz z oddziału pomocniczego, który przypadkiem szukając źródła, zbierał wśród skałek na tej górze ślimaki i dotarł na szczyt, oznajmił mu, że do fortu można się wspiąć. Ten wysłał więc kilku najbardziej wszechstronnych centurionów z najszybszymi żołnierzami, dołączywszy do nich trębaczy; mieli gołe głowy i nieobute stopy, aby dalej widzieć i łatwiej wspinać się po skałach, a tarcze i miecze przytroczone na plecach. Kiedy pod przewodem Liguryjczyka, wspomagani rzemieniami i kołkami, na których opierali się podczas wspinaczki, dotarli na same tyły fortu, z tego właśnie powodu wolne od obrońców, zaczęli trąbić i hałasować, tak jak im polecono. Na ten ustalony znak Mariusz, niezmordowanie zachęcając swoich, rozpoczął żwawiej nacierać na załogę fortu. Przypuścił na nich atak, kiedy zostali odwołani przez nieobyty z wojną tłum, bo rzekomo warownia z przeciwnej strony została już zdobyta, i zajął fort.
Konsul Lucjusz Korneliusz Rufinus zajął na Sardynii wiele miast, wysadzając nocą na ląd najwytrzymalsze formacje spośród swych sił; zalecił żołnierzom, by się poukrywali i oczekiwali chwili, kiedy on sam przyprowadzi okręty. Kiedy następnie wrogowie wyszli mu naprzeciw, gdy nadchodził, on to, pozorując ucieczkę, odciągnął ich w pościgu na dalszą odległość, a wówczas tamci przeprowadzili atak na opuszczone przez obrońców miasta.
Kiedy Perykles, wódz Ateńczyków, oblegał pewne miasto, którego bezpieczeństwa strzegła wielka jednomyślność broniących się, rozkazał, by nocą odegrać sygnał pobudki i podnieść wrzawę z tej strony murów, która zwracała się ku morzu. Nieprzyjaciel uznał, że to tamtędy nastąpi próba wdarcia się do miasta, porzucił więc bramy, przez które, jako że załoga pozostawiła je bez obrony, wtargnął Perykles.
Alcybiades, wódz Ateńczyków, by przystąpić do oblężenia Cyzyku, zbliżył się nieoczekiwanie nocą i wydał rozkaz, by trębacze dęli, stojąc pod inną częścią murów. Liczba obrońców obwarowań była wystarczająca, ale kiedy popłynęli ku tej części, gdzie, jak mniemali, tylko i wyłącznie może nastąpić atak, on wspiął się na mury tamtędy, gdzie nikt nie stawiał oporu.
Trazybul, wódz Milezyjczyków, aby zająć port Sykiończyków, nieustannie atakował mieszkańców od strony lądu, a kiedy ci zwrócili się ku miejscu, gdzie ich napadnięto, zajął port przy pomocy floty, która nieoczekiwanie się pojawiła.
Filip podczas oblężenia jakiegoś nadmorskiego miasta pokrył deskami po dwa okręty i wzniósł na nich wieże, tak że nikt tego nie widział. Następnie, przypuściwszy atak od strony lądu z pomocą innych wież, rozpraszał obrońców miasta, po czym zbliżył się od strony morza z wyposażonymi w wieże okrętami i wspiął się na mury tam, gdzie nie stawiano oporu.
Perykles, mając zamiar oblegać jakąś twierdzę Peloponezyjczyków, do której prowadziły tylko dwa dojścia, jedno odciął kanałem, a drugie postanowił otoczyć murem. Mieszkańcy twierdzy poczuli się zabezpieczeni od tej pierwszej strony i zaczęli pilnować tylko tej części, którą – jak widzieli – otacza się murem. Perykles, przygotowawszy mosty i przerzuciwszy je nad niestrzeżonym kanałem, wspiął się do twierdzy.
Antioch, walcząc z Efezyjczykami, polecił Rodyjczykom, których miał w oddziałach posiłkowych, żeby z ogromną wrzawą zaatakowali nocą port. Kiedy w tym rejonie zbiegł się z wrzawą cały tłum, a reszta obwarowań została ogołocona z obrońców, on sam przypuścił atak ze strony przeciwnej i zajął miasto.
o rozmieszczeniu zasadzek, w które wpadną oblężeni
Katon na oczach Lacetanów, których oblegał, usunął swoich pozostałych żołnierzy i rozkazał zaatakować mury jakimś Suesset anom, najmniej wojowniczym żołnierzom z oddziałów posiłkowych. Kiedy Lacetanie urządzili wycieczkę i zawzięcie ścigając uciekających, łatwo zmusili ich do odwrotu, poderwawszy ludzi, których zawczasu ukrył, zajął miasto.
Lucjusz Scypion na Sardynii zaniechał prowadzonego już oblężenia pewnego miasta i z częścią żołnierzy upozorował ucieczkę. Mieszkańcy wdali się w nierozważną pogoń, a wówczas on przy pomocy tych, których wcześniej ukrył w pobliżu, najechał miasto.
Kiedy Hannibal oblegał miasto Himerę, rozmyślnie pozwolił, aby jego obóz został zdobyty, wydał bowiem Punijczykom rozkaz wycofania się, jak gdyby wróg miał przewagę. Himeryjczycy tak bardzo dali się oszukać tym, co zaszło, że powodowani radością porzucili miasto i wyszli ku punickiemu obwałowaniu, a wtedy Hannibal zajął opustoszałe miasto przy pomocy ludzi, których na tę właśnie okazję rozlokował zawczasu w zasadzkach.
Ten sam, aby wywabić Saguntyjczyków, podszedł pod mury w luźnym szyku bojowym, po czym przy pierwszym wypadzie mieszkańców upozorował ucieczkę i wycofał się; następnie, umieściwszy pośrodku wojsko, wyciął w pień odciętego od miasta przez swoje siły wroga, który znalazł się w centrum.
Kartagińczyk Himilkon pod Agrygentem ulokował w zasadzkach niedaleko miasta część sił i polecił żołnierzom, by zapalili wilgotne drewno, gdy mieszkańcy posuną się naprzód. Potem o świcie wyruszył z resztą wojska, aby wywabić nieprzyjaciela, upozorował ucieczkę i ustępując, wyciągnął dalej ścigających go mieszkańców. Czyhający w zasadzkach przy murach podłożyli, jak im rozkazano, ogień pod wiązki drewna, a Agrygentyńczycy, dostrzegłszy unoszący się dym, uznali, że ich miasto płonie. Kiedy trwożliwie ruszyli do obrony, na ich drodze pojawili się ci, którzy czekali w zasadzkach wzdłuż murów, z tyłu zaś zaatakowali ci, których wcześniej sami ścigali, toteż znalazłszy się między nimi, ulegli zagładzie.
Wiriatus rozmieścił w zamaskowanych miejscach żołnierzy, kilku jednak wysłał, by uprowadzili bydło Segobrygeńczyków, a kiedy ci niezwłocznie i w wielkiej liczbie ruszyli, by je odzyskać, oraz zaczęli ścigać łupieżców, którzy upozorowali ucieczkę, zostali wciągnięci w zasadzki i pozabijani.
Jazda Skordysków, gdy Lukullus stanął na czele garnizonu Heraklei złożonego z obywateli o odmiennych poglądach, sprowokowała wycieczkę, udając, że chce uprowadzić stada. Następnie upozorowawszy odwrót, nakierowali ścigającego ich Lukullusa na zasadzki i wraz z nim zabili ośmiuset żołnierzy.
Chares, wódz Ateńczyków, zamierzał zaatakować miasto położone na wybrzeżu, więc trzymał potajemnie flotę za jakimiś cyplami i wydał rozkaz, by najzwinniejszy z okrętów przepłynął obok nieprzyjacielskich stanowisk. Na ten widok wszystkie okręty, jakie tam były, aby strzec portu, rzuciły się w pościg, a Chares wpłynął z resztą floty do niebronionego portu i zajął też samo miasto.
Barka, wódz Punijczyków, kiedy nasi oblegali z lądu i morza Lilibeum na Sycylii, nakazał części swej floty pokazać się z daleka w zbrojnej gotowości. Gdy na jej widok nasi szybko wypłynęli, on sam z resztą okrętów, które trzymał w ukryciu, zajął port Lilibeum.
o pozorowaniu odwrotu
Kiedy Formion, wódz Ateńczyków, niszczył pola Chalcydenzów, ich posłom, którzy czynili starania w tej sprawie, odpowiedział łaskawie, a tej nocy, której planował ich odesłać, zmyślił, że otrzymał od swoich obywateli list i ze względu na niego musi wracać; wyruszywszy więc niedaleko, odesłał posłów. Ponieważ oznajmili swoim, że wszystko jest zabezpieczone i Formion odszedł, Chalcydenzi, pokładając nadzieję zarówno w jego ostentacyjnej łagodności, jak i w wycofaniu wojska, rozpuścili straże pilnujące miasta, a wówczas Formion niezwłocznie zawrócił, oni zaś nie zdołali obronić się przed nieoczekiwaną napaścią.
Kiedy Agesilaus, wódz Lacedemończyków, oblegał Focenzów i dowiedział się, że ci, którzy wtedy przyszli im ze zbrojną pomocą, uginają się już pod ciężarem wojennych niedogodności, nieco się wycofał, jakby do innych zadań, dając im wolną drogę do odwrotu. Niedługo potem, kiedy to wojsko już odeszło, rozgromił opuszczonych Focenzów.
Alcybiades, walcząc z Bizantyńczykami, którzy trzymali się w obrębie murów, rozmieścił zasadzki i upozorowawszy odwrót, pokonał nie dość ostrożnych.
Wiriatus, wycofując się, przebył drogę w trzy dni, a ponownie przemierzywszy tę samą w jeden dzień, pokonał pewnych siebie Segobrygeńczyków, kiedy byli całkowicie zajęci składaniem ofiar.
Kiedy Epaminondas pod Mantynią spostrzegł, że na pomoc nieprzyjacielowi przyszli Lacedemończycy, pomyślał, że zdoła zająć Lacedemon, jeśli wyruszy przeciw niemu potajemnie, toteż w nocy kazał zapalić wiele ognisk, by pod pozorem pozostania na miejscu mógł zataić wymarsz. Zdradzony przez dezertera, ponieważ wojsko Lacedemończyków zaczęło go ścigać, zszedł wprawdzie z drogi, którą podążał do Sparty, jednak sam ten pomysł obrócił przeciw Mantyneńczykom. Rozpaliwszy bowiem ogniska, tak samo omamił Lacedemończyków, że niby zostaje, a sam w powrotnej drodze do Mantynii przemierzył czterdzieści tysięcy kroków i zajął pozbawione oddziałów posiłkowych miasto.
o wzbudzaniu troski o swoich
Alcybiades, wódz Ateńczyków, kiedy jego państwo oblegali Lacedemończycy, obawiając się niedbalstwa strażników, wyjawił tym, którzy trwali na posterunkach, by wypatrywali światła, które pokaże nocą z cytadeli, a na jego widok i oni sami także mają podnieść światła, jeśli zaś ktoś zaniedba ten obowiązek, poniesie karę. Podczas gdy uważnie oczekiwano znaku od dowódcy, wszyscy pilnie czuwali i uniknięto niebezpieczeństwa, jakie niosła ze sobą noc, kiedy podejrzewano coś złego.
Kiedy Ifikrates, wódz Ateńczyków, zajmował wraz z garnizonem Korynt i sam obchodził straże, bo wróg się zbliżał, przeszył grotem włóczni strażnika, którego przyłapał na spaniu. Tym, co szemrali, uznając ten czyn za okrucieństwo, odpowiedział: „Jakiego zastałem, takiego zostawiłem”.
To samo miał uczynić Epaminondas.
o wysyłaniu i odbieraniu wiadomości
Rzymianie, oblężeni na Kapitolu, by ubłagać Kamillusa o powrót z wygnania, posłali Poncjusza Kominiusza, a ten zmylił posterunki Galów, opuścił się po Skale Tarpejskiej, przepłynął Tyber i dotarł do Wejów, po czym wypełniwszy poselstwo, w podobny sposób wrócił do swoich.
Kampańczycy, ponieważ Rzymianie, którzy ich oblegali, pilnie trzymali straż, wysłali kogoś odzianego jak dezerter, aby ten, znalazłszy sposobność do ucieczki, zaniósł Punijczykom list ukryty w pasie.
Jacyś ludzie zaszywali także w upolowanej zwierzynie i zwierzętach pociągowych listy spisane na pergaminie.
Jeszcze inni wpychali je do zadów zwierząt pociągowych, kiedy te gnano przez posterunki.
Niektórzy pisali po wewnętrznej stronie pochwy miecza.
Ponieważ Lucjusz Lukullus chciał powiadomić obleganych przez Mitrydatesa Cyzyceńczyków o swoim przybyciu, a jedynego i wąskiego wjazdu do miasta, małym mostem łączącego wyspę z lądem, strzegł garnizon nieprzyjacielski, rozkazał umiejącemu pływać i biegłemu w sztuce nawigacji żołnierzowi, by usiadł on na dwóch napompowanych skórzanych workach, które miały wszyty list (przywiązał je sobie od dołu dwoma rozciągającymi się między nimi sznurkami), i pokonał przeprawę o długości siedmiu tysięcy kroków. Szeregowiec spisał się tak doskonale, że machając nogami niczym sterami, wyznaczał kurs i zwiódł obserwujących go z daleka ludzi, którzy stali na posterunku, bo przypominał morskie zwierzę.
Konsul Hircjusz wysyłał niekiedy do Decymusa Brutusa, którego w Mutynie oblegał Antoniusz, listy pisane na cynie, z którymi po przymocowaniu ich sobie do ramion żołnierze przepływali rzekę Skultennę.
Ten sam gołębiom, które wcześniej zamykał i głodził w ciemnościach, włosem ze zwierzęcej sierści przywiązywał listy wokół szyi i wypuszczał ptaki z miejsca najbliższego (na ile to tylko było możliwe) od murów. Te, żądne światła i pokarmu, leciały na szczyty budynków, gdzie chwytał je Brutus, który tym sposobem otrzymywał wieści o wszystkich sprawach, zwłaszcza po tym, gdy rozsypawszy w paru miejscach karmę, przyzwyczaił gołębie, by lądowały właśnie tam.
o wprowadzaniu oddziałów pomocniczych i dostarczaniu zaopatrzenia
W czasie wojny domowej, kiedy Ategua, miasto w Hiszpanii obsadzone przez pompejańczyków, znalazła się w oblężeniu, pewien Maur, jako rzekomy cezarianin, podkomendny trybuna, poderwał w nocy na nogi jakichś strażników, od których dostał hasło. Podrywając innych, dzięki śmiałości swego oszustwa sprowadził dla Pompejusza pomoc zbrojną przez środek sił Cezara.
Gdy Hannibal oblegał Kazylinum, przy sprzyjającym poziomie wody w rzece Wolturnus Rzymianie wysłali pszenicę w beczkach, by oblężeni ją wyłowili. Choć Hannibal je zablokował, przerzucając przez środek rzeki łańcuch, zaczęli rozrzucać orzechy, a ponieważ docierały do miasta niesione przez wodę, dzięki temu zaopatrzeniu zaspokoili najpilniejsze potrzeby sojuszników.
Hircjusz wysłał rzeką Skultenną obleganym przez Antoniusza Mutyneńczykom załadowaną w beczkach sól, której bardzo im brakowało.
Ten sam wysłał przy sprzyjającym prądzie tusze owiec, a gdy je otrzymano, zaspokoiły najpilniejsze potrzeby i niedostatki.
jak sprawić wrażenie, że to, czego brak, występuje w nadmiarze
Rzymianie, kiedy Galowie oblegali Kapitol, cierpiąc już straszny głód, rzucali chlebem w nieprzyjaciela, czym sprawili wrażenie, iż jadła mają pod dostatkiem, i wytrzymali oblężenie, dopóki z pomocą nie przybył Kamillus.
Podobno tak samo uczynili Ateńczycy, walcząc z Lacedemończykami.
Z tymi, których Hannibal oblegał w Kazylinum, wiąże się historia, iż kiedy cierpieli dotkliwy głód, gdyż Hannibal, zaorawszy teren, który znajdował się między jego obozem a murami, wykluczył z ich jadłospisu także zboża, w przygotowanym uprzednio miejscu wysiali nasiona, co sprawiło, iż wydawało się, że mają to, dzięki czemu utrzymają się przy życiu aż do zbiorów.
Kiedy oblężono niedobitków z Warusowej klęski i wydawało się, że nie mają już środków do życia, przez całą noc oprowadzali oni jeńców wokół spichlerzy, po czym obcięli im ręce i puścili wolno. Ci przekonali swoich zajętych oblężeniem, by nadziei na rychłe zwycięstwo w walce nie pokładali w głodzie trapiącym Rzymian, którym zbywa na obfitych zasobach pożywienia.
Traków oblegano na stromej górze, ale wróg nie miał nań dostępu, każdy z osobna zgromadził więc niewielką ilość pszenicy, po czym nakarmili nią kilka owiec, które poprowadzili w stronę garnizonu nieprzyjacielskiego. Po schwytaniu i zabiciu zwierząt, gdy w ich wnętrznościach ujawniono ślady ziarna, wróg nabrał przekonania, że tym, którzy nawet wypasają owce, zbywa na pszenicy, dlatego odstąpił od oblężenia.
Trazybul, wódz Milezyjczyków, kiedy Halyattes dręczył jego żołnierzy przedłużającym się oblężeniem, spodziewając się, że głód może ich popchnąć do kapitulacji, przed przybyciem posłów Halyattesa rozkazał przynieść na rynek całą żywość i zorganizowawszy w tym czasie wspólne biesiadowanie, po całym mieście wydał wystawne uczty. I tak przekonał wroga, że zbywa mu środków, dzięki którym wytrzymają przeciągające się oblężenie.
jak przeciwdziałać zdrajcom i uciekinierom
Ponieważ Klaudiusz Marcellus – poznawszy plan Nolańczyka, Lucjusza Bancjusza, który usiłował przekupić współtowarzyszy, by dopuścili się odstępstwa, i odczuwał wobec Hannibala wdzięczność, gdyż dzięki jego uprzejmości, kiedy jako ranny znalazł się wśród kanneńskich jeńców, został otoczony opieką i wypuszczony z tej niewoli do swoich – nie miał śmiałości go zabić, aby wydając nań wyrok śmierci, nie sprowokować do buntu innych Nolańczyków, wezwał go do siebie i odbył z nim rozmowę, twierdząc, że tamten jest bardzo dzielnym żołnierzem, o czym on sam wcześniej nie wiedział, i zachęcił go, by nadal przy nim pozostał, a oprócz wypowiedzenia tych zaszczytnych słów podarował mu też konia. Tym dobrodziejstwem zyskał sobie zaufanie nie tylko jego, ale i współtowarzyszy, bo ufność tamtych zawisła od niego.
Hamilkar, wódz Punijczyków, ponieważ oddziały pomocnicze Galów często przechodziły na stronę Rzymian i utrwalił się już zwyczaj, by przyjmować ich jako sojuszników, trzymał w pogotowiu najbardziej zaufanych ludzi, by udali, że dokonują takiego przejścia: mieli pozabijać Rzymian, którzy wyszliby w celu ich przyjęcia. Ta przebiegłość Hamilkara przyczyniła się nie tylko do teraźniejszego powodzenia, ale przydała się też na przyszłość, bo Rzymianie mieli w podejrzeniu także prawdziwych zbiegów.
Kiedy Hannon, naczelny dowódca Kartagińczyków na Sycylii, dostał wiadomość, że spośród galijskich najemników około cztery tysiące planuje potajemnie, by uciec do Rzymian, bo nie otrzymali żołdu przez kilka miesięcy, a nie odważył się wystąpić przeciw nim w obawie przed buntem, obiecał, że szczodrością wynagrodzi bezprawie tej zwłoki. Gdy Galowie składali mu za to podziękowania, on zaś przyrzekł, że w stosownym czasie będą mogli udać się na szukanie łupu, wysłał najbardziej zaufanego zarządcę do konsula Otacyliusza, aby jako rzekomy zbieg z powodu sprzeniewierzenia rachunków oznajmił mu, iż najbliższej nocy będzie można wziąć do niewoli cztery tysiące Galów wysłanych po łupy. Otacyliusz nie od razu uwierzył zbiegowi, ale nie sądził też, że należy rzecz zlekceważyć, więc umieścił w zasadzkach oddział swoich najwyborniejszych ludzi. Przechwyceni przez niego Galowie w dwójnasób uczynili zadość pomysłowi Hannona: i wytłukli Rzymian, i sami do ostatniego stracili życie.
Hannibal zemścił się na zbiegach, zastosowawszy podobne rozwiązanie, kiedy bowiem oto dowiedział się, że kilku żołnierzy ostatniej nocy zdradziło, a był świadom, że w obozie przebywają szpiedzy nieprzyjaciela, jawnie ogłosił, iż jego najsprytniejszych żołnierzy nie powinno się nazywać „zbiegami”, gdyż wyszli na rozkaz dla przechwycenia planów wroga. Usłyszawszy to, co ogłosił, szpiedzy powtórzyli swoim, a wtedy schwytanym przez Rzymian zbiegom odcięto ręce, po czym zostali odesłani.
Kiedy Diodor, mając do dyspozycji garnizon, strzegł Amfipolis, ale nabrał podejrzeń co do dwóch tysięcy Traków, którzy – jak się wydawało – planują złupić miasto, skłamał, że kilka nieprzyjacielskich okrętów przybiło do najbliższego brzegu i można je ograbić. Posłał ożywionych tą nadzieją Traków, a następnie, zamknąwszy bramy, nie przyjął ich z powrotem.
o wycieczkach
Rzymianie, którzy opanowali twierdzę Panhormitańczyków, kiedy Hazdrubal nadciągnął z oblężeniem, celowo umieścili na murach niewielu obrońców. Gdy Hazdrubal, zlekceważywszy tę garstkę, nierozważnie podsunął się pod mury, uczynili wycieczkę i zabili go.
Emiliusz Paulus, kiedy Ligurowie wszyscy razem i niespodziewanie zaatakowali jego obóz, udał, że się boi, i długo powstrzymywał żołnierza, po czym, gdy wróg był już wyczerpany, urządziwszy wypad przez cztery bramy, pokonał Ligurów i wziął ich do niewoli.
Rzymski prefekt Liwiusz, który zajął twierdzę Tarentyjczyków, wysłał do Hazdrubala posłów z prośbą, aby wolno mu było odejść bez szkody. Tym udawaniem sprawił, że wróg poczuł się bezpiecznie, uczynił więc wycieczkę i urządził rzeź.
Gnejusz Pompejusz, otoczony pod Dyrracjum, nie tylko uwolnił swoich z oblężenia, ale też w odpowiednim miejscu i czasie urządził wypad, a gdy doszło do zaciekłego szturmu Cezara na fortyfikację wzmocnioną podwójnym obwarowaniem, sam go od zewnętrznej strony okrążył i otoczył pierścieniem, tak że tamten, znalazłszy się w środku pomiędzy tymi, których oblegał, a tymi, którzy go otoczyli od zewnątrz, nie uświadomił sobie poważnego niebezpieczeństwa i grożących strat.
Flawiusz Fimbria w Azji, nad Ryndakusem, mając naprzeciw syna Mitrydatesa, przeprowadził po bokach szańce, po czym od czoła wykopał rów, a wojsko trzymał w spokoju na obwałowaniu, dopóki nieprzyjacielska jazda nie wtargnęła do tego gardła między obwarowaniami: wtedy uczynił wycieczkę, zabijając ich sześć tysięcy.
Kiedy Gajusz Cezar w Galii, po zniszczeniu przez Ambioryksa wojsk legatów Tyturiusza Sabinusa i Kotty, został o tym powiadomiony przez Kwintusa Cycerona (który i sam znalazł się w oblężeniu), nadszedł z dwoma legionami, a skoro nieprzyjaciel zwrócił szyki, udał, że się boi, i trzymał żołnierzy w obozie, który celowo zbudował węższy niż zwykle. Galowie, z góry zakładając zwycięstwo i dążąc jak gdyby do złupienia obozu, zaczęli wypełniać rowy i rozbierać obwałowanie. Ponieważ z tego powodu nie byli w stanie toczyć walki, Cezar ze wszystkich stron przypuścił nagły atak i dokonał rzezi.
Tyturiusz Sabinus podczas walk z Galami trzymał w obrębie szańców liczne wojsko, więc wzbudził w nich podejrzenie, że się obawia; aby je jeszcze wzmocnić, posłał uciekiniera, który miał potwierdzić, że armia rzymska znalazła się w rozpaczliwym położeniu i zamyśla o ucieczce. Barbarzyńców podochociła spełniająca się nadzieja na zwycięstwo, obładowali się więc drewnem i chrustem, żeby zasypać rowy, po czym szybkim biegiem pośpieszyli ku naszemu obozowi, usytuowanemu na wzgórzu. Stamtąd Tyturiusz rzucił na nich wszystkie siły, wielu Galów zabił, a większość wziął do niewoli.
Askulańczycy, wobec zamiarów Pompejusza, aby oblegać miasto, pokazali na murach kilku starców i chorych, a kiedy Rzymianie poczuli się z tego powodu pewnie, uczynili wycieczkę i zmusili ich do wycofania się.
Kiedy Numantyjczycy znaleźli się w oblężeniu, nie rozwijali linii bitewnej nawet przed obwałowaniem i z taką determinacją trzymali się wewnątrz, że Popiliusz Lenas nabrał zaufania, by podejść pod miasto, używając drabin. Zaczął jednak podejrzewać zasadzki, ponieważ nikt nie stawiał oporu, więc odwołał swoich, a tamci uczynili wycieczkę i zaatakowali wycofujących się, gdy schodzili z drabin.
o determinacji oblężonych
Rzymianie, chociaż Hannibal rozłożył się pod murami, chcąc okazać pewność siebie, inną bramą wysłali uzupełnienia dla wojsk, które mieli w Hiszpanii.
Ci sami, po tym, jak przypadkowo zmarł właściciel ziemi, na której Hannibal rozbił obóz, przeprowadzili sprzedaż, licytując do takiej ceny, za jaką ziemię tę wystawiono przed wojną.
Ci też, kiedy byli oblegani przez Hannibala, a sami oblegali Kapuę, uchwalili, że dopóki nie zostanie zdobyta, nie odwołają stamtąd wojska.
KSIĘGA CZWARTA
Wyszukawszy po szeroko zakrojonej lekturze podstępy wojenne [strategematibus] oraz ułożywszy je z niemałą starannością, aby spełnić obietnicę o trzech księgach (o ile ją spełniłem), w tej zaprezentuję przypadki, które w niewielkim stopniu – jak może się wydawać – podpadały pod klasyfikację według rodzaju poprzednich przykładów i były raczej ilustracjami zagadnień dotyczących strategii [strategicon] niż podstępami wojennymi [strategemata]. Dlatego umieściłem je oddzielnie, ponieważ, mimo że dobrze znane, były jednak ze swej istoty odmienne – chodzi o to, by ci, którzy przypadkiem natrafią na jakiś ich rodzaj, zasugerowawszy się podobieństwem, nie uznali, iż je pominięto. Z pewnością powinno się przedstawić ten jak gdyby zaległy materiał, w którym i ja postaram się zachować porządek dzięki następującym rodzajom zagadnień:
- o utrzymaniu dyscypliny
- o rezultatach utrzymania dyscypliny
- o powściągliwości
- o sprawiedliwości
- o niezłomności
- o emocjach i umiarze
- o przeróżnych zaleceniach
o utrzymaniu dyscypliny
Publiusz Scypion uzdrowił pod Numancją zdemoralizowane lenistwem poprzednich dowódców wojsko, odesławszy ogromną liczbę markietanów obozowych i przywróciwszy żołnierzom poczucie obowiązku za sprawą codziennych ćwiczeń. Kiedy narzucał im częste marsze, rozkazywał nieść prowiant na bardzo wiele dni, tak iż żołnierz przyzwyczaił się do znoszenia zimna i deszczu oraz przekraczania brodów na rzekach pieszo, jako naczelny dowódca ganił niekiedy ich strachliwość i bezczynność, rozbijał też delikatniejsze sprzęty i naczynia, uznawszy je za mało przydatne podczas wyprawy. Najsłynniejszy przypadek przydarzył się trybunowi Gajuszowi Memmiuszowi, któremu Scypion podobno powiedział: „Dla mnie krótko, dla siebie i państwa zawsze będziesz nic niewart”.
Kwintus Metellus podczas wojny jugurtyńskiej podobnie rozluźnioną żołnierską dyscyplinę przywrócił z równą srogością, kiedy to dodatkowo zakazał żołnierzom spożywać innego mięsiwa, jak tylko pieczonego lub smażonego.
Pyrrus miał powiedzieć swojemu werbownikowi: „Ty wybieraj wysokich, ja zwrócę dzielnych”.
Za konsulatu Lucjusza Flakka i Gajusza Warrona po raz pierwszy przywiedziono żołnierzy do złożenia przysięgi wojskowej, wcześniej bowiem byli tylko zaprzysięgani przez trybunów uroczystym przyrzeczeniem, zresztą i oni sami między sobą składali przysięgę, że nie odstąpią wskutek ucieczki czy ze strachu ani nie opuszczą szeregu, chyba że w celu zdobycia broni, uderzenia na wroga lub ocalenia współobywatela.
Kiedy Scypion Afrykański ujrzał raz czyjąś tarczę przyozdobioną nazbyt wymyślnie, stwierdził, że wcale się nie dziwi, iż człowiek ten ozdobił ją z tak wielką troską, skoro więcej oparcia szuka w niej niż w mieczu.
Kiedy Filip organizował swoją pierwszą armię, wszystkim zakazał korzystania z wozów; jeźdźcom zezwolił mieć nie więcej niż jednego ciurę, natomiast na dziesięciu piechurów winien przypadać jeden pachołek, który miał nieść kamienie i liny; wydał rozkaz, by podejmujący wymarsz na letnią kwaterę dźwigali na grzbiecie zapas mąki na trzydzieści dni.
Gajusz Mariusz, aby ograniczyć ilość zwierząt pociągowych, z powodu których kolumna wojska znacznie spowalniała swój marsz, umieścił naczynia i pożywienie żołnierzy, spakowane uprzednio w tobołki, na drewnianych widłach, dzięki czemu i ciężar stawał się znośny, i odpoczynek był ułatwiony. Stąd też wzięło się powiedzenie: „Mariuszowe muły”.
Kiedy Ateńczyk Teagenes wiódł wojsko do Megary, na żądania o przydział do oddziałów odpowiedział, że wszystko wyznaczy tam, na miejscu. Następnie w tajemnicy wysłał przodem konnych z rozkazem, by udając wrogów, skierowali atak na swoich. Gdy tak się stało, a ci, których wiódł ze sobą, przygotowywali się na spotkanie z rzekomym wrogiem, zezwolił tak ustawić szyk bojowy, żeby każdy zajął miejsce, jakie tylko chciał. Ponieważ dekownicy ulokowali się z tyłu, obrotni zaś pośpieszyli na czoło, w jakim miejscu kogo zastał, do takiego właśnie oddziału podczas służby wojskowej przydzielił.
Lacedemończyk Lizander łajał raz kogoś, kto w drodze wystąpił poza szereg. Kiedy tamten usprawiedliwiał się, że przecież nie oddalił się od oddziału dla rabunku czyjejś własności, wódz odpowiedział: „Nie chcę, byś stał się choćby podobny do kogoś, kto zamierza rabować”.
Skoro Antygon usłyszał, że jego syn kwaterował w domu kogoś, kto miał trzy wyróżniające się urodą córki, zauważył: „Synu, słyszę, że ciasno ci się mieszka tam, gdzie dom jest w posiadaniu wielu właścicielek. Przyjmij gościnę w miejscu, gdzie będzie przestronniej”. Nakazawszy mu się wyprowadzić, zarządził, by nikt w wieku poniżej pięćdziesięciu lat nie korzystał z gościnności matki rodziny.
Konsul Kwintus Metellus, choć nie powstrzymywało go żadne prawo, by uczynić syna stałym współtowarzyszem w namiocie, wolał jednak, by ten odbywał służbę w oddziale.
Konsul Publiusz Rutyliusz, mimo że zgodnie z regułą mógł trzymać w swoim namiocie syna, uczynił go żołnierzem w legionie.
Marek Skaurus zabronił pokazywać się przed swym obliczem synowi, gdyż na Przełęczy Trydentyńskiej ustąpił on pola wrogom. Gnębiony poczuciem haniebnego wstydu młodzieniec zadał sobie śmierć.
Rzymianie i pozostałe ludy w dawnych czasach mieli zwyczaj rozbijać obozy wojskowe tu i tam podług stanu ludzi w kohortach, jak gdyby według namiotów, ponieważ zamierzchła epoka znała tylko mury miast. Pyrrus, król Epirotów, jako pierwszy postanowił objąć jednym obwałowaniem całe wojsko. Następnie Rzymianie, zwyciężywszy go na Polach Aruzyńskich, niedaleko miasta Malwentum, zajęli jego obóz, podpatrzyli ustawienia i stopniowo doszli do takiego sposobu wytyczania obozu, który praktykuje się obecnie.
Publiusz Nazyka, stacjonując na leżach zimowych, by zapobiec gnuśności żołnierzy lub wyrządzaniu krzywd sojusznikom z powodu rozzuchwalenia wynikającego z nadmiaru wolnego czasu, postanowił budować okręty, chociaż nie zachodziła konieczność użycia floty.
Marek Katon przekazał pamięci potomnych, że schwytanym na kradzieży obcinano na oczach współtowarzyszy prawą rękę albo, jeśli chciano ich ukarać łagodniej, w kwaterze dowódcy upuszczano im krew.
Dowódca Lacedemończyków Klearchus mawiał do żołnierzy, że bardziej winni czuć obawę przed naczelnym wodzem niż przed wrogiem, dając do zrozumienia, że na tych, którzy podczas bitwy obawiają się niepewnej jednak śmierci, czeka pewny wyrok, jeśli zdezerterują.
Na wniosek Appiusza Klaudiusza senat cofnął do szeregów piechoty tych jeźdźców, których Pyrrus, król Epirotów, wziął do niewoli, a następnie odesłał, piechurów zaś – do oddziałów lekkozbrojnych, a wszyscy oni otrzymali rozkaz, by udać się poza obwałowania na tak długo, dopóki każdy nie dostarczy po dwa łupy zdobyte na wrogu.
Konsul Otacyliusz Krassus nakazał żołnierzom, którzy powrócili po tym, jak Hannibal przepuścił ich pod jarzmem, aby udali się poza obwałowanie i bez możliwości schronienia się w jego obrębie oswoili się z niebezpieczeństwami oraz nabrali większej odwagi w obliczu nieprzyjaciela.
Za konsulatu Publiusza Korneliusza Nazyki i Decymusa Juniusza ci, którzy uciekali z wojska, skazani i wychłostani rózgą szli publicznie na sprzedaż.
Domicjusz Korbulon w Armenii rozkazał dwóm konnym oddziałom i trzem kohortom [pieszym], które uciekły przed wrogiem do twierdzy Inicja, udać się poza obwałowanie na tak długo, dopóki dzięki wytężonym wysiłkom i udanym wycieczkom nie zmyją hańby.
Ponieważ konsul Aureliusz Kotta, zmuszony koniecznością, rozkazał konnym, by przystąpili do jakichś robót, a część z nich zlekceważyła rozkaz naczelnego wodza, sprawił, wnosząc skargę u cenzorów, że tamci zostali ukarani. Następnie wymógł na senatorach, żeby im nie dawać zaległej wypłaty; również trybunowie plebejscy zaapelowali w tej samej sprawie do ludu i za powszechną zgodą przywrócono dyscyplinę.
Kwintus Metellus Macedoński odesłał w Hiszpanii pięć kohort, które ustąpiły pola wrogom, by odzyskały utracone pozycje, wcześniej wydawszy im rozkaz sporządzenia testamentów, a ponadto zagroził, że inaczej nie wpuści ich do obozu jak tylko po odniesieniu zwycięstwa.
Konsulowi Publiuszowi Waleriuszowi senat nakazał, aby pokonane nad rzeką Syris wojsko powiódł do Sepinum, obwarował tam obóz i spędził zimę pod namiotami. Kiedy jego żołnierze haniebnie zostali zmuszeni do ucieczki, senat wydał dekret, by nie podsyłano im żadnych oddziałów posiłkowych, chyba że jego wziętym do niewoli legionom.
Legionom, które w wojnie punickiej porzuciły służbę wojskową i zostały jak gdyby zesłane na Sycylię, decyzją senatu na siedem lat przydzielono jęczmień.
Lucjusz Pizon za ustąpienie pola dezerterom rozkazał prefektowi kohorty, Gajuszowi Tycjuszowi, powstrzymać się od uczt i kąpieli, po wcześniejszym odcięciu obramowania togi i rozwiązaniu tuniki; musiał też dzień w dzień boso sterczeć w głównej kwaterze tak długo, aż przybędą strażnicy.
Sulla rozkazał, by kohorta i centurionowie, których pozycje przełamał wróg, pozostawali w głównej kwaterze w hełmach i rozebrani.
Domicjusz Korbulon w Armenii za ustąpienie wrogom i niewystarczające wyposażenie oddziału jazdy w broń zdarł za pośrednictwem liktora szatę z Emiliusza Rufusa, prefekta jazdy, i wydał mu rozkaz pozostania w tym hańbiącym stanie w głównej kwaterze, dopóki ta nie zostanie odesłana.
Kiedy Atyliusz Regulus przechodził z Samnium do Lucerii, a jego wojsko odwróciło się od wrogów, którzy stanęli naprzeciw, ustawiwszy na blokadzie kohortę, rozkazał uciekających wyciąć w pień jako dezerterów.
Konsul Kotta na Sycylii skazał na karę chłosty Waleriusza, szlachetnego trybuna wojskowego z rodu Waleriuszów.
Ten sam, kiedy osobiście zamierzał przeprawić się do Messany w celu powtórzenia auspicjów, postawił na czele oblężenia Lipar Publiusza Aureliusza, z którym łączyły go więzy krwi, ale gdy podpalono szańce i zajęto obóz, kazał go wychłostać i przenieść w szeregi zwykłych piechurów oraz obciążyć obowiązkami.
Cenzor Fulwiusz Flakkus usunął z senatu swego brata Fulwiusza za to, że ten bez upoważnienia konsula rozwiązał legion, w którym był trybunem wojskowym.
Kiedy Marek Katon po trzykrotnym daniu flocie sygnału do wypłynięcia odbił od nieprzyjacielskiego brzegu, przy którym zatrzymał się na kilka dni, a któryś z pozostawionych żołnierzy zaczął z lądu wołać i machać, by go zabrano, zawrócił całą flotą do brzegu i skazał pojmanego żołnierza na karę śmierci: oto kogoś, kogo w niesławie mieli zabić wrogowie, wolał raczej poświęcić jako odstraszający przykład.
Appiusz Klaudiusz skazał na obicie kijami każdego co dziesiątego wybranego losowo żołnierza spośród tych, którzy porzucili stanowiska.
Konsul Fabiusz Rullus wybranych losowo żołnierzy z dwóch legionów, które się wycofały, ściął toporem na oczach całego wojska.
Akwiliusz skazał na ścięcie toporem po trzech ludzi z tych centurii, których stanowiska przełamał wróg.
Marek Antoniusz, kiedy nieprzyjaciel podłożył ogień pod szaniec, zdziesiątkował spośród żołnierzy dwóch kohort tych, którzy wcześniej tam pracowali, ukarał ponadto poszczególnych centurionów z tychże kohort, legata zwolnił z piętnem hańby, a reszcie z tego legionu rozkazał wydać jęczmień.
Legion, który bez rozkazu wodza złupił miasto Regium, ukarano w ten sposób, że ścięto cztery tysiące ludzi trzymanych pod strażą. Ponadto uchwałą senatu zastrzeżono, że nie godzi się, by któryś z nich został pochowany lub był opłakiwany.
Dyktator Lucjusz Papiriusz Kursor skazał na chłostę dowódcę jazdy, Fabiusza Rullusa, za to, że walczył wbrew jego nakazowi, choć pomyślnie, a po wychłostaniu zamierzał go ściąć toporem; i nie odstąpił od wymierzenia kary ani na skutek starań, ani próśb żołnierzy, lecz gdy ten uciekł do Rzymu, ścigał go, aby nawet tam strach przed karą śmierci nie ustąpił wcześniej, zanim Fabiusz z ojcem nie padną przed nim na kolana, a na równi z nimi nie wstawią się senat oraz lud.
Manliusz, który później otrzymał przydomek Władczy, na oczach wojska wychłostał rózgami i ściął toporem syna za to, że wbrew zarządzeniu ojca walczył z wrogiem, mimo że zwycięsko.
Manliusz syn, gdy wojsko szykowało bunt, by bronić go przed ojcem, zaprzeczył, by ktokolwiek miał taką moc, aby z jego powodu rozluźniono dyscyplinę; i sprawił, iż sami zezwolili na wymierzenie mu kary.
Kwintus Fabiusz Maksymus ucinał zbiegom prawe ręce.
Konsul Gajusz Kurion podczas wojny dardańskiej nieopodal Dyrrachium, kiedy jeden z pięciu legionów wszczął bunt i odmówił służby wojskowej, oświadczając, że nie ugnie się przed srogością wodza w czasie tak trudnej i ryzykownej wyprawy, wyprowadził cztery uzbrojone legiony i rozkazał im ustawić się w oddziałach z bronią dobytą niczym w bitwie. Następnie zmusił zbuntowany legion, by wystąpił bez broni i tak nieprzepasany na oczach uzbrojonego wojska ciął słomę, zaś nazajutrz podobnie zmusił nieprzepasanych żołnierzy, by kopali rów; i żadne błagania legionistów nie mogły na nim wymóc, żeby nie opuścił znaków legionu, nie skazał na zapomnienie jego nazwy, a żołnierzy nie porozdzielał jako uzupełnienia stanu pozostałych legionów.
Za konsulatu Kwintusa Fulwiusza i Appiusza Klaudiusza żołnierze biorący udział w bitwie kanneńskiej, wydaleni przez senat na Sycylię, żądali od konsula Marka Marcellusa, by ponownie poprowadzono ich do boju. Ten zasięgnął rady senatu, ale senat odmówił podjęcia decyzji o powierzeniu rzeczypospolitej tym, którzy ją porzucili, upoważnił jednak Marcellusa, by postępował tak, jak uważa, pod warunkiem że żaden z owych żołnierzy nie zostanie zwolniony z obowiązków ani nie otrzyma podarunku, ani nie zyska nagrody bądź nie będzie odwołany do Italii, jak długo pozostają w niej Punijczycy.
Marek Salinator, mąż konsularny, został skazany przez lud, bo nierówno rozdzielił łupy między żołnierzy.
Kiedy z rąk Ligurów poległ w potyczce konsul Kwintus Petyliusz, senat uchwalił, aby ten legion, w którego szeregach poległ konsul, został cały nazwany „Niekompletnym”, by zabrano mu roczny żołd i zmniejszono wypłatę.
o rezultatach utrzymania dyscypliny
Armie Brutusa i Kassjusza – jak to przekazano pamięci potomnych – w czasie wojny domowej odbywały wspólny przemarsz przez Macedonię i Brutus jako pierwszy dotarł nad rzekę, przez którą należało przerzucić most, jednak wojsko Kassjusza prześcignęło tamtych i w budowaniu mostu, i w szybszej przeprawie; ów zapał do karności sprawił, że nie tylko w robotach, ale i w najważniejszych operacjach militarnych zwolennicy Kassjusza górowali nad zwolennikami Brutusa.
Ponieważ Gajusz Mariusz miał możliwość wyboru wojska spośród dwóch armii: tej, która wcześniej służyła pod Rutyliuszem, i tej co pod Metellusem, a następnie pod nim samym, zażyczył sobie wojska rutyliańskiego, mimo że było ono mniej liczne, bowiem sądził, że jest pewniejsze ze względu na dyscyplinę.
Domicjusz Korbulon dzięki wdrożeniu dyscypliny powstrzymał Partów, dysponując dwoma zaledwie legionami i niewielką liczbą sił pomocniczych.
Aleksander Macedoński, atakując cały świat zamieszkany przy pomocy 40 tysięcy żołnierzy, już uprzednio zaprawionych do dyscypliny przez jego ojca Filipa, rozgromił nieprzeliczone siły nieprzyjacielskie.
Cyrus w trakcie wojny z Persami sprostał ogromnym wyzwaniom dzięki czternastu tysiącom uzbrojonych ludzi.
Epaminondas, wódz Teban, z czterema tysiącami ludzi, z których tylko 400 było jeźdźcami, pokonał wojsko Lacedemończyków liczące dwadzieścia cztery tysiące pieszych i tysiąc sześciuset konnych.
Czternaście tysięcy żołnierzy greckich, a tylu ich znajdowało się wśród posiłkowych sił Cyrusa wystawionych przeciw Artakserksesowi, pokonało w bitwie sto tysięcy barbarzyńców.
Te same czternaście tysięcy Greków, po utracie dowódców powierzywszy troskę o własny powrót Ateńczykowi Ksenofontowi, jednemu z ich grona, powróciło w stanie nieuszczuplonym przez trudne do przebycia i nieznane terytoria.
Ponieważ Kserkses, pognębiony pod Termopilami przez trzystu Lacedemończyków, ledwie zdołał ich pokonać, mawiał, że został oszukany, gdyż dysponował wprawdzie wielką liczbą ludzi, ale żadnym mężem zdolnym utrzymać dyscyplinę.
o powściągliwości
Marek Katon, jak powiadają, zadowalał się tym samym winem, co wioślarze.
Fabrycjusz, kiedy poseł Epirotów Cyneasz dawał mu w darze wielką ilość złota, nie przyjąwszy go, powiedział, że woli rozkazywać tym, którzy je posiadają, niż samemu je posiadać.
Mimo że Atyliusz Regulus kierował najważniejszymi sprawami państwa, był tak biedny, że żonę i dzieci utrzymywał z małego poletka, uprawianego przez jednego wieśniaka; kiedy więc usłyszał o jego śmierci, napisał do senatu w sprawie swego następcy, skoro bowiem z powodu zgonu owego sługi majątek uległ zaniedbaniu, jego obecność jest niezbędna.
Gnejusz Scypion, zakończywszy pomyślnie działania w Hiszpanii, popadł w takie ubóstwo, że nie zostawił nawet tylu pieniędzy, by wystarczyło na posag dla córek; bieda sprawiła, że senat uposażył je na koszt państwa.
Tak samo zadecydowali Ateńczycy wobec córek Arystydesa, który po tym, jak zarządzał najważniejszymi sprawami państwa, zmarł w skrajnym ubóstwie.
Epaminondasa, wodza Teban, charakteryzowała taka wstrzemięźliwość, że w jego sypialni nie można było znaleźć niczego prócz słomianej maty i jednego rożna.
Hannibal, przyzwyczajony do wstawania jeszcze po ciemku, w ogóle nie odpoczywał przed zapadnięciem ciemności: dopiero o zmroku wzywał do siebie na ucztę i leżało się u niego na nie więcej niż dwóch sofach.
Gdy ten sam walczył pod komendą Hazdrubala, naczelnego wodza, przeważnie zażywał snu na gołej ziemi, okryty płaszczem.
Emilianus Scypion, jak przekazują, miał zwyczaj posilać się otrzymanym od kogoś chlebem, kiedy w trakcie marszu kroczył w towarzystwie przyjaciół.
To samo opowiada się też o Aleksandrze Macedońskim.
Masynissa, choć wiódł już dziewięćdziesiąty rok życia, miał zwyczaj – jak czytamy – posilać się, kiedy albo stał w południe przed namiotem, albo się przechadzał.
Kiedy Maniuszowi Kuriuszowi za jego zwycięstwo nad Sabinami uchwałą senatu przydzielono obszar ziemi większy, niż otrzymali zwolnieni ze służby żołnierze, ten zadowolił się poletkiem szeregowca, stwierdzając, że zły to obywatel, któremu nie wystarczy to, co reszcie.
Znane było też opanowanie nierzadko całego wojska, na przykład tego, które służyło pod rozkazami Marka Skaurusa. Skaurus bowiem przekazał pamięci potomnych, że na drzewie uginającym się od owoców, którego korzeń znalazł się jeszcze w obrębie wytyczonego obozu, następnego dnia, gdy wojsko odchodziło, owoce pozostawiono nietknięte.
Podczas podjętej pod auspicjami Imperatora Cezara Domicjana Augusta wojny germańskiej, do której podburzył w Galii Juliusz Cywilis, najzasobniejsze miasto Lingonów przeszło na stronę Cywilisa, obawiało się więc grabieży, gdy zbliżała się armia Cezara, lecz wbrew oczekiwaniom, nienaruszone, nie utraciło nic ze swego stanu posiadania, a przywrócone do posłuszeństwa przekazało mi siedemdziesiąt tysięcy ludzi pod bronią.
Lucjusz Mummiusz, który po zdobyciu Koryntu ozdobił obrazami i posągami nie tylko Italię, ale także prowincje, tak dalece żadnego z bogatych łupów nie przeznaczył na własny użytek, że jego ubogą córkę z publicznych pieniędzy uposażył senat.
o sprawiedliwości
Kamillusowi oblegającemu Falisków pewien nauczyciel przekazał chłopców, których wyprowadził poza mury jak gdyby na przechadzkę, podpowiadając, że jeśli zatrzyma ich jako zakładników, miasto z konieczności wykona to, co on nakaże. Kamillus nie tylko wzgardził wiarołomstwem, lecz ponadto związawszy nauczycielowi z tyłu ręce, powiedział chłopcom, by zaprowadzili go do rodziców, pomagając sobie wierzbowymi rózgami. Dobrodziejstwem odniósł zwycięstwo, którego nie pożądał kosztem oszustwa, bowiem Faliskowie pod wpływem tego sprawiedliwego czynu poddali mu się z własnej woli.
Do Fabrycjusza, wodza Rzymian, dotarł lekarz króla Epirotów Pyrrusa i przyrzekł, że poda Pyrrusowi truciznę, jeśli wyznaczą dlań nagrodę wartą trudu. Fabrycjusz, nie uważając, że potrzebuje zwycięstwa za cenę takiej zbrodni, wydał lekarza królowi i zyskał takie zaufanie, iż skłonił Pyrrusa do starań o przyjaźń z Rzymianami.
o niezłomności
Gnejusz Pompejusz, ponieważ żołnierze zagrozili, że rozgrabią pieniądze, które mają być wiezione podczas triumfu, a Serwiliusz i Glaucja zachęcali, by je rozdzielił w celu uniknięcia buntu, zapewnił, że prędzej nie odbędzie triumfu, lecz raczej umrze, niż ugnie się przed zuchwałością żołnierzy, po czym zganił ich w surowym przemówieniu i cisnął w obu uwieńczonymi laurem wiązkami, aby biorąc się za grabież, rozpoczęli właśnie od owych przedmiotów, a wzbudziwszy do tego czynu odrazę, ponownie przywiódł ich do pomiarkowania.
Gajusz Cezar, kiedy w zamęcie wojen domowych wybuchł bunt, a wielkie rozgorączkowanie opanowało umysły, rozwiązał cały legion, zgładziwszy przez ścięcie toporem przywódców buntu. Rychło jednak tych, których wcześniej zwolnił, przyjął z powrotem, gdyż błagali o zmazanie hańby, i odtąd miał w nich najlepszych żołnierzy.
Gdy Postumiusz, mąż konsularny, zagrzewał swoich do boju, a żołnierze zapytali, jakie są rozkazy, odparł, by go naśladowali, i chwyciwszy znak bojowy, jako pierwszy runął na wroga; podążając za nim, odnieśli zwycięstwo.
Kiedy Klaudiusz Marcellus wskutek braku rozwagi wpadł w ręce Galów, zatoczył koniem, aby rozejrzeć się dookoła po okolicy i znaleźć miejsce, którędy mógłby ujść, a następnie, ponieważ widział, że wszystko wygląda niewesoło, wezwał w modlitwie bogów i runął w sam środek nieprzyjaciół. Wprawił ich w osłupienie tą nagłą zuchwałością i zabił także ich wodza, a ponadto stamtąd, gdzie ledwie tliła się nadzieja na ocalenie, dostarczył najcenniejsze trofeum.
Lucjusz Paulus po utracie wojska pod Kannami, chociaż Lentulus dostarczył mu konia, na którym mógłby uciec, nie chciał ratować się z klęski, mimo że nie przyczynił się do niej osobiście, lecz siedział uparcie na tej skale, o którą wsparł się, gdy otrzymał ranę, dopóki otoczony przez wrogów nie został zakłuty.
Warron, jego kolega, przeżył, wykazując po tejże klęsce jeszcze większą wytrwałość, a senat i lud złożył mu podziękowania za to, iż nie zwątpił w rzeczpospolitą. Potwierdził bowiem przez resztę swego życia, że ocalał nie dzięki pragnieniu przeżycia, lecz z miłości do rzeczpospolitej: zapuścił brodę i włosy, nigdy już później nie przyjmował pokarmu na leżąco, a kiedy lud obdarzył go zaszczytami, wymówił się, twierdząc, że rzeczpospolitej potrzeba fortunniejszych urzędników.
Semproniusz Tudytanus i Gnejusz Oktawiusz, trybuni wojskowi, kiedy pod Kannami wszystko poszło w rozsypkę i zostali otoczeni w mniejszym obozie, przekonali współtowarzyszy, aby dobyli mieczy i razem z nimi przedarli się przez stanowiska nieprzyjacielskie, twierdząc stanowczo, iż oni sami mają wystarczająco wiele odwagi, nawet gdyby nikomu więcej nie starczyło śmiałości, by się przebić. Spośród wahającego ogółu zwlekających znalazło się tylko 12 konnych i 50 piechurów, którzy wytrwali u ich boku i cało dotarli do Kanuzjum.
Kiedy Gajusz Fontejusz Krassus wyruszył w Hiszpanii z trzema tysiącami żołnierzy na zdobycie łupów i w bardzo niedogodnym miejscu został otoczony przez Hazdrubala, wyjawił swój plan tylko pierwszym szeregom i z nastaniem nocy – w czasie, kiedy najmniej można by się tego spodziewać – wyrwał się przez posterunki nieprzyjaciela.
Podczas wojny samnickiej trybun wojskowy Publiusz Decjusz poradził konsulowi Korneliuszowi, zaskoczonemu przez wroga w niedogodnym miejscu, aby wysłał niewielki oddział w celu obsadzenia wznoszącego się opodal szczytu, i sam siebie zaofiarował jako dowódcę tych, których wysyłano. Odwołany w innym kierunku nieprzyjaciel poniechał konsula, za to otoczył i obległ Decjusza. Tymczasem Decjusz przedsięwziął nocą wycieczkę i wymknął się wąskim przejściem, po czym bez szwanku dołączył z żołnierzami do konsula.
Tego samego dokonał pozostający pod komendą konsula Atyliusza Kalatyna ten, którego imiona przekazują rozmaicie: jedni pisali, że nazywał się Laberiusz, niektórzy – że Kwintus Cedycjusz, a większość – że Kalpurniusz Flamma. On to na widok wojska, które zeszło do takiej doliny, iż jej krańce i wszystkie okalające ją wzniesienia obsadził wróg, zażądał i otrzymał od konsula trzystu żołnierzy, po czym wezwawszy ich, by swym męstwem ocalili wojsko, popędził na środek doliny. Nieprzyjaciele zeszli zewsząd, by ich rozgromić, a on długo stawiając opór w zażartej walce, dał konsulowi sposobność do wycofania wojska.
Gdy Gajusz Cezar już miał przystąpić do walki z Germanami i Ariowistem, a morale jego żołnierzy spadło, oświadczył przed zgromadzeniem, iż tego dnia nie użyje do działań żadnego innego legionu jak tylko dziesiąty. Dzięki czemu sprawił, że żołnierzy dziesiątego legionu pobudziło owo świadectwo ich jakby wyjątkowej dzielności, resztę natomiast – poczucie wstydu, by chwała zwycięstwa nie została przy innych.
Pewien arystokrata lacedemoński wobec zapowiedzi Filipa, że nie pozwoli na wiele rzeczy, jeśli nie wydadzą mu państwa, odparł: „Czy nie pozwoli nam też umierać za ojczyznę?”.
Lacedemończyk Leonidas, ponieważ o Persach krążyła opowieść, że z niezliczonej ilości strzał zamierzają stworzyć chmury, miał powiedzieć: „W cieniu będziemy walczyć lepiej”.
Kiedy Gajuszowi Eliuszowi, pretorowi miejskiemu, w chwili wypowiadania formuły prawnej usiadł na głowie dzięcioł, a haruspikowie odpowiedzieli, że jeśli ptak odleci, zwycięstwo odniosą wrogowie, jeśli zostanie zabity – lepszy okaże się lud rzymski, ale Gajusz Eliusz i jego ród zginą, ten nie wahał się wydać dzięcioła na śmierć. I chociaż nasze wojsko zwyciężyło, on sam wraz z czternastoma Eliuszami z tego właśnie rodu poległ w bitwie. [Niektórzy wierzą, że nie był to Gajusz Celiusz, lecz Leliusz, i że zginęli Leliusze, nie Celiusze].
Publiusz Decjusz, najpierw ojciec, a potem syn, pełniąc urzędy, ofiarowali siebie w zamian za ocalenie rzeczpospolitej, skierowawszy bowiem konie na wroga i odniósłszy zwycięstwo, ofiarowali je ojczyźnie.
Gdy Publiusz Krassus prowadził w Azji działania wojenne przeciw Arystonikowi, między Eleą a Myriną wpadł w ręce wrogów i został uprowadzony żywcem, przeklinając więc niewolę zastosowaną wobec konsula rzymskiego, biczykiem, którym podcinał konia, wybił oko pilnującemu go Trakowi, a ten, rozjuszony bólem, przebił go jednym ciosem, dzięki czemu konsul uniknął – tak jak tego pragnął – hańby niewoli.
Marek Katon, syn Cenzora, spadł podczas bitwy z konia, który się potknął, kiedy więc młodzieniec się podniósł i spostrzegł, że miecz wypadł mu z pochwy, w obawie przed hańbą skierował się ku wrogom i otrzymawszy kilka ran, do swoich powrócił wtedy dopiero, gdy odzyskał miecz.
Petylińczycy, oblegani przez Punijczyków, z braku żywności wyrzucili z miasta rodziców i dzieci, sami zaś, utrzymując się przy życiu dzięki moczonym i suszonym na ogniu skórom, liściom z drzew oraz wszelakim gatunkom zwierząt, wytrzymali oblężenie przez jedenaście miesięcy.
Hiszpanie oblężeni w Konsabrze doznawali we wszystkim tego samego, ale nie poddali miasta Hirtulejuszowi.
Kazylińczycy, oblegani przez Hannibala, cierpieli taki niedostatek, że – jak zapamiętano – doszło do sprzedaży myszy za 200 denarów, jej sprzedawca zaś umarł z głodu, a nabywca przeżył; wytrwali oni jednak w dochowaniu wierności Rzymianom.
Kiedy trwało oblężenie Cyzyku przez Mitrydatesa, podprowadził on jeńców z tego miasta i pokazał oblężonym w mniemaniu, iż zmusi mieszczan do kapitulacji z powodu współczucia dla swoich. Tymczasem ci, zachęcając jeńców, by mężnie znieśli śmierć, wytrwali w dochowaniu wierności Rzymianom.
Segowieńczycy, mimo że Wiriatus mógł im zwrócić dzieci i żony, woleli oglądać katusze swoich zakładników, niż odstąpić od Rzymian.
Numantyjczycy woleli umrzeć z głodu, zabiwszy drzwi swoich domostw, byle tylko się nie poddać.
o emocjach i umiarze
Kwintus Fabiusz na zachętę ze strony syna, żeby obsadził dogodne miejsce kosztem utraty niewielu ludzi, odparł: „Czy chcesz się znaleźć wśród tych niewielu?”.
Kiedy Ksenofont jechał raz na koniu, wydał piechurom rozkaz, by obsadzili pewien grzbiet, ale usłyszał, jak jeden z nich gdera, iż łatwo siedzącemu nakazywać tak pracochłonne zadania, zeskoczył i posadził na konia owego szeregowca, a sam biegiem pośpieszył na wyznaczone wzgórze. Ponieważ żołnierz nie mógł znieść zawstydzenia z powodu tego, co się stało, dobrowolnie zsiadł z konia, ścigany śmiechem współtowarzyszy. Wszyscy wspólnie ledwie przekonali Ksenofonta, by dosiadł konia i ograniczał swoje wysiłki do obowiązków koniecznych dowódcy.
Gdy Aleksander prowadził raz zimą wojsko, rozpoczął przegląd przechodzących mimo oddziałów, siedząc przy ogniu, kiedy więc dostrzegł kogoś niemal ledwie żywego z zimna, kazał mu usiąść na swoim miejscu, mówiąc: „Gdybyś się urodził wśród Persów, za to, żeś usiadł na królewskim tronie, zapłaciłbyś głową, ale komuś, kto urodził się w Macedonii, wybacza się to”.
Kiedy boski August Wespazjan dowiedział się, że pewien młodzieniec, wprawdzie szlachetnie urodzony, ale niezdatny do pełnienia wojskowych obowiązków, z powodu szczupłości rodzinnych zasobów skierowany został do dłużej trwającej służby na linii, wyznaczywszy mu majątek, zwolnił go z czynnej służby dzięki honorowej dymisji.
o przeróżnych zaleceniach
Gajusz Cezar mawiał, że stosuje przeciw wrogom to samo zalecenie, jakie większość lekarzy stosuje na dolegliwości cielesne: zwyciężania raczej głodem niż żelazem.
Domicjusz Korbulon zwykł był mawiać, iż wroga należy zwyciężać kilofem.
Lucjusz Paulus powiadał, iż naczelny wódz co do zwyczajów winien być starcem, mając na myśli to, że należy iść za bardziej umiarkowanymi radami.
Scypion Afrykański, gdy niektórzy nazywali go za mało wojowniczym, miał odpowiadać: „Matka urodziła mnie naczelnym wodzem, nie zwykłym żołnierzem, który ma się bić”.
Gajusz Mariusz odpowiedział pewnemu Teutonowi, który go wyzywał do walki i żądał, by wystąpił do przodu, że jeśli tak pragnie śmierci, może swój żywot zakończyć na stryczku. Kiedy tamten dalej się napierał, wystawił naprzeciw niego skromnej postury gladiatora, ponadto w podeszłym wieku, i oznajmił mu, że jeśli pokona tamtego, to on chętnie będzie się potykał ze zwycięzcą.
Aby Kwintus Sertoriusz – nauczony doświadczeniem, że nie dorówna całemu wojsku Rzymian – mógł to również uświadomić pochopnie domagającym się bitwy barbarzyńcom, przyprowadził im przed oczy dwa konie: jeden z nich był bardzo silny, drugi cokolwiek słabujący. Przywiódł też dwóch młodzieńców, wybranych na podobnej zasadzie – krzepkiego i wydelikaconego, po czym temu bardziej krzepkiemu rozkazał, by odciął ogon słabującego konia za jednym zamachem, zaś wydelikaconemu, by zechciał odcinać ogon u silniejszego włosie po włosiu. Kiedy temu wydelikaconemu powiodło się to, co mu rozkazano, ów bardzo silny bez rezultatu męczył się z ogonem konia słabowitego. Na to powiada Sertoriusz: „Żołnierze, na tym oto przykładzie pokazałem wam naturę rzymskich sił: są niepokonane, jeśli ktoś atakuje je wszystkie, ale ten, kto szarpie poszczególne części, rozerwie je i podzieli”.
Kiedy konsul Waleriusz Lewinus schwytał w swoim obozie nieprzyjacielskiego zwiadowcę, ale pokładał wielką ufność w siłach własnej armii, rozkazał oprowadzić go wokół, a ponadto w celu zastraszenia wrogów nieprzyjacielscy szpiedzy, ilekroć tylko chcieli, mogli obserwować jego wojska rozmieszczone przed ich oczami.
Cedycjusz, centurion pierwszej linii, który po Warusowej klęsce w Germanii, kiedy naszych zamknięto oblężeniem, przejął obowiązki dowódcy, nabrał obaw, żeby barbarzyńcy nie przysunęli ku obwałowaniu nagromadzonego uprzednio drzewa i nie podpalili jego obozu, udał więc, że cierpi na brak drzewa, i na wszystkie strony porozsyłał ludzi, którzy mieli go nakraść, czym sprawił, że Germanie pousuwali wszystkie pnie.
Gnejusz Scypion podczas bitwy morskiej miotał w kierunku floty nieprzyjaciół amfory wypełnione smołą i żywicą, a ich rzucanie szybko wyrządziło szkody zarówno dzięki obciążeniu wrogich okrętów, jak i przeniesieniu łatwopalnego materiału wskutek rozlania się zawartości.
Hannibal nauczył króla Antiocha, jak na flotę wrogów miotać dzbanki pełne żmij, a przerażeni żołnierze ze strachu przed nimi powstrzymają się tak od walki, jak od obowiązków związanych ze służbą na okrętach.
To samo uczynił również Pruzjasz, kiedy jego flota już się wycofywała.
Kiedy Marek Porcjusz Katon przedostał się na nieprzyjacielską flotę, usunął Punijczyków i rozdał pomiędzy swoich ich broń i oznaki wojskowe, po czym zatopił wiele okrętów wroga, którego zwiódł jego własnym ubiorem.
Ponieważ Ateńczycy byli ustawicznie niepokojeni przez Lacedemończyków, w dniach uroczystych, które jako poświęcone Minerwie celebrowali poza miastem, wszyscy wprawdzie udawali, że postępują jak ludzie pobożni, jednak szatami przysłonili broń. Po zakończeniu odprawiania swego rytuału nie powrócili od razu do Aten, lecz zaraz potem, szybko uformowawszy oddział przeciw Lacedemonowi, w czasie, kiedy najmniej się ich obawiano, z przeciwnej strony złupili ziemię wrogów, dla których jak dotąd sami stanowili źródło łupów.
Kassjusz przy sprzyjającym wietrze posłał podpalone statki transportowe, niemające już wielkiego zastosowania do żadnych innych celów, przeciw flocie nieprzyjacielskiej i tak zniszczył ją ogniem.
Marek Liwiusz, kiedy po rozgromieniu Hazdrubala niektórzy zachęcali go, by ścigał wroga aż do wycięcia w pień, odparł: „Niechże ocaleje ktokolwiek, kto powiadomi nieprzyjaciół o naszym zwycięstwie!”.
Scypion Afrykański zwykł mawiać, iż nieprzyjacielowi nie tylko należy otwierać drogę do ucieczki, ale także mu ją utorować.
Ateńczyk Paches zapewnił, że wrogowie pozostaną nietknięci, jeśli złożą żelazo, po czym – kiedy przystali na te warunki – wszystkich tych, którzy mieli żelazne fibule przy płaszczach, rozkazał zabić.
Hazdrubal, aby podporządkować sobie Numidyjczyków, wtargnął w ich granice, a gdy zaczęli szykować się do obrony, zapewnił, że przybył dla schwytania słoni, w które obfituje Numidia. Kiedy przyrzekł zapłatę tym, co jej żądali w zamian za pozwolenie, odwróciwszy uwagę tym przekonywaniem, zaatakował ich i podbił.
Lacedemończyk Alcetas, aby tym łatwiej przeprowadzić z zaskoczenia atak na dostawę zaopatrzenia dla Teban, trzymając przygotowane okręty w ukryciu, tak jakby w ogóle miał tylko jedną triremę, na zmianę ćwiczył na niej wioślarzy. Następnie o ustalonej porze skierował wszystkie okręty na przepływających mimo Teban i przejął ich zaopatrzenie.
Ptolomeusz, walcząc przeciw Perdikkasowi mającemu przewagę militarną, sam ze słabymi siłami, zadbał o to, aby ledwie kilku konnych poprowadziło wszelakie dostępne bydło, przywiązawszy mu do zadów wiązki drewna, które miało ciągnąć. On sam, krocząc na czele z siłami, jakie miał do dyspozycji, sprawił, że wydawało się, iż w ślad za kurzem wzbijanym przez stada nadciągała potężna armia, po czym zwyciężył wroga przerażonego oczekiwaniem na nią.
Ateńczyk Myronides, walcząc z Tebanami, którzy górowali siłami konnicy, przed stoczeniem bitwy na równinie pouczył swoich, że jeśli się utrzymają, pozostaje jakaś nadzieja na ocalenie, jeśli zaś cofną się, zagłada jest pewna. Dzięki takiej argumentacji wlał otuchę w serca żołnierzy i odniósł zwycięstwo.
Gajusz Pinariusz na Sycylii, postawiony na czele garnizonu Henny, gdy urzędnicy Henneńczyków zażądali kluczy od bram, a te zawsze nosił ze sobą, żywiąc wobec nich podejrzenie, że czynią przygotowania do przejścia na stronę Punijczyka, poprosił o jedną noc zwłoki do namysłu. Ujawniwszy żołnierzom oszustwo Greków, zalecił, by w gotowości oczekiwali znaków następnego dnia, a o świcie zapowiedział w obecności żołnierzy, że odda klucze, jeśli wszyscy Henneńczycy będą tego samego zdania. Po zwołaniu w tej sprawie całej społeczności do teatru, gdy nadal usilnie domagał się tego samego przy jawnej woli sprzeniewierzenia się ustaleniom, dał znak żołnierzom i pozabijał wszystkich Henneńczyków.
Ifikrates, wódz Ateńczyków, przyozdobił swoją flotę na wzór okrętów wroga i popłynął do tych, wobec których żywił podejrzenia, kiedy więc został przyjęty z powszechną radością, ujawnił ich wiarołomstwo i złupił miasto.
Ponieważ Tyberiusz Grakchus zapowiedział, że z pewnej liczby ochotników w przyszłości obdarzy wolnością tych dzielnych, a leniwych przybije do krzyży, do czterech tysięcy z nich, ponieważ walczyli opieszalej i ze strachu przed karą zeszli się na pewnym ufortyfikowanym wzgórzu, wysłał ludzi, aby im przekazali, że – jak mu się wydaje – całe wojsko ochotników zwyciężyło, gdyż otoczyli wroga. I tak dzięki zaufaniu, jakie wzbudził, przyjął tamtych z powrotem, skoro już wyzbyli się strachu przed jego ludźmi.
Kiedy Hannibal po bitwie, w której Rzymianie ponieśli nad Trazymennem srogą klęskę, na mocy zawartej umowy wziął pod swoją komendę sześć tysięcy wrogów, łaskawie odesłał do swoich miast sprzymierzeńców ligi latyńskiej, ogłaszając, że prowadzi wojnę dla wyzwolenia Italii, i dzięki ich staraniom przyjął kapitulację od kilku ludów.
Magon, kiedy Lokrów oblegał prefekt naszej floty, Kryspinus, rozpuścił w rzymskim obozie plotkę, że Hannibal po zabiciu Marcellusa przybywa, by uwolnić Lokrów od oblężenia. Z kolei potajemnie rozkazał, by wysłać jeźdźców, którzy ukazaliby się na wierzchołkach widocznych opodal wzniesień. Dzięki temu sprawił, że Kryspinus, sądząc, iż Hannibal jest tuż, tuż, wsiadł na okręty i wycofał się.
Scypion Emilianus pod Numancją rozlokował łuczników i procarzy nie tylko pomiędzy wszystkimi kohortami, ale i centuriami.
Kiedy Tebańczyk Pelopidas salwował się ucieczką przed Tessalami w stronę rzeki, na której wcześniej zbudował prowizoryczny most, by ścigający go nieprzyjaciel nie mógł wykorzystać właśnie tego samego przejścia, nakazał straży tylnej ów most podpalić.
Ponieważ Rzymianie w żaden sposób nie mogli dorównać kampańskim jeźdźcom, Kwintus Newiusz, centurion w wojsku prokonsula Fulwiusza Flakkusa, wymyślił, że wybranych z całej armii ludzi, którzy wydawali się najszybsi i byli średniego wzrostu, uzbroi w małe tarcze, hełmy i miecze oraz da każdemu po siedem włóczni długich na około cztery stopy, po czym rozkazał, by po dołączeniu do jazdy dowieziono ich aż pod mury, następnie tam pozostawiono, a gdy nasza konnica się wycofa, mają walczyć pośród konnicy wroga. Kiedy tak się stało, i sami Kampańczycy bardzo gwałtownie doznali strat, i zwłaszcza ich konie, bo po spłoszeniu zwierząt szala zwycięstwa przechyliła się na naszą stronę.
Kiedy Publiusz Scypion ujrzał w Lidii wojsko Antiocha udręczone z powodu dniem i nocą padającego deszczu, a wycieńczeni byli nie tylko ludzie czy konie, ale nawet łuki stały się bezużyteczne za sprawą namokniętych cięciw, zachęcił brata, by rozpoczął bitwę następnego dnia, mimo iż to dzień uroczysty – w ślad za tą radą przyszło zwycięstwo.
Do Katona, który pustoszył Hiszpanię, przybyli posłowie sprzymierzonego ludu Ilergetów, prosząc o oddziały pomocnicze. Ów nie chciał ani z powodu odmowy utracić sojuszników, ani przez podział wojska uszczuplić własnych sił, toteż rozkazał, by trzecia część żołnierzy przygotowała posiłek i wsiadła na okręty, wydawszy im polecenie, żeby następnie wymówili się wiatrem i zawrócili. Tymczasem poprzedzająca te wypadki pogłoska o nadejściu pomocy podniosła Ilergetów na duchu, a nadto zniweczyła zamysły wroga.
Gajusz Cezar, ponieważ wśród pompejańczyków znajdował się liczny oddział rzymskich jeźdźców, który szerzył wśród żołnierzy zniszczenie dzięki umiejętności operowania bronią, wydał rozkaz, by atakować mieczem ich twarze i oczy – tak zmusił ich do ustąpienia, bo odwracali oblicza.
Kiedy Wokcejowie byli naciskani przez Semproniusza Grakcha już po podniesieniu znaków, otoczyli wszystkie swoje siły wozami, które zapełniali najdzielniejsi żołnierze przyodziani w kobiece szaty. Semproniusz odważniej przystąpił do oblężenia wroga, bo walczył jakoby przeciw kobietom, a wtedy ci siedzący na wozach ruszyli do ataku i zmusili go do ucieczki.
Ponieważ Eumenes Kardyjczyk, jeden z następców Aleksandra, zamknięty w jakiejś fortecy nie mógł trenować koni, codziennie o ustalonych godzinach tak je podwieszał, żeby opierając się na zadnich nogach, a przednie mając nieco uniesione, w dążeniu do odzyskania zwykłej postawy stojącej wierzgały nogami w powietrzu aż do wystąpienia potów.
Marek Katon, kiedy barbarzyńcy przyrzekali dać przewodników po drogach, jak również udzielić pomocy militarnej, jeśli przyrzeknie się im znaczne wynagrodzenie, nie wahał się, by złożyć taką obietnicę, ponieważ albo mógł wypłacić owo wynagrodzenie z łupów nieprzyjacielskich, albo wobec zabitych zostać zwolnionym z przyrzeczenia.
Kwintus Maksymus rozkazał wezwać do siebie Statyliusza, szlachetnego jeźdźca o znamienitych dokonaniach, który chciał uciec do wrogów, i przeprosił go, że aż do obecnej chwili nic nie wiedział o jego zaletach wskutek zawiści współtowarzyszy. Podarował mu zatem konia i zatrzymał, obdarzywszy ponadto pieniędzmi, tak iż człowieka, którego wcześniej świadomie zawezwał ogarniętego przerażeniem, odesłał przepełnionego radością, a zamiast kogoś, kto był niepewny, miał w nim na przyszłość jeźdźca nie mniej wiernego, jak dzielnego.
Kiedy Filip usłyszał, iż zraził do siebie Pytiasza, który jako człowiek niezamożny z trudnością mógł utrzymać trzy córki, a nie doczekał się wsparcia od króla, odpowiedział na ostrzeżenia innych, by się go strzegł: „Dlaczego? Gdyby jakaś część mego ciała była chora, to bym ją odciął, czy raczej leczył?”. Następnie w zaufaniu i potajemnie przywołał Pytiasza, a kiedy dowiedział się o jego problemach, których źródłem było ubóstwo w rodzinie, obdarzył pieniędzmi i odtąd miał w nim lepszego i wierniejszego żołnierza niż wcześniej, zanim obraził go król.
Kiedy Tytus Kwincjusz Kryspinus po niepomyślnym starciu z Punijczykami, w którym stracił kolegę Marcellusa, zorientował się, że Hannibal przejął pierścień poległego, rozesłał po municypiach Italii pisma, by nie dawać wiary listom dostarczanym z odciskiem pierścienia Marcellusa. Dzięki temu napomnieniu sprawił, że Salapię oraz inne miasta Hannibal nadaremnie doświadczał podstępami.
Po klęsce kanneńskiej Rzymianie tak upadli na duchu, że znaczna część ocalałych niedobitków wraz z najdostojniejszymi inicjatorami nosiła się z zamiarem porzucenia Italii, a wtedy Publiusz Scypion, młodzieniaszek dopiero wchodzący w życie, przypuściwszy atak podczas tego samego zebrania, na którym poruszano owe doniosłe kwestie, zapowiedział, że z jego własnej ręki zginie ten, kto nie przysięgnie, iż nie zamyśla porzucić państwa. A ponieważ on sam jako pierwszy zobowiązał się taką świętą obietnicą, kiedy wyciągnął miecz i zagroził śmiercią jednemu ze stojących najbliżej, gdyby nie odebrał uroczystego przyrzeczenia, tego zastraszeniem, innych zaś przykładem zmusił do złożenia przysięgi.
Ponieważ Wolskowie rozbili obóz blisko kolczastych krzewów i lasu, Kamillus podpalił wszystko to, co tylko mogło ponieść zarzewie ognia aż ku obwałowaniu, i tak oto wyzuł przeciwników z obozu.
Publiusza Krassusa w trakcie wojny sprzymierzeńczej niemal w ten sam sposób wzięto do niewoli wraz ze wszystkimi jego siłami.
Kiedy Kwintus Metellus w Hiszpanii, zamierzając zwinąć obóz, chciał żołnierzy pod bronią utrzymać, obwieścił, iż odkrył rozlokowane przez wroga zasadzki, dlatego mają nie odchodzić od znaków i nie rozciągać szyku. Chociaż rozluźnił, postąpił tak dla zachowania dyscypliny, natrafiwszy zaś przypadkiem na prawdziwe zasadzki, sprawił, że żołnierze się nie bali, ponieważ powiedział o tym wcześniej.